Hildegard Of Bingen – The Origin Of Fire
Anonymous 4
Harmonia Mundi SACD, 2005
Kontynuując myśli z krótkiej notki na stronie główne trzeba jasno powiedzieć, że – jak to zwykle bywa – rzeczywistość nie znosi próżni i ignorancji. Nie jest jednak moim celem dowodzenie, że Miserere to dzieło ponadczasowe, nie zamierzam również umniejszać jego piękna, boć sam przecież napisałem wcześniej o dotknięciu absolutem, jakim zdecydowanie jest moment obcowania z muzyką Allegriego. Jednakże lekko naburmuszone powiedzenie „nie masz piękna większego niż Allegri” zweryfikować może każdy, komu nieobce pragnienie poszukiwania i nasycenia się (o ile to możliwe) znakomitą muzyką. Jednym ze sposobów takiego poszerzenia horyzontów może być zainteresowanie muzyką z czasów przedbachowskich. I choć Giovanni Luigi de Palestrina, mistrz mistrzów sprecyzował swój kanon polifonii kościelnej dopiero w czasach soboru trydenckiego, to nie można mówić, że przed Palestriną wszystko brzmiało źle. Przeciwnie, to właśnie za sprawą tych kilku wieków wykonywania chorałów w kościelnych nawach doprowadzono tej rodzaj muzyki do perfekcji i dopiero późniejsze okresy „wyzwolenia” a zarazem laicyzacji muzyki spowodowały, że kilka wieków genialnych twórców i ich utworów przykrytych zostało kurzem zapomnienia.
Jak choćby muzyka Błogosławionej Hildegardy z Bingen. Urodzona rok przed pierwszą wyprawą krzyżową w rodzinie niemieckiej szlachty, została w wieku 7 lat oddana pod opiekę mniszek z zakonu w Disibodenbergu. Tam, otrzymawszy klasyczne wykształcenie, już po śmierci swoje mentorki objęła urząd przeoryszy benedyktynek tamtejszego klasztoru. Później, uzyskawszy spore uznanie w chrześcijańskim świecie, mając poparcie słynnego Bernarda z Clairvaux oraz papieża Eugeniusza III ujawniła, że od 3 roku życia miewała wizje, w których przemawiał do niej Bóg. W trudnej, XII wiecznej rzeczywistości pełnej panoszących się podejrzeń, spisków oraz oskarżeń o czary i herezję udało się Hildegardzie zyskać uznanie zarówno dla głoszonych poglądów dotyczących nauki Kościoła, stosowanych technik medycyny naturalnej, jak i filozoficznych obserwacji wywodzących się z klasycznych pism starożytnej Grecji (pamiętajmy, że to Średniowiecze, w którym stosunek do Antyku nie był przyjazny).
Hildegarda, będąc znakomitą mówczynią (swoją drogą nie ma się co dziwić, że zyskała wsparcie Bernarda z Clairvaux, słynącego z podobnych zdolności) do swoich filozoficzno – religijnych tekstów pisała muzykę. Twierdziła bowiem, że muzyka jest czystym wspomnieniem Raju, gdzie Adam wraz z Aniołami śpiewał psalmy na cześć Boga. Uważała, że śpiew jest z jednej strony nieodłączną częścią liturgii, a z drugiej może być traktowany jako modlitwa zbliżająca człowieka do zbawienia. Hildegarda tworząc muzykę wierzyła, że owo natchnienie, jakie zmusza artystę do napisania i wykonania muzyki jest faktycznie boskim przekazem. Słowem – w muzyce Bóg przemawia bezpośrednio do słuchających.
W tym miejscu zatem dochodzimy do przedmiotu niniejszej recenzji. Powiedzieć, że wpadła mi w ręce płyta amerykańskiego kwartetu Anonymous 4 nie przystoi. O takiej muzyce nie da się bowiem wypowiadać w kategoriach swobodnego, powszechnego słownictwa, które za nic ma balansujące na granicy świata niematerialnego piękno takiej muzyki. Album wydany przez Harmonię Mundi, oczywiście w postaci znakomitego albumu SACD zatytułowany The Origin Of Fire i zawierający muzykę i teksty napisane kilkaset lat temu przez Hildegardę z Bingen stanowi obecnie ozdobę mojej kolekcji muzyki klasycznej. Panie z grupy Anonnymous 4, skupiając się na cudownych melodiach XII-sto wiecznych po prostu czują tę muzykę: powiedzieć, że śpiewają pieśni Hildegardy lepiej, niż ktokolwiek na świecie to za mało: one po prostu żyją dla takiej muzyki. W tym aspekcie słowa Hildegardy, że muzyka to wyraz Bożego natchnienia nabierają pełnego znaczenia.
W brzmieniu płyty słychać z jednej strony niesamowite zaangażowanie śpiewaczek, których czyste głosy brzmią momentami w tak perfekcyjnej harmonii, aż ma się wrażenie, iż to śpiewa jedna osoba. Z drugiej strony znakomita pasja wykonawcza wsparta zupełnie pozbawionym zniekształceń dźwiękiem wielokanałowym, dodatkowo wprowadza słuchacza w swoisty trans religijnego uniesienia; dość powiedzieć, że właściwego dokładnie takiej muzyce. Główna część płyty to 4 tematy związane z Duchem Świętym. Album został spięty w klamrę dwoma hymnami na cześć zesłania Ducha Świętego. Veni Creator Spiritus oraz Beata Nobis Gaudia do dziś zresztą stanowią ważne części również obecnie odprawianej liturgii mszy świętej. W wykonaniu Anonymous 4 jednak Veni creator spiritus jest tak absolutnie i nieziemsko piękny, że aż trudno to wyrazić słowami. To jeden z tych utworów, które poddają słuchającego wręcz swego rodzaju duchowej próbie: uniesienie, obcowanie z Duchem Św. i bezwarunkowe dążenie do Boga za sprawą głosów czterech śpiewaczek brzmi tu tak wyraźnie, jak to potrafił uczynić chyba tylko wspomniany na wstępie Gregorio Allegri.
Cóż, The Origin Of Fire to jedna z najbardziej niesamowitych płyt 2009 roku, z jakimi dane było mi się zapoznać. Delikatne głosy …, brzmiące w przestrzeni budzącej skojarzenie z ogromem Kaplicy Sykstyńskiej, a to wszystko za sprawą Marthy Genensky, Susan Hellauer, Jacqueline Horner – Kwiatek i Johanny Marii Rose. Grupy Anonymous 4, która w 2005 roku nagrała jeden z najpiękniejszych albumów świata.
I na koniec małe wyjaśnienie nazwy grupy. Otóż, kiedy po raz pierwszy szukano nazwy dla zespołu, Susan Hellauer zasugerowała właśnie taką nazwę grupy jako swoisty żart. Różne rozprawy muzyczne, które przetrwały od średniowiecza do naszych czasów zostały, zostały za sprawą działających w XIX wieku muzykologów zredagowane i opublikowane, a do ich oznaczenia posłużyło właśnie słowo ANONIM. Toteż obecnie znaczna część z nich występuje w druku jako Anonim 1, Anonim 2, Anonimowy 3 itd. Anonymous 4 (Anonim 4) jest najważniejszą z tych rozpraw, ponieważ nie tylko opisuje style kompozytorskie i praktyki muzyczne podczas złotej ery muzyki w katedrze Notre-Dame w Paryżu oraz na przełomie XII i XIII wieku, ale także daje nam nazwiska lekko zapomnianych już dziś kompozytorów takich jak Leoninus i Perotinus.