Bach Collegium Japan. Concerto Palatino. Massaki Suzuki.
Nie zaczyna się od A(h)le uczyli nas dawno temu dorośli. A(h)le co zrobić, jak płyta z jego utworami jest pierwsza w pudełku? Gdy nazwisko nic nam nie mówi, a wkładka wyjaśnia, że „…Johann Rudolf Ahle was one of most important German musical figures of his time…”. Może i był, ale dziś wiadomo o nim niezbyt wiele. Ano wymienia się go w kontekście tego, że był poprzednikiem (pośrednio, fakt, A(h)le zawsze) Jana Sebastiana Bacha w kościele pod wezwaniem św. Błażeja w Mühlhausen w Turyngii (ściślej – poprzednikiem Bacha był jego syn, a Johann Rudolf to dwie kadencje przed Janem Sebastianem). Ewentualnie wspomina się Ahle’go przy okazji protestanckiego kancjonału, jako autora kilku do dziś popularnych utworów. Można też wspomnieć o Janie Rudolfie przez pryzmat jego syna Johanna Georga (też muzyka i kompozytora), który we wspomnianym Mühlhausen był najpierw radnym miejskim, a potem burmistrzem. A(h)le w sumie niewiele tego, prawda? A szkoda…
Bo na opisywanej przeze mnie płycie japońskiego ansambla – kolejnej części znakomitego zbioru Bach & Beyond wydanego na „lecie” BCJ – Ahle zaprezentowany został poprzez wybrane utwory napisanej przezeń muzyki wokalnej. Mamy tu zatem dwie części Mszy nr 10 (Kyrie i Gloria), są też dwie wersje Magnificat …tego słynnego kantyku śpiewanego w chrześcijańskich kościołach na pamiątkę spotkania Marii, Matki Jezusa ze świętą Elżbietą. Magnificat anima mea Dominum czyli Wielbi dusza moja Pana zwłaszcza w wersji drugiej, kończącej album brzmi zachwycająco. Bach co prawda to – to nie jest (ale też bądźmy realistami, z kantatą BWV 243a niewiele utworów naszego świata może się równać) – jednak z całą pewnością utwór Ahle’go wart jest uwagi. I ładna melodia, i dobrze zorkiestrowane, a że perfekcji wykonawczej Bach Collegium Japan i Concerto Palatino odmówić nie sposób – to i całość wzbudziła moje uznanie już właściwie z pierwszym słuchaniem.
Są na tej płytce jeszcze inne nagrania, po które warto sięgnąć (kto słucha baroku nie ma wyjścia i MUSI to uczynić), jednak mój ulubiony utwór na albumie to kantata Herr nun lässestu deinen Diener z pięknym basem Stephana Schreckenbergera, akompaniowanymi niezwykle stonowanymi, a zarazem idealnie dopasowującymi się do całości organami I ornamentowana instrumentami dętymi zachwyci każdego, kto od muzyki wymaga więcej, niżeli tylko prostej melodii. Wracam sobie do niej od kilkunastu dni i codziennie razem znajduję nowe, jakby nie słyszane wcześniej nuty. I … bądźmy szczerzy – przecież o to chodzi, by muzyka smakowała za każdym razem równie dobrze, a jednocześnie inaczej. Z czystym sumieniem polecam.