Dawson – Landauer – Daniels – Mertens
Coro Della Radio Svizzera & I Barocchisti
Diego Fasolis
Jutro Wigilia Bożego Narodzenia – nie może być lepszego czasu na wysłuchanie znakomitej kompozycji Jana Sebastiana Bacha, napisanej przez słynnego kompozytora jako Oratorium na Boże Narodzenie. Albert Schweitzer w swojej znakomitej biografii lipskiego kantora przy okazji tegoż oratorium podkreśla profesjonalizm i skrupulatność Bacha.
„Mamy oryginalną partyturę „Oratorium na Boże Narodzenie”, a także starannie przez Bacha przejrzane głosy. Sprawdzał je dokładnie: zauważył i poprawił zaraz błąd jednego z kopistów, który wymagał od którego z dęcistów, aby ten odwracał kartkę [z nutami – przyp. mój] w połowie partii solowej.” [Albert Schweitzer, Bach Biografia, s. 542, Wydawnictwo W.A.B. 2009].
Diego Fasolis słynie z tego samego. Jak już zabiera się za nagrywanie muzyki kantora św. Tomasza, robi to z takim zacięciem i dbałością o perfekcję, jaką pewnie przejawiałby sam Bach, gdyby przed kilkoma wiekami mógł nagrywać napisane przez siebie kompozycje. (Tak, drodzy internauci – odpowiedź na wpisywane w wyszukiwarkę Google pytanie „dlaczego Jan Sebastian Bach nie nagrywał?” jest banalnie prosta – bo pierwsza rejestracja dźwięku na nośniku nastąpiła w połowie XIX wieku, a Bach… choć uznawany był za boga… od dobrego stulecia po prostu NIE ŻYŁ!).
Co zaś się tyczy recenzowanej kompozycji – trza powiedzieć jasno, że Weihnachtsoratorium do łatwych utworów nie należy. Nie chodzi mi tu jednak o biegłość wykonawczą artystów, ale bardziej o rozbudowaną formę tego dzieła. Gdyby bowiem się mu przyjrzeć, można dojść do wniosku, że jest to po prostu zbiór kantat kościelnych, napisany przez Bacha właśnie z myślą o Bożym Narodzeniu. Tekstowo przyłożył się do niego „nadworny” librecista Bacha – Picander. Jednak całość oratorium w znaczeniu, jakie nadaje się temu słowu nie jest. Dlaczego? Bo oratorium powinno być oparte na Biblii, a dzieło Jana Sebastiana raczej nie spełnia tego warunku. Przeciwnie jest swego rodzaju opowieścią o Bożym Narodzeniu, napisaną przez Picandra na podstawie Ewangelii wg Św. Mateusza i Ewangelii wg Św. Łukasza. Zresztą, jak podają źródła całe dzieło za czasów Bacha nie było wykonywane łącznie, tylko w sześciu częściach: podczas Wigilii oraz obu Świąt Bożego Narodzenia (w linku część na Drugie Święto w wykonaniu orkiestry i chóru pod dyrekcją sir Johna Eliota Gardinera), w dzień Nowego Roku, w niedzielę po Nowym Roku oraz w Święto Trzech Króli. Łatwe więc nie jest, jednorazowo nie było wykonywane, toteż i wysłuchanie go może wymagać większego niż zwykle skupienia.
Całe szczęście, że artyści wykonujący oratorium bożonarodzeniowe sprawują się wyśmienicie. Niezależnie, czy są to chorałowe fragmenty śpiewane z niezwykłą mocą, czy arie – perfekcyjnie i czysto wykonywane przez solistów – całość brzmi naprawdę niezwykle. Jak pisałem w zapowiedzi do recenzji – Bach wykorzystał różne swoje wcześniejsze utwory, dodając do nich nowy tekst i pewnie dlatego oprócz części zdecydowanie wybitnych, są też w Oratorium fragmenty zdecydowanie „niedopieszczone” . I pewnie dlatego słuchanie tego albumu to taka sinusoida, od zachwytu, przez umiarkowany optymizm, po absolutne uwielbienie (tak, tak, poniżej pewnego poziomu jednak bach nie schodzi!).
Piękny album. A że nierówny? A kto nam zabroni wybierać z niego smakowitsze kawałki… Na przykład takie, jak słynna aria „Flößt, Mein Heiland, Flößt Dein Namen”. Za mały jestem, by ją opisywać. Proponuję posłuchać.
Świętego Spokoju w Boże Narodzenie.