Ars Cantus: Musica Divina. 15th Century Music.
Perły polskiej muzyki. Nieskromnie taki napis widnieje na okładce albumu wydanego w 2006 roku przez firmę BeArTon. I rzeczywiście to prawda. Wbrew, a właściwie chcąc samemu sobie odpowiedzieć na tekst „czy jesteśmy muzyczną pustynią?” lub jak kto woli – zaradzić wnioskom padającym na końcu – czas na parę słów na temat kompozytorów i muzyki, jaka znalazła się na tym albumie SACD.
Najpierw kwestia edytorska – i tu pierwszy plus – to świetna płyta. Tekst w książeczce wyjaśnia częściowo okoliczności, przez które można mówić o naszej muzycznej pustyni. Dwadzieścia sześć tysięcy rękopisów… 80.000 starych druków (może cyfra będzie bardziej wymierna!!!) i 2,5 tysiąca inkunabułów – to wszystko spłonęło w niszczonej przez NIEMCÓW Warszawie w październiku 1944 roku. To co ocalało, m.in. odnalazło się w … Monachium.

Rękopis Krasińskich, dziś określany skrótem Kras 52 uniknął losu tysięcy skarbów naszej kultury i – mimo iż nikt za bardzo nie wie jak to się stało – możemy dziś cieszyć oczy i uszy jego zawartością. Rękopis składa się z pięciu części (zupełnie różnych: od traktatu o wypędzaniu diabła, przez kazania wielkopostne, a na polifonicznych dziełach muzycznych kończąc) wśród których oczywiście najważniejsze – z punktu widzenia niniejszego tekstu – są karty tyczące się muzyki Mikołaja z Radomia. Choć wszystko wskazuje na to, że Mikołaj z Radomia, mimo iż wymieniony z nazwiska, jest postacią zupełnie anonimową. Bowiem poza dziewięcioma utworami w Kras 52 nie zachowało się nic więcej, co świadczyłoby o geniuszu naszego kompozytora. Jakby tego było mało, wygląda na to, że ówcześnie (druga połowa XV wieku) działało w Królestwie Polskim kilka osób o tym imieniu.
Dość o historii (przynajmniej na razie) – czas na muzykę. Na płycie znalazło się pięć kompozycji wspomnianego wyżej autora. Dwukrotnie jest to fragment mszy – Gloria in excelsis deo. To jedna z tzw. części stałych mszy (ordinarium missae). Zmienny – śpiewany na dwa chóry damski i męski hymn, którego tekst zaczerpnięto prawdopodobnie z tradycji kościoła bizantyjskiego. Ars Cantus sprawdza się w tym repertuarze idealnie. Zarówno partie żeńskie, jak i dostojnie brzmiące głosy męskie perfekcyjnie oddają podniosły nastrój wielbienia Boga. Zaraz po pierwszym Gloria, na płycie znajduje się wyrosłe z tej samej tradycji i tyczące się również liturgii mszy świętej Credo, autorstwa francuskiego kompozytora Etienne Grossina. Prawdziwie mistycznym przeżyciem jest jednak śpiewana przez Ars Cantus pieśń anonimowego kompozytora Virginem mire pulchristudinis. Brzmienie zespołu, zachwycające barwy głosu poszczególnych wykonawców – to wszystko powoduje, że Virginem … słucha się z namaszczeniem godnym sztuki najwyższej klasy. Tym bardziej, że ta melodia, na którą zespół śpiewa łaciński tekst jest niewiarygodnie piękna.
Po dwóch anonimowych kompozycjach Ars Cantus prezentuje dzieła Johannesa Ciconii, flamandzkiego autora z przełomu XIV i XV wieku, tworzącego muzykę zarówno sakralną, jak i świecką. Którego Ciconii to już nie wiadomo. Trudno dziś ustalić, czy autorem tych kompozycji jest Johannes Ciconia, urodzony około roku 1335 w Liege, czy też jego syn, o tym samym imieniu i nazwisku, urodzony pewnie około 1370 roku. Ciconia z całą pewnością mieszkał jakiś czas we Włoszech (Padwa) i w jego muzyce elementy włoskiej muzyki ludowej z całą pewnością słychać. Każde z dzieł Ciconii zaprezentowane na Musica Divina przez Ars Cantus brzmi rewelacyjnie. Zwłaszcza moje ulubione Credo Regina gloriosa.
Album zawiera jeszcze m.in. dwie kompozycje Mikołaja z Radomia (w tym chyba najbardziej znane Magnificat), a także utwór Mikołaja z Ostroroga Pastor gregis egregius. Kilka anonimów i na koniec dzieło Antonio Zacara de Teramo: Gloria ‘Ad ogni vento’.
Cóż, trochę ponarzekałem wcześniej, że jesteśmy muzyczną pustynią. Jesteśmy, ale jak już się coś znajdzie, to od razu jest to dzieło znakomite. A album Ars Cantus – mam taką nadzieję, choć zweryfikować tego twierdzenia się nie da – idealnie oddaje ducha i brzmienie tamtej, zapomnianej już dziś muzyki.