Ensemble Mensa Sonora & Jean Maillet
Na okładce płyty krótka adnotacja: baroque instrumental music at the court in Warsaw.
Aż chciało by się powiedzieć – „… to oni tam też słuchali muzyki? Oprócz naparzania się z szablami, mieczami, czy innym ustrojstwem?” Wygląda na to, że tak…
Z Adamem Jarzębskim spotkaliśmy się przy okazji recenzji albumu Baroque in Poland nagranego niedawno przez Alla Polacca Ensemble. Utwór, który się znalazł na płycie zawierającej muzykę barokową powstałą na ziemiach polskich to właśnie jedna z części Canzoni e Concerti Jarzębskiego. Napisałem wtenczas, że utwór kompozytora z Piaseczna (bo w tej miejscowości w właśnie sprawował on funkcję wójta) to jedna z moich ulubionych kompozycji. I zdania nie zmieniam, przeciwnie, utwierdza mnie w tym album wydany nakładem Arion-Vérany w 1999 roku.
Bo tym razem jednak za muzykę polskiego kompozytora zabrał się Jean Maillet, skrzypek koncertujący między innymi z Herreweghem czy Christiem: jego zespół Mensa Sonora Ensemble słynie z wykonywania tych właśnie „mniej” znanych utworów barokowych kompozytorów, a Jarzębski jest właśnie jedną z takich zapomnianych postaci.
Niestety, takie płyty, jak recenzowana splendoru Jarzębskiemu nie przyniosą. Nie dlatego, że muzyka jest słaba, tudzież kiepsko wykonana. Przeciwnie – ani muzykom, ani ich ostatecznemu dziełu w postaci krążka CD niczego zarzucić nie można. Ta muzyka ma w sobie faktycznie pewien spokój warszawskiego dworu królewskiego (gdzie Jarzębski był muzykiem kapeli królewskiej i zarazem nauczycielem muzyki znanych osobistości ówczesnej Warszawy). Słychać też w kompozycjach mistrza znad Pilicy swego rodzaju zadumę. Coś wybitnie wisi w powietrzu między nutami. Może to jakieś przeczucie, że mimo tego, iż I Rzeczypospolita targana była przez różne zawieruchy, to Warszawa jeszcze przez jeszcze niespełna trzydzieści lat miała pozostać wolna od wojen? Kto wie…
W każdym razie poszczególne części Canzoni e Concerti wywołują niezwykłe emocje w słuchaczu. Drzemią w nich pałacowe intrygi, słychać szczęk szabel na rubieżach Królestwa, niesie się z nich krzyk szlacheckich gardeł, wołających o kolejne przywileje i … wybrzmiewa też spokojne i ciche popołudnie w małym dworku na Mazowszu, gdzie dzieci biegają dookoła i generalnie „…miło dumać wśród dźwięku pszczół nad bytowaniem, czy się zboża wykłoszą, a czy kuśka stanie…” jak śpiewał Jacek Kaczmarski.
Piękna muzyka. Świetnie zagrana. Ale ani krztyny w niej pikanterii, żadnych eventów czy skandali. Mała wytwórnia, muzycy znani tylko pasjonatom – w taki sposób właśnie ląduje się na takim blogu, jak Klasyczna Niedziela. Polecam.
Na koniec – moja ulubiona Berlinesa.