Georg Friedrich Händel Twelve Grand Concerto’s op. 6 HWV 319-330. In Seven Parts, for four Violins, a Tenor, a Violoncello, with a Thorough – Bass for the Harpsichord composed by Mr. Handel.
Arte Dei Suonatori & Martin Gester
Trzypłytowy box SACD wydany przez BIS w 2008 roku przynosi koncerty Händela napisane przez niego w ciągu zaledwie dwóch miesięcy – pomiędzy wrześniem a październikiem 1739 roku. Concerti grossi – barokowa forma muzyczna na zespół instrumentalny podzielony na dwie mniejsze grupy prowadzące dialog była w ówczesnym czasie na tzw. topie. Tworzyli ją wszyscy barokowi mistrzowie muzyki klasycznej: i Corelli, i Bach, i oczywiście Händel. Sama struktura concerti grossi jest prosta – oto mniejsza grupa muzyków – tzw. concertino, składające się z 2 skrzypków i wiolonczelisty (wiolonczelistki, czy prześlicznej, czy też nie, to w sumie nie ma znaczenia) gra swoje partie niejako odpowiadając na bardziej rozbudowane dźwięki wygrywane przez pozostałą część orkiestry – tzw. ripieno.
Arte Dei Suonatori – zespół muzyki dawnej wypatrzyłem jakiś czas temu przy okazji organizacji jednej z naszych rodzinnych weekendowych wycieczek. Wybierając się do Kliczkowa nagle dotarło do mnie, że poznańscy muzycy występują tam prawie regularnie co miesiąc, niejako grając jeden z pierwszych koncertów w ramach festiwalu muzyki dawnej. A finałowy koncert w ramach tego cyklu ma miejsce zazwyczaj w poznańskiej filharmonii. No i potem już z rozpędu wpadła mi w ręce płyta z nagraniami utworów Telemanna i wreszcie … 4 Pory Roku w transkrypcji na flet z Danem Laurinem w roli głównej.
Sam album z koncertami Jerzego Fryderyka Händla był więc przeze mnie oczekiwany ze sporymi nadziejami. Zwłaszcza po tym, jak znakomicie zagrane i zrealizowane zostały koncerty Vivaldiego z cyklu La Quattro Stagioni. I co? Ano, to taka muzyka na popołudnie. Można by powiedzieć, że w kategoriach obecnych concerti grosso niemieckiego kompozytora to wręcz muzyka popularna. Taka do kawy, idealnie brzmiąca w ogrodach lub wnętrzach pałacowych w niedzielne popołudnia , gdy świat był zupełnie inny niż dzisiejsze monstrum, otaczające człowieka milionami bitów szumu informacyjnego, natręctwami mediów i całym tym zgiełkiem, jaki niesie cywilizacja. Händel, światowiec jakich mało szukać wśród współczesnych mu kompozytorów (można rzec, że to jeden z pierwszych celebrytów), napisał swoje koncerty niejako od niechcenia. Zapoznał się z tą formą albo podczas swojej podróży do Włoch (uznawanej za ojczyznę tej formy muzycznej), albo już wcześniej za sprawą opublikowanych drukiem w 1701 roku koncertów Georga Muffata, wyraźnie zainspirowanego Corellim. Tak czy owak, niezależnie od inspiracji, powstało dzieło niezwykłe. Szczególnie, gdy przysłuchujemy się mu z dzisiejszej perspektywy. Bo muzyka tych dwunastu koncertów brzmi dobrze zarówno jako akompaniament do spotkań towarzyskich, jak i do delektowania się tymi dźwiękami w domowym zaciszu. Przed wiekami pewnie służyła też dobrej zabawie, co dziś z perspektywy koncertów rockowych lub klubów techno brzmi dość idiotycznie. Ale – taki był wówczas świat i Arte Dei Suonatori z Martinem Gesterem pięknie o tym przypomina.
Cóż, podsumowując, fanem „dużych koncertów” Händla nie byłem. Czasami zresztą mam wrażenie, że kompozytor, tworząc je zbyt się spieszył i dlatego część melodii jest ciut niedopracowana. Bo taki Corelli dajmy na to postarał się bardziej. Ale to wynik specjalnej atencji, jaką obecnie wiele osób (i ja sam się na tym łapię) darzy muzykę klasyczną. Jako coś niesłychanie nudnego i zarazem poważnego, jako sztukę wymagającą zawsze panów we frakach i pań w sukniach balowych, spętanych uśmiechach i prowadzących rozmowy rodem z przyjęcia u Anny Pawłowny Scherer. A przecież jest zupełnie inaczej. Zresztą – wystarczy posłuchać …