Arte Dei Suonatori, Aula UAM Poznań, 15.11.2009 r.
Informacja o cyklu koncertów Arte Dei Suonatori w ramach ich projektu Muzyka Dawna – Persona Grata w połowie listopada 2009 roku zawisła na plakatach pod hasłem „Zanim do Londynu dotarł Händel”. Tytuł, początkowo lekko dziwny, okazał się być adekwatny do przekroju kompozytorów, jakich Arte Dei wzięło na warsztat. Możemy bowiem sobie myśleć, że Händel i Bach (no i czasami Vivaldi) to jedyni kompozytorzy baroku, jakich warto wymienić . A przecież barok w muzyce angielskiej zaistniał daleko wcześniej, zanim Jerzy Fryderyk pojechał na wyspy brytyjskie, gdzie jak przystało na prawdziwego celebrytę, mającego zarazem oparcie w niemieckojęzycznym królu Anglii (i jednocześnie elektorze Hanoweru) Jerzym I odniósł sukces tak wielki, że otrzymał m.in. obywatelstwo brytyjskie. Na akt koronacyjny Jerzego II Hanowerskiego napisał słynną kompozycję Zadok The Priest, utwór wokalno – instrumentalny do tekstu pochodzącego z Biblii Króla Jakuba. Właściwie każdy człowiek w Europie zna ten utwór, tyle, że mało kto kojarzy go właśnie z Jerzym Fryderykiem Haendlem. Wersja oryginalna brzmi tak. A jak nie rozpoznaliście co zacz, to na końcu relacji będzie odpowiedź…
Przechodząc zaś do koncertu: Matthew Locke i muzyka do sztuki Williama Shakespeare’a „The Tempest” (choć w linku niestety nie wykonanie poznańskich muzyków) rozpoczęła występ Arte Dei Suonatori w poznańskiej Auli Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Zespół zagrał w kameralnym składzie (choć – patrząc na kórnickie koncerty klawesynowe, to brzmiał jak cała orkiestra). Osób na widowni ani zbyt wiele, ani za mało, ot, po prostu tyle, żeby w spokoju i w skupieniu chłonąć muzykę. Locke, angielski kompozytor z XVII wieku, poprzednik a prawdopodobnie mentor opisywanego w Klasycznej Niedzieli Henry’ego Purcella zabrzmiał na początek dość kurtuazyjnie. Ani zbyt porywająco, ani nieciekawie, raczej bardziej poprawnie. Zaraz po nim pojawiła się sonata e-moll nr 3 wspomnianego wyżej Purcella, też łagodnie, bez stopniowania napięcia prowadziła co poniektórych na widowni w objęcia Orfeusza. I tak właściwie całą pierwszą część koncertu. Do przerwy słuchaliśmy na zmianę Matthew Locke (Suita nr 4 oraz Suita nr 5 i 6 na zakończenie I części koncertu) oraz Orlando Gibbonsa (Fantasia a 3 nr 8 oraz Pavany a-moll). Co warte zapamiętania, to fakt, że jego syn – Christopher był muzykiem i kompozytorem, a także … przyjacielem Matthew Locke. Przeplatały się zatem w tej części koncertu nie tylko kompozycje, ale i losy angielskich kompozytorów baroku.
Po przerwie Arte Dei Suonatori zaczęło od Henry’ego Purcella, wykonując najpierw uwerturę a-moll, a następnie Sonatę a 3 nr 8 G-dur. Zdecydowanie lepiej zabrzmiała i kompozycja, i cały zespół (nie ma się co dziwić, skoro z tonacji molowych przeszliśmy do durowych). Po Purcellu znowuż powrócił Matthew Locke, z pozostałymi częściami kompozycji The Tempest (a ściślej były to Uwertura – Saraband – Lilk – Corant – Conclusion). Świetnie zabrzmiały! I już na właściwie zakończenie najpierw Pavana a-moll Williama Byrda (tak tak, tego samego, którego świetnie śpiewali Stile Antico), a potem Sonata a 3 nr 9 c-moll Henry’ego Purcella i … koniec.
Prawie. Bo absolutnie znakomite wykonania ostatnich utworów spowodowały, że publiczność domagała się jeszcze i jeszcze. I … orkiestra wyszła na scenę ponownie. I zagrali…
Świetny koncert.
I wyjaśnienie. Nic nie powiem. Wszystko w linku.