Ludwig Güttler & Virtuosi Saxoniae
Dlaczego ta właśnie płyta i ta literka „H” jest sponsorem albumu? Bo na okładce – Barokowe Ogrody Großsedlitz. Orkiestra – to Saksońscy Wirtuozi. A sam album nagrany został w Dreźnie. Jak dla mnie wystarczy odnośników.
Muzyka Michaela Haydna (bo w odniesieniu do młodszego brata słynnego Franza Josepha przyjęło się używać właśnie tego drugiego imienia) popularna nie jest. Co w sumie musi dziwić, zważywszy na fakt, iż ten kompozytor to autor prawie 40 mszy, ponad 45 symfonii oraz całej masy utworów kameralnych, kantat oraz ofertoriów, że o dwóch requiem nie wspomnę. Sam posiadam w swoich zbiorach dwie winylowe płyty, zakupione w zamierzchłych czasach przed-internetowych w jakiejś księgarni. Na dziś (idealnie zarazem wpasowując muzykę do niedzielnego śniadania) wybrałem album zawierający Serenadę D-dur, w katalogu Lothara Pergera oznaczoną numerem 87 (katalog Shermana i Thomasa odpowiednio nr 86).
Serenada D-dur przypomina dzieła Wolfganga Amadeusza Mozarta. Haydn znał wielkiego kompozytora, podobnie zresztą jak i jego ojca, Leopolda, z którym przyjaźnił się w trakcie swojego pobytu w Salzburgu. Co prawda może była to taka „szorstka przyjaźń” zważywszy na utrapienia obu panów: Leopold Mozart dążył do tego, by zostać kapelmistrzem orkiestry arcybiskupiej w Salzburgu – udało mu się zostać wicekapelmistrzem, a najwyższego stanowiska nigdy nie osiągnął; natomiast Haydn otrzymał to stanowisko w 1763 roku i piastował je przez … 43 lata. Jednak Haydn bardzo przeżył stratę pierwszego dziecka i popadł w alkoholizm, co później było przyczyną wielu spięć między Mozartem i Haydnem. Jakkolwiek by na to nie patrzeć – pełnienie funkcji na dworze arcybiskupa Salzburga spowodowało, iż największe znaczenie wśród dzieł Michaela ma muzyka sakralna. Ponoć nawet starszy brat uważał, że kościelne kompozycje salzburskiego kapelmistrza są lepsze niż dzieła klasyka wiedeńskiego. Jednak oprócz muzyki religijnej Haydn stworzył całkiem sporo utworów świeckich. Takim niewątpliwie jest Serenada D-dur, w swej wymowie niesłychanie klasycystyczna, by nie powiedzieć „mozartowska”. Prosta forma, piękna linia melodyczna poszczególnych części, to wszystko składa się na obraz niesłychanie przyjemnej serenady, właściwie o długości symfonii.
Wirtuozi Saksońscy (że spolszczymy tę nazwę na użytek niniejszego bloga) zagrali Serenadę In D pięknie. Może nie porywająco, ale zdecydowanie autentycznie i żywo. Zresztą, nie będę opowiadał o muzyce, bo ta potrafi mówić sama za siebie. Posłuchajcie Andante z Serenady D-dur (P 87) Johanna Michaela, młodszego z braci Haydn. W wykonaniu Virtuosi Saxoniae, pod dyrekcją Ludwig Güttler.
Ach, zapomniałbym. Album kosztował mnie zawrotną sumę 22.500 zł. Przynajmniej taka na nim widnieje cena. Odkrywkowa płyta z zupełnie wykopaliskową ceną. Poniżej zaś barokowe ogrody Großsedlitz sfotografowane latem 2009 r.
