Gdyby rozebrać tytuł albumu na czynniki pierwsze wyjdzie nam, jak specyficzne to sformułowanie. Zestawienie w jednym zdaniu „lamentacji”, a więc biblijnej rozpaczy proroka Jeremiasza nad niedolą narodu żydowskiego, idącego właśnie w niewolę babilońską oraz „renesansu” – czyli odrodzenia w muzyce szesnastego i siedemnastego wieku może lekko dziwić. Humanizm, który zdaje się być sztandarowym hasłem Odrodzenia (powtarzanym zresztą uparcie przez wszystkie encyklopedie) i zarazem prawie holocaustowa retoryka pieśni Proroka Jeremiasza z całą pewnością blisko siebie na półce nie stały. Mało tego, pieśni Jeremiasza bardzie pasowałyby do średniowiecznych, teocentrycznych poszukiwań doskonałości Boga, niż na renesansowe, skierowane ku człowiekowi poszukiwania artystyczne.
Żeby zaś było jeszcze trudniej, to sam renesans w muzyce też jakoś tak trudno zaakceptować zwykłemu zjadaczowi chleba (o ile, załóżmy ambitnie, takowy zjadacz podobne rozterki posiada). Niestety bowiem jest tak, że z antycznych do współczesnych ludziom Odrodzenia (bo o naszych nie wspomnę) czasów przetrwały jakieś mniej lub bardziej zachowane dzieła rzeźbiarstwa (obtłuczone, ale zawsze posągi), malarstwa (potrzaskane skorupy), czy nawet literatury (tabliczki i inne tegoż rodzaju dzieła), to jeśli chodzi o Odrodzenie w muzyce niezwykle trudno będzie dowieść, iż nawiązania do muzyki antycznej wynikają wprost z zachowanych dzieł (brzmienia) z tamtej epoki. O renesansie w muzyce możemy mówić zatem wyłącznie w kategoriach teoretycznych, a i to będzie lekko mówiąc nadużyciem.
Tyle słowem wprowadzenia. A teraz czas na odsłuchiwaną płytę.
Lamentacje renesansowe nagrane przez Huelgas Ensemble pod wodzą Paula van Nevela, a wydane przez Harmonię Mundi (znakomicie jak zwykle – i dźwiękowo, i edytorsko) przynoszą muzykę z jednego strony zróżnicowaną (bo od szkoły niderlandzkiej, przez francuską, włoską, aż po angielską) a z drugiej strony jednolitą stylistycznie, bo opartą o wielogłosowe partie wokalne, skupione w głównej mierze na żalach Jeremiasza.
Ta starotestamentowa treść idealnie odnajduje się w czasie Wielkiego Tygodnia (i tak też jest w kościele katolickim wykorzystywana). Jeremiasz, obserwator upadku Narodu Wybranego piętnował w swoich pieśniach grzechy swoich współplemieńców. Uznania mu to nie przyniosło – nikt nie lubi proroków co to wiecznie wytykają grzechy, nieprawości, rozpustę i temu podobne kwestie, strasząc zarazem gniewem Boga. A że ostatecznie Żydów za takie „prowadzenie się” spotkała kara, to inna sprawa. Jego pieśni jednakże stanowią przykład niezwykłej twórczości: raz, że pisane są niezwykle kunsztownym stylu, a dwa, że wiersze zaczynają się od kolejnych liter alfabetu hebrajskiego.
Do nich właśnie renesansowi kompozytorzy tworzyli na przełomie XVI i XVII wieku muzykę, którą znakomicie interpretują obecnie Huelgas Ensemble. Paul van Nevel przyzwyczaił nas już do niezwykle szczegółowego podejścia do muzyki dawnej. Partie wokalne, zarówno poszczególnych śpiewaków, jak i zespołowe pięknie uzupełniają się wzajemnie: brzmienie poszczególnych głosów splata się w całość, dzięki czemu mamy wrażenie idealnej wręcz konstrukcji harmonicznej. Wyczucie melodii, kolorystyka – wszystko to w śpiewie Huelgas Ensemble działa bez zarzutu.
To nie jest muzyka łatwa. Przebojowa tym bardziej nie jest; raczej trudno oczekiwać, że zostanie nam w uchu jakaś melodia, którą da się nucić w drodze do pracy lub gdziekolwiek. Jednak nie w przebojowości tej muzyki tkwi jej siła. Słuchając lamentacji, ich wielogłosowego bogactwa możemy choć na chwilę przenieść się w czasy renesansu, gdzie w chłodnych nawach katedr, wśród rzeźb i obrazów można kontemplować kruchość ludzkiego żywota i miłosierdzie Boga.
Wymagająca, nie dla wszystkich płyta. Ale z całą pewnością warta uwagi…
