Arcangelo Corelli: Violin Sonatas op. 5. Ottavio Dantone & Accademia Bizantina.
Co się zaś tyczy Arcangelo Corellego, to znakomity kompozytor i równie dobry (przynajmniej jeśli wierzyć źródłom pisanym) skrzypek. Do perfekcji doprowadził formę skrzypcowych sonat triowych, które zachwycają bogactwem melodii i zdobiących je ornamentów. Jako wirtuoz wypracował niesamowitą formę dla współczesnej mu szkoły gry na skrzypcach, stawiając na długie modulowane partie solowe tego instrumentu. Korzystając z kontrapunktu budował melodię na zasadzie tematu głównego i odpowiedzi nań przez drugiego muzyka, dzięki temu dzieło zyskiwało na melodyjności i liryczności. Dlatego partie solowe są długie, melodyjne, a muzyka wije się między obrazami kreowanymi przez orkiestrę niczym Dunajec wśród pienińskich szczytów. To zasługa perfekcyjnie używanego przez Corellego w grze na skrzypcach legato. Partie powstałe w ten sposób brzmią bez zbędnych przerw i pozbawione są swego rodzaju szarpania. Źródła podają, że Corelli grając na skrzypcach używał przedłużonego smyczka ze specjalną żabką, umożliwiającą regulowanie napięcia włosia w tymże smyczku. Ale przecież w muzyce nie tylko techniczne nowinki mają znaczenie.
Sonaty kościelne (Sonata da chiesa) Corellego z opusu 5 to … zdecydowanie świecka muzyka, na dodatek zmodyfikowana pod względem pierwotnej formy. Zamiast klasycznych 4 części (struktura poszczególnych części charakteryzowała się układe „wolna/szybka/wolna/szybka”) pojawia się w nich dodatkowa część, najczęściej grana w tempie grave. U Corellego ten dodatkowych fragment grany zazwyczaj jest na początku sonaty. Jak choćby w rozpoczynającej album Sonacie nr 1.

Wykorzystałem przy pisaniu tego tekstu album wydany przez niemiecką wytwórnię Arts Music. Orkiestra Accademia Bizantina pod dyrekcją Ottavio Dantone, pierwsze skrzypce Stefano Montanari. Nośnik SACD brzmiący tak rewelacyjnie głęboko i lirycznie, aż przechodzą dreszcze. Muzyka snuje się delikatnymi muśnięciami skrzypiec, spomiędzy tych urokliwych nut przebijają się ckliwe,
a momentami patetyczne dźwięki klawesynu. Lekkość, z jaką Dantone prowadzi orkiestrę idealnie współgra z długimi, pełnymi gracji partiami granymi przez Montanariego. Już sam początek płyty wstrząsa słuchaczem natłokiem wielu, pojawiających się nagle nut, z których każda zna swoje miejsce i składa się na obraz całości, tak bardzo potrafiący zachwycić słuchacza.
Brzmienie płyty oczarowuje. Orkiestra gra porywająco. Skrzypce Montanariego zapierają dech. Czegóż więcej trzeba? Arcydzieło.