Balthasar Neumann Chor & Ensemble: Zelenka – Bach – Lotti
Thomas Hengelbrock – director
Przyznam się, że po pierwszym odsłuchaniu tej płyty miałem ochotę uchylić okno w aucie i wyrzucić ją do kosza ze śmieciami. Na pierwszym skrzyżowaniu, na którym zatrzymało mnie czerwone światło. Album zaintrygował mnie wcześniej fajnym zestawieniem utworów, których nie znam (Lotti) lub prawie nie znam (Zelenka) oraz barokowego hitu – że się tak wyrażę – czyli kantaty Weinen, klagen … (BWV 12) Jana Sebastiana Bacha. Na dodatek płytkę obdarzono tytułami wokalnego albumu roku (wg Gramophone Awards 2010), więc … nie ulegajmy emocjom i pozwólmy muzyce trafić do słuchacza, nawet, jeśli jest on równie niecierpliwy jak ja.
Zelenka / Bach / Lotti. Najważniejszy kompozytor baroku, jego najważniejszy uczeń (przynajmniej za takiego się Zelenkę uważa) no i … chyba najbardziej niedoceniany kompozytor z tego okresu. Trzy razy „NAJ” – już choćby to powoduje, że warto tej płycie dać (drugą) szansę. Popełniłem jednak błąd, bo zacząłem słuchać wydawnictwa Deutsche Harmonia Mundi od Weinen, klagen … bo co tu dużo mówić – uwielbiam tę kantatę. I właśnie ona spowodowała moją impulsywną reakcję – po wysłuchaniu bachowskiego klasyka miałem dość śpiewu solistów, dość instrumentacji; tak właściwie, to nic mi się w niej nie podobało. Ale… na szczęście wróciłem do początku albumu (hm, może tak się powinno robić – zapoznawać się z całością materiału, a nie wybierać sobie poszczególne części wg jakiegoś klucza) i … cała magia, zawarta w muzyce Zelenki wymiotła myśli o skasowaniu płytki z siłą wodospadu.
Zatem, zaczyna się od Miserere mei Zelenki, muzycznego obrazu psalmu 51 – tego słynnego tekstu, do którego właściwie każdy kompozytor muzyki klasycznej napisał melodię. Król Dawid, po uwiedzeniu Batszeby zaczął mieć wyrzuty sumienia, więc jak trwoga, to do Boga – i tak powstała słynna modlitwa. Dawidowi ani Batszebie specjalnie nie pomogła (a właściwie, to nie pomogła ich dziecku, co nad wyraz smutne jest) ale na zawsze zapisała się w ludzkiej historii jako przebłagalno – pokutna pieśń. Żal – mimo, że nie pomógł – musiał być jednak szczery, a każdy z twórców muzyki na przestrzeni wieków próbuje tę szczerość pogłębić coraz to i bardziej chwytającymi za serce nutami.
Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości, woła skruszony Dawid, w ogromie swego miłosierdzia wymaż moją nieprawość! No, mamy żal za grzechy na całego, tym bardziej, że na tym nie koniec: Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego! Pokuta na całego, aż dreszcze przechodzą człowieka. Dziś kojarzymy ten utwór z Gregorio Allegrim i niestety w ten sposób ucieka nam wiedza o innych kompozycjach, jakie powstały do biblijnego psalmu. Choćby w Klasycznej Niedzieli opisywany już był (nawet ostatnio, gwoli dokładności) Tomas Luis de Victoria, było też o pieśni francuskiego kompozytora Marca-Antoine’a Charpentiera… a to przecież li tylko subiektywny wybór niżej podpisanego. Kompozycja Zelenki wpisuje się ową podniesioną wyżej przeze mnie tendencję: żal oraz rozpacz, pomieszane z błaganiem o rozgrzeszenie: to wszystko w Miserere Mei czeskiego kompozytora znajdziemy. Chór Balthasar – Neumann śpiewa znakomicie. Zachwycają partie zbiorowe, melodie śpiewane przez solistów to też pierwsza klasa: jeśli zatem zastanawiacie się, czy warto po ten album sięgnąć – odpowiadam, że koniecznie.
Bacha sobie zostawię na koniec. Natomiast, co zaś się tyczy Lottiego to napisanie obiektywnej recenzji Missa Tre Cori jest niemożliwe. Kompozycja włoskiego mistrza baroku, nagrana przez Balthasar – Neumann Chor & Ensemble to piękno w czystej postaci. Każda, KAŻDA nuta ma tu swoje uzasadnione miejsce, wszystko jest niezwykle uporządkowane i majestatyczne. Niejedną mszę już w życiu słyszałem, ale to co Lotti funduje nam w swoim utworze, to już prawdziwa … rozkosz. Uf, na całe szczęście tylko niektóre partie są tak ponadczasowo genialne. I obcujemy z absolutem tylko od czasu do czasu. Inaczej bowiem ciężko byłoby się od tej kompozycji uwolnić. Zwłaszcza porywającego, nieziemsko pięknego Gloria.
No i Bach. Po tych kilkunastu odsłuchach stwierdzam, że nie jest zły. Ale też nie zachwyca. Ową kantatę wymienione wyżej chór i zespół wykonują poprawnie, ale nic ponadto. Nawet partia oboju, tak tradycyjnie zniewalająca tu brzmi cokolwiek słabo. Niby melodia, niby zagrana wdzięcznie, ale jakoś tak bez przekonania. Konkludując – kantatę Weinen, klagen z albumu Balthasar – Neumann Chor & Ensemble można sobie odpuścić. Posłuchać raz i wystarczy.
Szkoda. Bo wydawnictwo sporo na tym traci. Wolałbym album bez tego „hitu”, z utworami Zelenki i Lottiego. Byłoby genialnie, a tak… jest tylko ok.