W 200. ROCZNICĘ URODZIN – GENIUSZ PODWÓJNIE NARODZONY
Poznań, Aula Uniwersytecka, 21.02.2010 r.
Aimi Kobayashi – fortepian
Marek Pijarowski – dyrygent
Orkiestra Filharmonii Poznańskiej
Festiwal „Chopin nasz współczesny 2010” zainaugurowała wczoraj msza święta odprawiana w intencji Wielkiego Kompozytora w katedrze poznańskiej. Poprowadził ją metropolita poznański, Arcybiskup Stanisław Gondecki. Póżniej, odbyła się jeszcze uroczystość zasadzenia pamiątkowego drzewa – buku – któremu nadano imię Fryderyka Chopina (w parku obok pomnika Adama Mickiewicza). Najważniejszym wydarzeniem dnia był jednak wieczorny koncert Aimi Kobayashi wraz z Orkiestrą Filharmonii Poznańskiej pod dyrekcją Marka Pijarowskiego.
Japońska pianistka rozpoczęła naukę gry na fortepianie w szkole Yamahy w wieku … niespełna trzech lat. Jak sama przyznała w jednym z wywiadów – pod wpływem nauczycielki zaczęła najpierw grać na pianinie, a później, gdy już „dorosła” – otrzymała fortepian (to dorosła nie bez kozery jest w cudzysłowie, bo Japonka na scenie nadal wyglądała na drobną, malutką osóbkę, mimo, że dziś ma już prawie… piętnaście lat!!). Pierwszy raz zagrała utwór Fryderyka Chopina publicznie w wieku ośmiu lat, a na Pierwszym Międzynarodowym Konkursie im. F. Chopina Azja – Pacyfik zdobyła pierwsze miejsce wśród juniorów. Młodziutka pianistka powiedziała niedawno, że bardzo lubi grać Chopina, gdyż czuje, że może w ten sposób wyrazić się przez Jego muzykę ( i jeśli obejrzycie podane w linkach fragmenty jej występów, zobaczycie, że rzeczywiście tak jest).
I powiem szczerze – było to widać na scenie. Ale najpierw słów kilka o samej muzyce. Koncert, po kilku przemówieniach (wśród których było również wręczenie nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego dla właścicieli firmy Solaris) zaczęła Orkiestra Filharmonii Poznańskiej pod dyrekcją Marka Pijarowskiego. Usłyszeliśmy Uwerturę do opery Czarodziejski flet Wolfganga Amadeusa Mozarta. I od razu zrobiło się niesamowicie. Pierwotnie żałowałem, że plan koncertu zmienił się, bo gdy zamawiałem bilety, zamiast Czarodziejskiego Fletu planowana była Uwertura do opery Leszek Biały czyli Czarownica na Łysej Górze (niestety w linku słaba jakość, ale co zrobić) Józefa Elsnera. Jednak już pierwsze dźwięki mozartowskiej kompozycji spowodowały, że o zamianie nikt chyba już nie pamiętał, a jeśli nawet, to muzyka natychmiast mu tę pamięć wyczyściła. Oczywiście te kilka minut Uwertury Mozarta to była tylko taka przygrywka. Wszyscy czekali na młodziutką pianistkę i … nie zawiedliśmy się.
Aimi Kobayashi wyszła na scenę przy sporym aplauzie publiczności i zaczęła recital od części pierwszej (Allegro) XXVI koncertu fortepianowego D-Dur Wolfganga Amadeusza Mozarta (uwaga – w linku właśnie Aimi Kobayashi w większym fragmencie wspomnianego wyżej koncertu – zwróćcie uwagę na lewą dłoń w chwilach, pianistka nią nie gra). Niesamowicie rytmiczna część pierwsza i następujące po niej cudowne Larghetto wręcz zaszokowały perfekcją wykonania, tym czuciem muzyki, o którym Japonka sama mówiła w wywiadach. Larghetto z tego koncertu to właściwie klasyka klasycyzmu – pobrzmiewa w nim urok osiemnastowiecznych koncertów, dzięki którym fortepian stał się instrumentem solowym, akompaniowanym przez orkiestry. Bez mozartowskich koncertów z całą pewnością nie byłoby pięknych koncertów Fryderyka Chopina. I świat byłby zdecydowanie uboższy wtedy. Zresztą - niech muzyka broni się sama. Oto wspomniane larghetto…
Po krótkiej przerwie na scenę wróciła Aimi Kobayashi by wykonać główny utwór tegoż wieczoru, czyli koncert fortepianowy f-moll nr 2 Fryderyka Chopina. I zagrała go olśniewająco. Niezależnie, czy było to energiczne, pełne żaru Maestoso, czy po prostu absolutnie niewiarygodne Larghetto (w linku genialna Martha Argerich), czy też równie piękne Allegro Vivace – Japonka wykonała koncert perfekcyjnie, a zarazem lekko i po prostu romantycznie. Skutek? Owacja na stojąco publiczności i trzykrotny bis.
A co na bis? M.in. piękny, chwytający za serce, niezwykły Nokturn No. 20 C Sharp Minor… zagrany tak olśniewająco, aż brak słów (w linku ponownie sama Aimi Kobayashi, choć nie wiem, skąd pochodzi to nagranie). Znakomity koncert. Aula wypełniona do granic możliwości – słowem godnie zainaugurowaliśmy ten czas, w którym – jak powiedział jeden z prowadzących koncert – będziemy się „szopenować”…