Na te jesienne poranki (niekoniecznie niedzielne, mogą być także te codzienne, zwyczajne, w drodze do pracy lub szkoły na przykład) chciałbym dziś polecić znakomity album niemieckiego zespołu muzyki dawnej – CordArte z Kolonii. Płytkę ich trafiłem przypadkiem, poszukując głównie nagrań Matthiasa Weckmanna. I tak od nazwiska, do nazwiska, aż w końcu dostałem na próbę do przesłuchania album Musicalische Frühlingsfrüchte. Nazwa ansambla ni nie mówiła, za to po pobieżnym wglądzie we wkładkę płyty zafrapowało mnie zestawienie kompozytorów, bo oprócz znanego niżej podpisanemu (ale akurat w innym repertuarze) Buxtehudego i jednej sonaty Kaspara Förstera reszta nagrań (ba, kompozytorów) była dla mnie zupełnie obca. A nic tak pozytywnie nie działa, jak ochota na poznanie nowej (choć jak tu mówić o „nowości”, gdy ta muzyka ma już ponad 300 lat!) muzyki. Zwłaszcza z coraz to silniej wciągającego mnie w swoją głębię baroku.
CordArte na tymże albumie tworzą: Daniel Deuter oraz Margret Baumgartl, grający na skrzypcach, Heike Johanna Lindner na viola da gamba, Andreas Arend na teorbie i Markus Märkl, grający na klawesynie i organach. Album Musicalische Frühlingsfrüchte nagrany został w 2007 roku dla szwajcarskiej wytwórni i zawiera sonaty skrzypcowe kilku mniej znanych kompozytorów niemieckiego baroku.
Miła, przyjemna muzyka. Melodyjna, świetnie zaaranżowana i wykonana, znakomicie się sprawdzi zarówno przy porannej podróży do pracy, jak i przy popołudniowym piciu kawy. Już otwierająca album kompozycja Dietricha Beckera budzi pozytywne myśli. Muzyka zaczyna się rytmicznymi frazami, który żwawo prowadzą nas przez główny temat, grany w tle przez violę da gamba. Niezwykle ekspresyjna kompozycja, w której dynamika początkowych fragmentów ustępuje miejsca lirycznym westchnieniom skrzypiec po to, by w finale ponownie zawrócić słuchaczowi w głowie skocznymi nutami, granymi przez całą orkiestrę. Niby tylko pięć minut z sekundami, a dzieje się w tym nagraniu tyle, że aż dziw bierze. Nikolaus Adam Strungk w swojej sonacie d-moll jest bardziej stonowany. Jest generalnie spokojniej, bardziej można rzec „romantycznie”. Za to u Reinckena – w jego najdłuższej na albumie kompozycji – sonacie VI A-dur prym wiodą nie skrzypce, a znakomicie rozwiązane partie klawesynu. Grający właściwie w duecie skrzypek i klawesynista wywołują w słuchaczu tęsknotę za czasami baroku, który w tym nagraniu jawi się nam oazą spokoju i piękna. Nic, tylko chodzić tymi parkowymi alejkami, dyskutować o muzyce, malarstwie, rzeźbie i architekturze, nie zważając na zawieruchy wojenne, jakie przez niemieckie ziemie przewalają się w tę i z powrotem.
Na szczególne uznanie zasługuje … wcale nie Buxtehude, ale Kaspar Förster, gdańszczanin, którego kompozycje znalazły się onegdaj na albumie Baroque in Poland. Również na Musicalische Frühlingsfrüchte zamieszczono wręcz znakomite wykonania jego kompozycji. Sonata c-moll delikatnie frazuje emocje i jeśli miałbym ją do czegoś przyrównać, to może najbliżej jej do … Vivaldiego i jego „Sporu pomiędzy harmonią a wyobraźnią”. Podobnie rzecz ma się z jego sonatą F-dur, której wyrazistość nadaje świetna, wybijająca się na pierwszy plan partia klawesynu. Znakomite kompozycje.
A Buxtehude? To klasa sama w sobie, jej nie trzeba opisywać, bo i po co. Niezwykle udany, ciekawy album.
Na koniec, (dla zaczęty) CordArte – Ensemble für Alte Musik i wspomniana w tekście sonata c-moll Kaspara Förstera.
