Les Flamboyants
Czego szukałem w sieci – nie pamiętam. Natrafiłem za to na płytkę Raumklangu przypadkiem, a że cena niska i na dodatek album dostępny w sklepie zaprzyjaźnionym to od pomyślenia do czynu zbyt daleko nie było.
Hildegardę z Bingen już w Klasycznej Niedzieli gościliśmy. Album The Origin Of Fire ujął mnie bogactwem i czystością melodii, śpiewem Pań z zespołu Anonymous 4 i realizacją samych nagrań. Album Raumklangu na wejściu dostał duży kredyt zaufania, bo dotychczasowe moje kontakty z muzyką wydawaną przez ten label to właściwie same zachwyty. I … ponownie nie zawiodłem się. Ale… po kolei.
Les Flamboyants. W składzie muzycy i śpiewacy z kilku krajów. Miriam Andersen – śpiewaczka i harfistka ze Szwecji, Kelly Landerkin – amerykańska sopranistka, udzielająca się również w założonym w Szwajcarii zespole Peregrina Ensemble, Marilia Vargas – śpiewaczka z Hiszpanii, niemiecka skrzypaczka Susanne Ansorg oraz oraz grający na flecie prostym niemiecki flecista Michael Form. Niewielki zespół, ale do muzyki Hildegardy z Bingen i Brygidy Szwedzkiej pasujący jak ulał.
Na albumie wykonują oni fragmenty „Symphonia harmoniae caelestium revelationum” Hildegardy oraz „Cantus sororum” Birgitty von Sweden. Utwory zostały przemieszane i całość, mimo tego, że między latami napisania poszczególnych kompozycji jest różnica prawie dwóch wieków, brzmi rewelacyjnie.
Nie będę opisywał wszystkich nagrań, bo ostatecznie pisanie o muzyce to jak tańczenie o architekturze J – dość powiedzieć, że są na albumie Les Flamboyants (jaka szkoda, że nie mają własnej strony internetowej) momenty wręcz magiczne. Od pierwszego słuchania zostawiające na słuchaczu rysę wielkości rowu mariańskiego. Aż człowiek siedzi z otwartymi ustami w zachwycie, że mógł żyć nie znając … na przykład absolutnie genialnego O frondens virga. Gdzie flet Michaela Forma i sopran Marilii Vargas po prostu wbijają w fotel. Kto nie wierzy – niech posłucha… Arcydzieło, na miarę Miserere Allegrego, mimo że to tylko niecałe trzy minutki z sekundami…
