Le Concert Des Nations
Jordi Savall
Biber. Biber, zacznij od Bibera. Takie były głosy. No to zaczynam. Zwłaszcza, że jeszcze Go w Klasycznej Niedzieli nie opisywałem. Mam co prawda w zamiarze (i na półce już) sonaty różańcowe, ale … październik już minął, a ja czasowo się nie wyrobiłem, to sobie poczekają do przyszłego roku najpewniej. Za to w paczce otrzymanej wczoraj znalazł się inny Biber, w wykonaniu Jordi Savalla.
Heinrich Ignaz Franz Biber. Jordi Savall. Dwa nazwiska w muzyce klasycznej naznaczone indywidualizmem i wymawiane przez melomanów z przymiotnikami „genialny” czy „porywający” to rzeczywiście piorunujące zestawienie. Z jednej strony Biber, kompozytor i skrzypek – rewolucjonista. Z drugiej, nie stroniący od różnych, czasami nie przystających do siebie projektów dyrygent i wiolonczelista (no wiem, że on bardziej na violi da gamba grywa, ale jakoś dziwnie byłoby to spolszczyć, prawda?). Innowator (Biber) i tradycjonalista (Savall) spotkali się wirtualnie na ziemi arcybiskupa Salzburga, a więc w miejscu historycznie związanym z tym pierwszym, a co z tego spotkania wynikło – możemy sobie posłuchać na albumie wydanym przez Alia Vox.
Zatem, pierwszy z nich napisał, drugi z nich zinterpretował Missa Bruxellensis. Specyficznie to dzieło, bo … mimo, iż powstało w Salzburgu, to nosi nazwę brukselską. Dlaczego? Bo tam też w XIX wieku rękopis tej mszy został odnaleziony. Do niedawna sądzono ponadto, że autorem tej mszy jest Orazio Benevoli, jednak ostatecznie przeważyło zdanie, że jest to utwór Heinricha Bibera, a Benevoli tylko „przepisywał” to dzieło i stąd całe zamieszanie.
Tak też wydał mszę brukselską Jordi Savall. Pierwsze, co się ciśnie na usta po wysłuchaniu jego interpretacja Missa Bruxellensis to swego rodzaju patos i monumentalizm, jaki bije z poszczególnych części mszy. Można by rzec, że jest to wielkie brzmienie. Już sam początek – Kyrie brzmi tak, że ma się wrażenie, iż ławy we wnętrzach katedry salzburskiej podczas rejestracji utworu wpadały w drżenie. Trąby i chóralnie śpiewy przeplatają się i uzupełniają, Partie solowe poszczególnych śpiewaków, mimo że jest ich tu relatywnie więcej, niż w jakiekolwiek innej mszy Bibera, wypadają znakomicie. Z jednej strony podporządkowane zostały brzmieniu chóru i orkiestry, a z drugiej strony ciągną dzieło naprzód, perfekcyjnie wpasowując się pomiędzy bardziej wyniosłe fragmenty mszy.
Co to dużo mówić – to świetna pozycja. Nie zdziwi ona nikogo, kto do jakości nagrań Savalla jest przyzwyczajony. Można utyskiwać, że Katalończyk robi się specjalistą od wszystkiego – można, ale z drugiej strony – jak już Savall bierze na tapetę jakiś utwór, to zazwyczaj wychodzi mu z tego dzieło niezwykłe. Na dodatek płyta nagrana jest znakomicie, więc z czystym sumieniem polecam.
