Wydawnictwo wspierane przez Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej oraz Instytut Adama Mickiewicza – płyta Baroque In Poland nagrana przez Alla Polacca Ensemble ukazała się pod koniec ubiegłego roku. Od razu w wersji SACD, co cieszy również dlatego, że nie ma zbyt wiele albumów z polską muzyką klasyczną w tym formacie.
Płytę rozpoczyna utwór autorstwa Marcina Mielczewskiego – canzona prima a 2 na dwoje skrzypiec i basso continuo. Trzeba od razu zaznaczyć, że to jeden z jaśniejszych punktów albumu. Melodyjność zarówno całej kompozycji, jak i poszczególnych partii solowych, granych przez wybrane instrumenty oczarowuje odbiorcę już w pierwszym słuchaniu. Spora zasługa w tej materii muzyków Alla Polacca Ensemble, dzięki którym słucha się canzony Mielczewskiego z uczuciem pełnym myśli o dawnej Polsce. Kompozytor, będący początkowo muzykiem na dworze króla Władysława IV w Warszawie otrzymał następnie tytuł kapelmistrza orkiestry biskupa płockiego Karola Ferdynanda Wazy (brata króla Władysława IV). Wbrew pozorom – to właśnie płocki biskup miał jeden z najlepszych zespołów muzycznych w ówczesnej Polsce, a stanowisko, które otrzymał Mielczewski było sporym wyróżnieniem. Nie wzięło się ono z próżni – utwory płockiego kompozytora grywano ponoć na dworach siedemnastowiecznej Europy i tylko dziś ich sławę pokrył kurz zapomnienia. A szkoda, bo zbiór siedmiu instrumentalnych canzon Mielczewskiego – z których jedną gra właśnie Alla Polacca Ensemble – to przykład pięknej, barokowej, melodyjnej muzyki, którą spokojnie można sobie zestawić z najlepszymi dziełami tej epoki.
Idźmy dalej. Wrażenie robi również, kolejna na płycie, znowuż kilkunastominutowa kompozycja. Tym razem autorstwa Macieja Wronowicza. Jego “In dulci iubilo” – Concerto a 3 (na sopran, 2 skrzypiec i b.c.) za sprawą niesamowitego wręcz sopranu (ta czystość!!) Iwony Leśniowskiej – Lubowicz ujmuje swoją melodyka, delikatnością i wyważoną dynamiką. Krótko mówiąc, słucha się tego z wielką radością. Natomiast każdy, kto nie wychowywał się na japońskich bajkach o pokręconych i dziwnych stworach (i tak samo dziwacznej mimice), a pamięta dawne bajki emitowane przez telewizję w czasach, gdy mieliśmy do wyboru tylko dwa programy natychmiast rozpozna motyw, jaki pojawi się w kompozycji (utwór nr 3 na albumie) “Berlinesa” Concerto a 3 (na 2 skrzypiec, violę da gamba i b.c.) Adama Jarzębskiego. Zostawię to niedopowiedzenie – fakt, że młodzi słuchacze mogą mieć problem z identyfikacją, ale zapewniam, że każdy, kto pamięta bajki animowane z lat 70-tych i 80-tych (zwłaszcza tę o „mądrej głowie, co błąka się po całym świecie, żeby dojść do …” no właśnie!!) natychmiast powinien rozpoznać tę melodię. Utwór Jarzębskiego to moja ulubiona kompozycja. Pełna wdzięku, wzbogacona brzmieniem teorby Berlinesa jest po prostu znakomita i tyle.
Miłym przerywnikiem jest „Canzona primi toni” na organy solo, anonimowe dzieło z Warszawskiej Tabulatury Organowej z XVII wieku. Słucha się tego wyjątkowo przyjemnie – co mówi taki sceptyk, jak ja. Muzyka organowa jakoś na razie niespecjalnie do mnie trafia, choć, jak widać są wyjątki. Może dzięki temu będzie mi łatwiej sięgnąć po Matthiasa Weckmanna i jego Orgelwerke wydane przez OEMS Classic, do której przymierzałem się ostatnio. Zobaczymy.
„Jesu spes mea” Concerto A 3 na sopran, dwoje skrzypiec i basso continuo Stanisława Sylwestra Szarzyńskiego to już barok w najczystszej postaci. Pełen wdzięku, melodyjny, lekko ckliwy
(ale w pozytywnym znaczeniu) utwór polskiego księdza za sprawą świetnego podejścia do tej muzyki ze strony artystów (i realizatora dźwięku) brzmi porywająco. Odpowiednia czystość w głosie sopranistki, lekkość w grze towarzyszących muzyków – to wszystko składa się na bardzo dobrze zagraną i nagraną muzykę. Takiej nam nigdy za wiele, a że przy okazji mamy do czynienia z „zabytkami” (czy wręcz rarytasami) naszej kultury barokowej – to tylko należy się cieszyć.
Ostatni trzej kompozytorzy, których dzieła wykorzystano w materiale albumu to urodzony w Gdańsku Niemiec – Kaspar Förster (na albumie usłyszymy jego sonatę G na dwoje skrzypiec, violę da gamba i basso continuo), Antoni Milwid – kompozytor z czasów klasycyzmu, choć tu w dziele z całą pewnością pachnącym barokiem (Kantata „Semper mi Jesu” na sopran, skrzypce i basso continuo) oraz Giovanni Battista Luparini (z Kantatą „In martirio crudele” na sopran, dwoje skrzypiec i basso continuo). Förster - kapelmistrz duńskiego króla i zarazem muzyk obracający się w orkiestrach polskich władców napisał sonatę pozwalającą rozwinąć skrzydła muzykom. Partie solowe skrzypiec brzmią zachwycająco – melodia i jeszcze raz melodia, chciałoby się rzec, całość pięknie przystrojona akompaniamentem pozostałej części zespołu. Jest pięknie, z animuszem i zarazem dostojeństwem (aż widać te barokowe postacie spacerujące po ogrodach pałacowych). Luparini (o którym próżno szukać jakiejś informacji w sieci) wypada w nagraniu ansambla Alla Polacca niezwykle – dość powiedzieć, że jego kantata, rozpoczynająca się jak to zwykle w barokowych kantatach od części instrumentalnej (simfonia) rozwija się przyjemnie w dwie arie i kończy się znakomitym Alleluja. Piękne nagranie i tylko żal, że pewnie niewiele dla potomnych pozostało z twórczości włoskiego kompozytora, którego życie przypadło na schyłek I Rzeczypospolitej.
Podsumowując, muzyka z albumu Baroque in Poland brzmi rewelacyjnie. Alla Polacca Ensemble potrafi skutecznie połączyć wirtuozowskie zapędy z zespołowym graniem, dzięki czemu otrzymujemy krążek z muzyką, przy której naprawdę warto pozostać na dłużej. Warto, bo ten okres, gdy Polska była mocarstwem, a sąsiedzi drżeli przed jej armiami również w kulturze znajduje swoje wyborne odzwierciedlenie. Powspominajmy go zatem, racząc się muzyką wyjątkowej urody.
I wyjaśnienie na koniec. Tym razem bez linków do wiadomego serwisu, gdyż na stronie macierzystej Alla Polacca Ensemble można odsłuchać fragmentów wszystkich nagrań. Niedowiarków odsyłam zatem raz jeszcze tu, a pozostałych zachęcam – marsz po płytę, bo to muzyki polskiej pozycja obowiązkowa.