Johann Kuhnau / Jan Dismas Zelenka / Johann Sebastian Bach.
Trzech … kompozytorów (a nie tenorów), ta sama kompozycja. Magnificat to pieśń zaczynająca się od słów Magnificat Anima mea Dominum, czyli Wielbi Dusza moja Pana śpiewana zazwyczaj podczas nieszporów na pamiątkę słów, jakie Maria, Matka Jezusa wypowiedziała do św. Elżbiety krótko po Zwiastowaniu. Tekst ten – ze względu na znaczenie wydarzenia, jakiego dotyczy – był, a właściwie jest bardzo popularny wśród kompozytorów muzyki na przestrzeni wieków.
Jakkolwiek by nie rozpatrywać tego dzieła, w każdym z umieszczonych na albumie Bach Collegium Japan wykonań uderza przede wszystkim niezwykła melodyjność. Początek, z jednej strony radosny, a z drugiej pełen wewnętrznego uwielbienia idealnie oddaje nastrój chwili i cokolwiek by nie mówić, słucha się tego z zapartym tchem. Magnificat jest radosne, bo w końcu o uwielbienie Boga w nim chodzi, jest też pełne duchowego szczęścia, bo nowina oznajmiona przez Archanioła Gabriela o tym, że Maria będzie matką Jezusa, Syna Bożego właśnie takie mistyczne wręcz uczucie wywołać .
Zawarte na albumie Bach Collegium Japan dzieło Bacha było już recenzowane w Klasycznej Niedzieli (dla przypomnienia – TU), choć po prawdzie w innym wykonaniu. Pominę więc opisywanie tegoż utworu, zwłaszcza że Masaaki Suzuki i jego zespół śpiewają i grają tak, że nie ma się czego przyczepić – a jak zwykle BIS postarało się o znakomite brzmienie. Zresztą samego chóru BCJ nikomu przedstawiać nie trzeba (w każdym razie nikomu z czytelników tego bloga).Zatem o Bachu więcej już nic. Słowo.
Najciekawiej zatem – i na nim się skupię – wypada na albumie Magnificat Johanna Kuhnaua. Poprzednik Jana Sebastiana (hahaha, długom wytrzymał, prawda?) na stanowisku kantora w kościele pod wezwaniem św. Tomasza w Lipsku zaliczany jest do tego tradycjonalistycznego nurtu muzyki niemieckiej. Jak twierdzi Albert Schweitzer Kuhnau był zaciekłym przeciwnikiem tych nowości w muzyce, jakie wówczas pojawiły się za sprawą włoskich mistrzów. Próbował zwalczać zarówno pojawienie się kobiet w muzyce kościelnej, jak i próbę zaanektowania do muzyki sakralnej arii oraz recytatywów. Było to jak się okazało po latach nieuniknione – zmiany szły i nikt nie był w stanie ich zatrzymać. Ostatecznie złamał się też Kuhnau, gdy pod koniec życia publiczność (może powinienem napisać wierni?) zażądali, aby nowa pasja była wyłącznie w nowym stylu. I tak też się stało – wykonano ją jeszcze za życia autora w 1721 roku ze sporym sukcesem.
Magnificat in C Johanna Kuhnaua właśnie za to podejście do nowej muzyki cenię najbardziej. Zaczyna się od chóru w którym prym wiodą kobiece alty i dzięki temu muzyka nabiera wręcz magicznego brzmienia. Melodie są pierwszej jakości – niezwykle powściągliwe w ornamentach, a zarazem wręcz uskrzydlające słuchacza idealnie oddają radość chwili Zwiastowania. I o to przecież w muzyce chodzi – by emocje, jakie w nas wywołuje potrafiły skupić naszą uwagę na zdarzeniu, którego te nuty są ucieleśnieniem.
Zresztą posłuchajcie początku – tak to się zaczyna. Czyste piękno, jednym zdaniem.
Das ich habe gern.