Poznań, Aula Nova, 17.11.2011, godzina 20.00
European Union Baroque Orchestra
Lars Urlik Mortensen – dyrygent, klawesyn
Maria Keohane – sopran
Huw Daniel – skrzypce, koncertmistrz
Sebastian Philpott – trąbka
Oj, było ciut zamieszania z tym koncertem. A to zmiana daty wydawania zaproszeń, a to zmiana sali, a to inna godzina – uff, nie żebym też miał pod górkę tegoż dnia. Pomijając już wszelkiego rodzaju problemy, jakie mnie wczorajszego dnia dotknęły (no troszkę ich było), to … cieszę się, że takiego koncertu NIC nie zapowiadało.
Jesień barokowa w pełni, listopad, ale chłodno tego wieczoru było tylko za oknem. Z European Union Baroque Orchestra spotkałem się po raz pierwszy. To – jak napisano w programie Festiwalu – ansambl funkcjonujący w dość specyficzny sposób. Co roku bowiem EUBO zaprasza na przesłuchania ok. 100 utalentowanych młodych muzyków barokowych z całej Europy i spośród nich wybiera najlepszych, którzy ćwiczą, podróżują i grają na całym świecie pod kierownictwem wspólnie ze stałymi członkami Zespołu, a potem … mając już wypracowaną markę trafiają do profesjonalnego świata muzyki dawnej. I tak cały proces tej swoistej rekrutacji rozpoczyna się na nowo.
Również w Poznaniu gościli muzycy bardziej i mniej utytułowani. Tacy, których nazwiska już sporo w muzyce nie tylko baroku znaczą, i tacy, przed którymi ten świat się otwiera. Wspólnie, występując w chłodny listopadowy czwartek stworzyli nam możliwość obcowania z Muzyką naprawdę wysokiego formatu.
Zaczęło się od kantaty Jerzego Fryderyka Händla – Ah! Che troppo ineguali” na smyczki i sopran, oznaczonej w katalogu dzieł kompozytora numerem HWV 230. I do razu zrobiło się magicznie. Maria Keohane swoim głosem, przy tej zachwycającej akustyce sali wręcz oczarowała publiczność. Jej sopran, tak czysto i łagodnie brzmiący pięknie kontrastował ze skrzypcami Daniela Huwa. Już wtedy czułem, że to będzie niezwykły koncert. Nie pomyliłem się.
Concerto grosso F-dur op. 6 nr 2 Haendla, które zabrzmiało zaraz po pięknej kantacie tegoż autora tylko wzmogło radość z przeżywania muzyki. Ten dźwięk, tak czysty i klarowny… nosz dawno nie słyszałem tak znakomitego brzmienia na koncercie. Orkiestra grała znakomicie, wręcz śpiewnie, a melodyka poszczególnych części kazała się jedynie zastanawiać, jak będzie dalej? Czy można to będzie jakoś… „przebić”?
Okazało się, że można. Że stopniowanie napięcia, tej radości z przeżywania muzyki było zasadne. Gdy na scenę ponownie wyszła Maria Keohane przywitała ją burza oklasków – znak, że otwierające dzieło jeszcze mieliśmy w pamięci. Na krótko. Bowiem przypisywana obecnie Giovanniemu Battiście Ferradiniemu kantata religijna „Il Pianto di Maria” na sopran i smyczki nadal znajdująca się w katalogu dzieł Händla (HWV 234) wybrzmiała w sposób absolutnie wyjątkowy. Precyzja głosu sopranistki i równie znakomity akompaniament orkiestry współgrały ze sobą tego wieczoru w każdej nucie. Ani jednego zbędnego dźwięku, wszystko idealnie ułożone, zagrane i zaśpiewane. Uff…
Po krótkiej przerwie orkiestra wróciła na scenę razem z Sebastianem Philpottem. Sonata D-dur na trąbkę, smyczki i continuo Giuseppe Torellego wywołał na widowni euforię. I .. stanowił znakomite wprowadzenie do kulminacyjnych punktów wieczoru (a tak, było ich… trzy!).
Najpierw EUBO – w ograniczonym kameralnym składzie zagrała trzeci koncert brandenburski Jana Sebastiana Bacha. O rrraaaaaaany, ale jak to zagrali! Taki ogień, po prostu miało się wrażenie, że za chwilę smyczki im się zapalą. Dynamika, melodyjność, pięknie akcentowane frazy – to wszystko spowodowało, że my na widowni wręcz okrzykami radości skwitowaliśmy to wykonanie. I gdy już myślałem, że nic piękniejszego mnie tego wieczoru nie spotka (a i tak radości było w tym co przeżyłem tyle, iż obdarzyć można nią było kilka takich wieczorów), to na scenę powróciła Maria Keohane. I razem, cała orkiestra, koncertmistrz Daniel Huw, Sebastian Philpott na trąbce i szwedzka śpiewaczka wykonali 51 kantatę Jana Sebastiana Bacha. Finałowe Alleluja to właściwie jedyne słowo, jakie oddaje piękno tego nagrania. Absolutny killer – że się tak obcesowo wyrażę – całego koncertu. Po nim ludzie nie wstali, nie zaczęli klaskać. My po prostu zerwaliśmy się z miejsc z wielkim aplauzem. Brakowało tylko fruwających marynarek.
Pięknie. Niezapomnianie. Rewelacyjnie. Wyłowiłem te słowa spomiędzy hałasu widowni. I ten nastrój udzielił się muzykom, na których twarzach też było widać niezwykłą radość. Wywoływani wielokrotnie na scenę: szef projektu Lars Urlik Mortensen i Maria Keohane (choć Sebastian Philpott też zasłużone oklaski otrzymał) zaproponowali nam bis, który po prostu wbił mnie w fotel. Aria z pierwszego oratorium Jerzego Fryderyka Haendla Il Trionfo del Tempo e del Disinganno HWV 46a (nawiasem mówiąc, będzie ono w całości wykonywane Alexisa Kossenko i jego zespół już w najbliższy poniedziałek) to było właśnie takie podsumowanie, na jakie tego wieczoru czekaliśmy. Piękne, melodyjne, niezwykle czysto i klarownie zaśpiewane. Po prostu kompletne w każdej sekundzie, w której muzyka wybrzmiewała ze sceny. Aż było żal, że po nim już nic więcej nie zagrano. Ponad dwie godziny muzyki, późny listopadowy wieczór, a nam ciągle było mało. Ech…
Aula Nova poznańskiej Akademii Muzycznej jest piękna. Nowoczesna, ale o niesamowitej akustyce. Zdecydowanie ten 14 koncert Poznań Baroque Festiwal 2011 miał nas, tam zebranych po raz kolejny o tym przekonać. Oby więcej takich pięknych chwil.
A na koniec? European Union Baroque Orchestra i Maria Keohane. We wspomnianej arii, prawie w takim składzie, jak wczoraj w Poznaniu. Z wiadomego serwisu. Równie pięknie.
