ACCENT 2008
Japończyk, czy może raczej Boliwijczyk Ryo Terakado w Klasycznej Niedzieli już się pojawił. Za sprawą koncertów Francesco Geminianiego, które jakiś czas temu opisywałem tu. Była też już mowa oczywiście o recenzowanym właśnie albumie, ale jakoś nie stało czasu na skrobnięcie pełnej recenzji. Dziś więc pora to nadrobić, zwłaszcza że okazje są (tudzież były) ku temu aż trzy. Primo, płytka jest zacna, wydana w formacie SACD (a jakże, a jakże) przez niemiecki ACCENT. Secundo: bo Johann Friedrich Fasch to w Klasycznej Niedzieli kompozytor prawie – że nowy (znaczy się rzadko goszczący). No i tetrio: bo właśnie w Poznaniu zakończył się festiwal barokowy, a muzyka wspomnianego wyżej Jana Fascha grana była wśród różnych koncertów przez a i owszem lubianą tutaj orkiestrę barokową Arte Dei Suonatori. A tak po prawdzie wystarczy główny powód – Concerti from Dresden and Darmstadt to po prostu świetny album i warto poświęcić mu kilka chwil.
Trzeba mieć jednak świadomość, że te sześć koncertów, jakie znalazły się na albumie ansambla Il Gardelino arcydziełami baroku nie jest. Oczywiście, przykładając doń miarę naprawdę wielkich kompozycji. Fasch bowiem w tym względzie trzyma wysoki poziom, ale jeśli ktoś szukał będzie w jego muzyce rzeczy na wskroś nowoczesnych (dla baroku rzecz jasna) lub zaskakujących (brzmieniowo, kompozycyjnie, czy jak tam sobie zamarzymy), to jednak tego nie znajdzie. Nie odejdzie jednak z niczym, bo zyska możliwość obcowania z muzyką na wysokim poziomie, której nie napisał ani Bach, ani Jerzy Fryderyk, ani żaden z włoskich barokmistrzów.
Oj, zabrzmiało to, jakbym odradzał słuchanie tej płyty, a tak nie jest. Sam sięgnąłem po ten album z pewną dozą nieśmiałości (cytując klasykę reklamy) bowiem co tu dużo kryć – jakoś niezbyt przekonująca mi tego Fascha zaanonsowano. Szkoda, bo tych koncertów niezwykle przyjemnie się słucha. Jest tu lekko, melodyjnie, WŁAŚCIWIE – by rzec wszystko jednym słowem. Oczywiście nie są to muzyczne miniatury, których melodie wygrywają komórki w tramwajach. Płytą się jednak nie zawiedziemy – bo koniec końców to jednak barok. A skoro tak, to musi w nim rządzić melodia. No i rządzi, a nam od tego już robi się nam milej na duszy.
Zatem melodyjność kompozycji to jedna z tych pozycji, jakie moja prywatna agencja ratingowa zawsze bierze pod uwagę oceniając dany utwór. Poszczególnych części nie będę wymieniał i opisywał, dość jednak powiedzieć, że kiedy ma być allegro, to jest żywiołowo. Gdy ma być ckliwie – jest largo. Słowem – sonatowa struktura poszczególnych koncertów sprawia, że wyjątkowo urokliwie się ich słucha.
Spora – oczywiście – zasługa w tym muzyków z ansambla Il Gardelino. Grają przekonująco, aż czuć blichtr elektorskich balów, popołudniowych drzemek i przechadzek z damami pod majowym słońcem Saksonii. Ot, taka czarująca muzyka chwili, wspomnienie królestwa, które nie istnieje. Znikło z mapy Europy wymazane między jednym a drugim wiedeńskim rautem na początku dziewiętnastego wieku. Pozostała muzyka. Pełna chwalebnej świetności. Warta wysłuchania. I tyle.
