Przeczytałem wczoraj w sieci, na forum audiostereo.pl, że orkiestra Ensemble 415 prowadzona przez Chiarę Banchini kończy działalność. Smutna to wiadomość, ale NIESTETY PRAWDZIWA. W każdym razie koncert finałowy odbędzie się 8 stycznia 2011 roku w Bazylei, a w programie znajdą się m.in. concerti grossi Arcangelo Corellego. Aż chciałoby się być, zwłaszcza, że na żywo tej orkiestru nigdy nie widziałem. Co do przyczyn zakończenia działalności to … niestety ich nie znam, pozostaje mieć jednak nadzieję, że tak znakomici muzycy zorganizują się wkrótce w nowym projekcie, bo wielka byłaby szkoda, gdyby pozostały po nich już tylko te nagrania, które znamy.
Jak choćby album Concerti Napoletani per Violoncello z kompozycjami mistrzów włoskiego klasycyzmu, wydany przez świetną francuską wytwórnię Zig Zag. Płytę zaczyna koncert na wiolonczelę Nicoli Fiorenza; na albumie znajdują się jego dwie kompozycje. Fiorenza, włoski skrzypek i wiolonczelista, reprezentant wczesnego neapolitańskiego klasycyzmu to uczeń słynnego konserwatorium Santa Maria di Loreto w Neapolu , które wykształciło m.in. Alessandro Scarlattiego. Niestety nasz kompozytor zapamiętany został ponoć dlatego, że prowadząc klasę skrzypiec groził i bił studentów (musiał być nieźle zbudowany, skoro nikt mu nie oddał). W każdym razie wykładając w konwersatorium miał czas na pisanie muzyki i właśnie dwa z jego utworów prezentuje na omawianym albumie Ensemble 415 Chiary Banchini. Partię wiolonczeli wykonuje zachwycająco Gaetano Nasillo. A utwory, cóż, to po prostu nieziemsko piękna podróż przez niezwykle melodyjne obszary włoskiej muzyki. Takiej niby klasycystycznej, ale … z elementami baroku. Zwłaszcza te niespełna 3 minutki Largo z pierwszego koncertu to maestria najwyższej postaci.
Kolejny utwór, to czteroczęściowe dzieło Nicoli Porpory. Nauczyciel śpiewu Farinellego, konkurent Händla, osobistość znana i poważana w Londynie, Wiedniu, Wenecji i Dreźnie, czyli we wszystkich liczących się muzycznie w XVII i XVIII wieku miastach. Na starość… nauczyciel Haydna. W literaturze więcej mówi się o jego dokonaniach w gatunku operowym, a niżeli w muzyce instrumentalnej, ale akurat na albumie z neapolitańskimi koncertami wiolonczelowymi właśnie z taką muzyką mamy do czynienia. Jego utwór, bardziej barokowy w brzmieniu i w budowie, pięknie współgra z późniejszymi dziełami innych włoskich mistrzów. Pewnie spora w tym zasługa grającej dla nas orkiestry. Dźwięk dochodzący z kompaktowego krążka ma tak piękną barwę, że przywodzi na myśl wijący się wśród austriackich wzgórz Dunaj. Jesienną, słoneczną porą. Z mgłą snującą się nad taflą wody i zboczami gór pomalowanymi na żółto – czerwono – brązowe barwy. Cudo.
Z baroku powracamy znowu do szkoły neapolitańskiej w klasycyzmie za sprawą wiolonczelowego koncertu Leonardo Leo. I niby klasycyzm, ale właściwie prawie nie ma różnicy pomiędzy poprzednim, a obecnym dziełem. Nie czuć ani zmiany prądu muzycznego, ani upływu lat. Słychać za to urokliwe, wyczarowywane przez orkiestrę Ensemble 415.
A album kończy koncert wiolonczelowy mało znanego dziś neapolitańczyka Nicoli Sabatiniego. Wymienia się go jednak często łącznie z nazwiskami kompozytorów, o których słowo się rzekło powyżej, toteż i jego muzyka nie odstaje od pozostałych nagrań. Króluje rzecz jasna w niej melodia, a ornamenty wzmagają wrażenie misternie utkanej opowieści o dawnych czasach, spacerach po pałacowych ogrodach, gdzie damy skryte za wachlarzami rzucały znaczące spojrzenia ku rozprawiającym o kolejnych pojedynkach młodzieńcom. Taki zgniły, dekadencki, upudrowany i upojony winem przełom wieków, w którym zobaczyć Neapol i umrzeć wciąż było szczytem marzeń wielu ludzi.
Odrobinę tego świata odkrywa nam Pani Banchini ze swoją orkiestrą i zdecydowanie warto przy tej muzyce się zatrzymać na dłużej.