Faaaaabio Biondi. Ujął mnie swoją grą, nie da się ukryć. Cztery pory roku to właściwie nokaut tego lata, a wydawało mi się kiedyś, że już żadne wykonanie nie wzbudzi mojego entuzjazmu. A tu proszę, jaka niespodzianka.
Na szczęście Biondi i jego Europa Galante to nie tylko Vivaldi. Rzecz jasna, jak przystało na zespół grający muzykę barokową nie może w ich repertuarze zabraknąć miejsca dla muzyki napisanej przez słynnego kantora św. Tomasza. Na albumie wydanym przez Virgin (chyba jednak wolałbym inne wydawnictwo, ale o tym na koniec) zatytułowanym JS Bach Concertos znalazły się utwory oznaczone w katalogu Woflganga Schmiedera (Bach Werke Verzeichnis) numerami BWV 1052, 1054, 1056, 1060. Wspólnymi mianownikiem dla tych koncertów jest fakt, iż oryginalnie napisane na inne instrumenty zostały przystosowane do potrzeb orkiestry Europa Galante. I tak, zamiast koncertu klawesynowego d-moll (BWV 1052) mamy możliwość posłuchania koncertu na skrzypce i obój c-moll. W koncertach klawesynowych D-dur (BWV 1054) oraz f-moll (BWV 1056) głównym instrumentem solowym stały się skrzypce Biondiego, przy czym zmieniono im tonację na odpowiednio g-moll (dla 1054) i d-moll (dla 1056). Zaś kończący album koncert na dwa klawesyny został poddany transkrypcji do tonacji D-dur, a prym w nim wiodą skrzypce i klawesyn. Uff…
Piękna, wyrafinowana muzyka. Biondi gra niezwykle melodyjnie. W tych momentach, gdy potrzeba, muzyka nabiera rozpędu i wręcz atakuje słuchacza, jednak, żeby nie było wątpliwości – ten rodzaj ekspresji kojarzyć się może słuchaczowi wyłącznie pozytywnie. Zresztą do takiej gry włoski mistrz przyzwyczaił swoich słuchaczy. Dzięki jego ujmującej grze poszczególne koncerty nie tracą nic
ze swojego wdzięku, a jestem skłonny nawet przyznać, że wręcz zyskują. I tak na wyróżnienie z pewnością zasługuje koncert (oryginalnie napisany) na dwa klawesyny. Europa Galante gra przepięknie, a muzyka wyczarowywana przez smyczki przeplata się z urokliwymi fragmentami granymi przez klawesyn. Dostojna muzyka. Podobnie rzecz ma się z rozpoczynającym album koncertem c-moll. Za sprawą absolutnie zachwycającej gry oboju słuchacz doznaje mrowienia na karku, a melodia oplata go niczym jesienny, zabarwiony na czerwono bluszcz, tak pięknie jesienią kolorujący budynki na naszej szerokości geograficznej. W każdym zresztą koncercie można odnaleźć taki fragment, który pozwala zatrzymać się w biegu i … zadumać się nad poezją zawartą w nutach. Jak choćby w largo z koncertu g-moll. Porywające nagranie.
I na koniec trochę dziegciu w tej słodyczy, jaką wylałem powyżej. Wyjaśniając zastrzeżenia z początku recenzji lekko można przyczepić się do dźwięku. Mam wrażenie, że inne koncerty Biondiego nagrywane były ‘lepiej’. A tu dźwięk jest ciut przytłumiony. Niewiele, ale jednak. Nie urywam, że wolałbym, aby było odważnie, dynamicznie, czy wręcz tryskająco. A nie jest. Owszem, nie jest też źle, ale … mogłoby być lepiej. I tak za wykonanie album dostałby (gdybym takie oceny dawał) dychę, a za nagranie… max 8 punktów.
Podsumowując. To, że Jan Sebastian Bach napisał swoje koncerty na klawesyn, a Fabio Biondi stunigował je do wersji skrzypcowej zupełnie mi nie przeszkadza. Nie jestem ortodoksem (aż takim), który każde odstępstwo od oryginału traktuje wzruszeniem ramion, czy jaką większą pogardą. Przeciwnie – podoba mi się, że muzyka klasyczna żyje (oczywiście w pewnych ramach, oczywiście), zmienia się i zadziwia słuchacza, mimo, że zdawać by się mogło, iż taka dowolność „zabija” ducha muzyki. Nic bardziej błędnego – za sprawą takich albumów, jak JS Bach Concertos Europy Galante możemy cieszyć się odkrywaniem muzyki na nowo. Mnie to pasuje.
