Il Piacere
Allegro (przy okazji ta nazwa idealnie pasuje do Klasycznej Niedzieli, prawda?) – czyli znany serwis internetowy pozwala ludziom na pozbycie się różnych niepotrzebnych rzeczy. A innym ludziom umożliwia nabywanie okazyjne różnych, mało dostępnych w normalnej sprzedaży przedmiotów. Od bibelotów do antyków. Za spore pieniądze i za grosze. Zresztą, dobrze to wiecie. Mnie też się tam udaje od czasu do czasu coś kupić. Jak choćby ostatnio – zapomnianą, nikomu nie potrzebną płytkę CD z muzyką Francesco Barsantiego, włoskiego skrzypka i kompozytora z czasów baroku.
Album, wydany sumptem wydawnictwa DYNAMICS nagrały w sumie dwa zespoły. Jak donosi książeczka dołączona do CD, płyta została nagrana w ramach współpracy orkiestr: włoskiej Il Banchetto Musicale oraz austriackiej Il Piacere. Członkowie obu tych ansambli mówiąc kolokwialnie „zeszli się” by zaprezentować nam muzykę w sumie zupełnie nieznaną. I stąd nieprzypadkowo na okładce albumu widnieje napis „first recordings”; nikt tego wcześniej nie nagrywał, a i o samym Barsantim wiemy stosunkowo niewiele.
Kompozytor urodził się miejscowości Lucca w Toskanii w 1690 roku. Studiował literaturę na uniwersytecie Padwie, ale jakoś mu nie szło, więc w wieku 24 lat wyjechał razem z Francesco Geminianim do Londynu, gdzie znalazł zatrudnienie w tamtejszej orkiestrze przy operze włoskiej. I choć wrócił na niespełna rok do swojej rodzinnej Lucci (przełom 1718/1719 r.) , to jego zawodowe i prywatne życie miało się toczyć najpierw w Anglii, a następnie w Szkocji (dokąd wyjechał wraz z żoną w 1735 roku i gdzie mieszkał przez długie lata). Ostatecznie jednak wrócił do Londynu, gdzie u schyłku życia próbował opublikować swoje kompozycje, jednak ich druk przeszedł bez echa. Barsanti zmarł w biedzie i w zapomnieniu, prawdopodobnie (bo pewności co do daty śmierci nie ma) pod koniec 1772 roku. Pozostawił po sobie kilkanaście sonat na flet prosty i basso continuo, kilka concerti grossi, parę antyfon i tyle. No, może coś tam jeszcze drzemie więcej w archiwach szkockiej arystokracji, ale tego się pewnie nie dowiemy, dopóki nie nastanie moda na Barsantiego. Czyli … prawdopodobnie nigdy.
Szkoda, albowiem muzyka z albumu 6 Concerti Grossi (from Sonate Notturne op. 6 by G.M. Sammartini – 1757) jest niezwykle przyjemna. Zagrana z wyczuciem, delikatnie, bez popisów: tak po prostu, jakby ansambl przygrywał nam do popołudniowej kawy gdzieś na szkockiej prowincji. Muzycy grają przekonująco, melodie wyczarowywane przez smyczki wiją się niczym strumyki w górskich dolinach. Nie potrzeba wielkiego osłuchania z muzyką baroku, by docenić piękno tych kompozycji. I choć nominalnie są to concerti grossi (jak opis głosi) to jednak czuć już w tej muzyce zapowiedź stylu galant: mimo wyodrębnienia concertino i tutti, charakterystycznego składu instrumentów, melodyjności, czy zmian tempa muzyka Barsantiego zbliża się już ku klasycyzmowi. Jest w niej mniej ozdobników, kontrasty nie są aż tak gwałtowne, a podawane przez koncertmistrza tematy są bardziej przejrzyste i zrównoważone. I myślę, że z tego właśnie bierze się siła muzyki kompozytora z Lucci.
Zatem – to dobry album. Polecam, bo warto.
