Benjamin Bagby / Agnethe Christensen / Elisabeth Gaver / Katarina Livljanić / Lena Susanne Norin / Norbert Rodenkirchen
Sequentia, międzynarodowy ansambl wykonujący muzykę średniowieczną na łamach Klasycznej Niedzieli gości po raz pierwszy. I mam takie przeświadczenie, że nie po raz ostatni. Trochę bowiem tych płyta nagrał, a że ja ostatnio jakoś chętniej sięgam po muzykę z czasów dawnych, to i jakby naturalnie jedno z drugim się zgadza. I moja atencja do średniowiecza, i Sequentii muzyczne wycieczki w tym samym kierunku. Album O Jerusalem to muzyka św. Hildegardy z Bingen, której chyba przedstawiać nikomu nie trzeba. Niemiecka mniszka pozostawiła po sobie spuściznę niezwykle rozległą, a muzyka, której poświęciła sporo uwagi jest z całą pewnością jednym z filarów Jej kultu. Utwory pisała znakomite, nieziemsko brzmiące nawet po latach, więc nic dziwnego, że co i rusz kolejni wykonawcy zabierają się za własną interpretację kompozycji Świętej.
Album, o którym mowa, zarejestrowano w kościele pod wezwaniem św. Pantaleona w Kolonii. Akustyka romańskich katedr zdecydowanie służy takiej muzyce – ta przestrzeń, ba, wręcz kosmiczne odległości, jakie dzielą poszczególne nuty bardzo dobrze wpływa na odbiór kompozycji . Brzmienie jest pełne pogłosów, tajemnych ech i czuć w nim z jednej strony religijne uniesienie a z drugiej ów zapał jest hamowany przeświadczeniem o Bożej Obecności. Tak powinna brzmieć tamta muzyka, bo i przecież niemożliwe jest, aby zapomnieć, ku czemu ma ona prowadzić słuchacza. Hildegarda jasno to sprecyzowała – muzyka to śpiew Aniołów na chwałę Pana. I skoro to słychać na albumie zespołu Sequentia, to musi być dobra płyta.
Wśród utworów największe wrażenie robi rzecz jasna kompozycja tytułowa. O Jerusalem, z intrem bijących kościelnych dzwonów po prostu cofa człowieka w czasie o te kilka wieków. Do czasów zupełnie innego świata, którego dziś żaden współczesny słuchacz nie jest w stanie sobie wyobrazić. Ten świat mistycznej wiary, religii, ubóstwa, strachu przed wszechwładną śmiercią i piekłem, którym straszyli kapłani to zarazem trudna ścieżka do duchowej nieskazitelności. Ta doskonałość przewija się zatem przez wszystkie kompozycje, raz lepiej (tytułowy) innym razem gorzej (O frondes virga), choć słowo gorzej tu nie pasuje. Te nagrania bowiem, które brzmią lepiej na płytach innych wykonawców, wcale nie są słabe – ot po prostu przywykłem do innych głosów i tyle.
Udany album jednym zdaniem. Akurat na październikowe wieczory przy kominku.
