Z Wielkopolski do Drezna daleko nie jest. Za sprawą oddanej ostatnio do użytku autostrady czas przejazdu spadł poniżej czterech godzin, co dobrze rokuje dla tych wszystkich, którzy chcieliby się udać do owej historycznie bardzo z Polską związanej krainy. Oczywiście wiem, że dawne czasy nie każdego fascynują. Zatem jak już kogoś ta historia nie interesuje, to zawsze może pojechać na zakupy przedświąteczne – ponoć Weinachtsfest w Dreźnie ma niezwykły klimat. Sprawdzę to mam nadzieję za rok, chciałbym bowiem za jednym razem uszczknąć uroku przedświątecznego kiermaszu i pokazać słynną drezdeńską szopkę córeczce (dziś jednak jest ciut za mała). Może też przy okazji uda się pojechać do leżącego niedaleko Drezna Lipska, choćby tylko po to, by nawiedzić jedno z najsłynniejszych miejsc w historii muzyki klasycznej. To tam bowiem znajduje się słynny kościół pod wezwaniem św. Tomasza, gdzie Jan Sebastian Bach spędził znaczną część życia. To tam powstały jego słynne kantaty, oratoria i motety, to w murach tej katedry po raz pierwszy wybrzmiała muzyka największego kompozytora wszech czasów.
Oczywiście – sława św. Tomasza nie wzięła się od … Bacha. Ba, można by założyć, że gdyby nie kilku znanych i utalentowanych poprzedników słynnego kompozytora nie pojawiło się w tamtych czasach na piedestale szkoły i kościoła św. Tomasza, to i muzyka Bacha brzmiałaby inaczej, a i my sami patrzylibyśmy zupełnie odmiennie na dokonania najsłynniejszego z kantorów lipskiej katedry.
Tak więc dobrze się składa, że Cantus Cölln prowadzone przez Konrada Junghänela, działając pod egidą Deutsche Harmonia Mundi wzięli na warsztat utwory poprzedników Jana Sebastiana, prokurując z tego album Thomaskantoren Von Bach. Znakomity album i tyle.
Kompozytorów na albumie znalazło się trzech. Najstarszy, znaczy najbardziej odległy od czasów bachowskich Sebastian Knüpfer, jego następca Johann Schelle i bezpośredni poprzednik Jana Sebastiana, czyli goszczący już w Klasycznej Niedzieli, Johann Kuhnau.
Zaczyna Knüpfer, który jak przystało na kantora od św. Tomasza, pisywał rzeczy właściwie wyłącznie religijne. I takie też są utwory zawarte na albumie Cantus Cölln. Kantata Ach Herr, strafe mich nicht które rozpoczyna album zaskoczyło mnie zupełnie, bo nie spodziewałem się tak melodyjnej i łagodnej w brzmieniu kompozycji. Muzyka jest tu wyrazem i tęsknoty ludzkiej duszy, i dotknięciem nieodgadnionego świata duchowego – aż się człowiek zastanawia po wysłuchaniu tych niespełna dziesięciu minut, jak to w ogóle jest możliwe, że ludzie napisali TAKĄ muzykę.
Jego następca – Johann Schelle to postać nietuzinkowa. Pochodząc z muzykalnej rodziny kształcił się i występował w chórze chłopięcym prowadzonym przez Heinricha Schütza w Dreźnie (tak, od tego miasta się nie uwolnimy tak łatwo) a po przebytej mutacji powędrował do Lipska, gdzie wstąpił do Szkoły przy katedrze św. Tomasza. Jego nauczycielem był … Sebastian Knüpfer. I poza krótkim epizodem kantorowania w Eilenburgu cała kariera i droga muzyczna Schellego skupiała się wokół Lipska. Po śmierci Knüpfera otrzymał bowiem Schelle stanowisko kantora w lipskim Tomaskirche i sprawował tę funkcję aż do śmierci. Pisał w większości muzykę religijną, a jego kantaty zaczęły w większym niż u poprzedników stopniu opierać się na tekstach pisanych w języku niemieckim. Takie też są utwory zamieszczone na albumie Cantus Cölln. Zachwyca w nich prostota kompozycji, łagodna i niezwykle przyjemna melodyka oraz – co najważniejsze – swoboda kompozytorska, za sprawą której – gdybyśmy zdjęli z wysłuchiwanych utworów wyśpiewywane partie wokalne, otrzymalibyśmy całkiem przyjemną muzykę kameralną. Zresztą ta nadzwyczajna siła muzyki nie tylko Schellego, ale i pozostałych autorów zagranych na potrzeby tego albumu przez Cantus Cölln.
Ostatnim z nich jest poprzednik Bacha na stanowisku kantora u św. Tomasza w Lipsku, czyli Johann Kuhnau. I tak sobie teraz myślę, po wysłuchaniu tej płytki, a zwłaszcza kończącej ją kantaty O heilige Zeit, że drogi obu panów zdecydowanie musiały przecinać się po wielokroć. Drogi muzyczne rzecz jasna. W nagraniu tym słychać bowiem takie elementy, których można się dopatrzyć w … bachowskiej pięćdziesiątej pierwszej kantacie. Nie będę zdradzał szczegółów, zachęcam, by obu utworów posłuchać po sobie, a same się one uwidocznią. Nie zamierzam też oceniać obu tych dzieł – dziś możemy sobie spokojnie usiąść i posłuchać zarówno jednego, jak i drugiego nagrania. Kantata Kuhnaua w wykonaniu Cantus Cölln jest świetna i z pewnością was ta kompozycja nie rozczaruje.
Przyjemnie zaskakująca płyta. Warta miejsca na półce.