Właściwie w tym jednym sformułowaniu zawarte jest wszystko, co chciałbym powiedzieć na temat wczorajszego koncertu Ingolfa Wudnera w Sali Filharmonii Poznańskiej. Oczekiwany (już w rozmowach kuluarowych przed koncertem słyszało się, że „ to będzie znakomity koncert” / „przecież zagra prawdziwy zwycięzca konkursu chopinowskiego”) pianista z pewnością publiczności wczoraj nie zawiódł, a nawet gdyby ktoś chciał się przyczepić do niuansów wykonawczych w tym, czy tamtym utworze, to przecież trzeba jasno powiedzieć: to już nie konkurs, to koncert, na którym liczy się tylko i wyłącznie Muzyka.
Zanim jednak dopowiem resztę na temat koncertu austriackiego pianisty, nie sposób nie skreślić (teraz to chyba trzeba rzec ‘naklawiaturzyć’) kilka zasłużonych pochwał dla Orkiestry Kameralnej Polskiego Radia Amadeus oraz prowadzącej ją tego wieczoru Anny Mróz. Bez nich bowiem koncert gwiazdy wieczoru (bo tak przyjęła Ingolfa Wundera publiczność) byłby ubogi, by nie powiedzieć, żaden. Ale … po kolei.
Zaczęło się od zapowiedzi Agnieszki Duczmal. Kilka ciepłych słów, kilka życzeń i planów na przyszłość, a potem zaraz Wariacje na temat Girolamo Frescobaldiego autorstwa Aleksandra Tansmana. Muzyka – zachwycająca. Wstyd przyznać, że znam i nawet posiadam Canzony tego pierwszego, a … żadnego z utworów Polaka nigdy wcześniej nie słyszałem. Ale może wytłumaczeniem będzie to, że – jak pisze Dorota Szwarcman na swoim blogu – Tansman … w „ PRL był na indeksie – imperialista, renegat, Żyd, bo ja wiem, co jeszcze… Dopiero od pewnego czasu przywracany jest kulturze polskiej, do której przecież zawsze przynależał – z własnego wyboru, do końca życia, choć ona go nie za bardzo chciała, i to dość długo.” Wariacje znakomicie wykonane przez orkiestrę Amadeus były niezwykłe. Niby gdzieś tam pobrzmiewa barok, niby renesans, a w sumie wszystko ładnie obraca się wokół neoklasycystycznych rozwiązań. Spokojny, właściwie poza jedną krótką partią w środku, melancholijny i pełen zadumy utwór. Akurat na koniec listopada, ten deszcz za oknem i zupełny brak ochoty na cokolwiek więcej. Podobało się, oj, zdecydowanie.
Potem Wariacje i fuga na kwartet smyczkowy Ignacego Jana Paderewskiego zaaranżowane przez Agnieszkę Duczmal na orkiestrę kameralną. I znów piękne melodie, z cudnym pizzicato całej orkiestry – słowem: magia. W obu utworach zarówno orkiestra, jak i prowadząca ją Anna Mróz perfekcyjnie się uzupełniali, toteż poznańska aula aż huczała od oklasków po wybrzmieniu ostatniej nuty.
Krótka przerwa (wykorzystana na wręczenie Nagrody Rady Fundacji Kultury Polskiej Filii w Poznaniu i Regionalnego Obserwatorium Kultury UAM dla Piotra Frydryszka) i wyczekiwany koncert chopinowski. Ingolf Wunder na fortepianie Steinwaya z towarzyszenie orkiestry Amadeus wykonał koncert fortepianowy e-moll op. 11 Fryderyka Chopina. Ten sam, co w etapie finałowym konkursu chopinowskiego, po którym – nie ma co kryć – i ja myślałem, że OTO ZAGRAŁ ZWYCIĘZCA. Pięknie. Dynamiczne allegro, bajecznie wyciszone i romantyczne Larghetto i porywające Allegro Vivace, które zakończyło się burzą oklasków na stojąco zgromadzonej publiczności (mimo całorocznego obcowania z Chopinem wyraźnie spragnionej dobrej muzyki, bo … Filharmonia pękała w szwach, zajęte były nawet miejsca ‘stojące’ J ). Potem … cztery bisy! A każdy następny lepszy od poprzedniego. Taki bezpośredni, trafiający do słuchacza. Nastrojowy, a z drugiej strony wręcz piorunujący fortepianowymi pasażami. I brawa, okrzyki, owacje na stojąco … jednym zdaniem – mówiło się o Wunderze, że to estradowy wyjadacz i … faktycznie, tak zagrał dla nas ten koncert, że publiczność wychodziła z Auli z wypiekami na twarzy. I o to przecież chodzi, prawda?
