Magnificat in E Flat Major BWV 243A / Cantata BWV 63
Philippe Herreweghe & Collegium Vocale Gent
Nathan Söderblom (1866–1931), arcybiskup z Uppsali, nazwał Bacha „piątym Ewangelistą” bo twórczość kantora św. Tomasza w dużej mierze obraca się wokół treści biblijnych. Ze względu na znaczenie, jakie niemiecki kompozytor nadawał w swojej twórczości słowom Pisma Świętego, większość badaczy jego spuścizny uznała go za komentatora Biblii, a jego kantaty za kazania muzyczne. A to przecież nieprawda. Najtrafniej chyba ujął to Walter Blankenburg, który napisał: „Bach nie był Ewangelistą, lecz sługą Ewangelii. Jego muzyka nie jest źródłem objawienia, lecz glinianym naczyniem wiary”. I na tym pozostańmy.
Nawiązanie do religii nieprzypadkowo pojawia się na wstępie. Jest adwent, za niecałe trzy tygodnie Boże Narodzenie. A muzyka Jana Sebastiana Bacha będzie przewijać się przez te dni za sprawą a to jego kantat, a to oratorium… Miałem zabrać się za kantaty adwentowe najpierw, ale mi się nie udało. I nie ma się co dziwić. Wszystko za sprawą albumu Magnificat wydanego przez Harmonię Mundi jakiś czas temu, na którym Philippe Herreweghe i jego Collegium Vocale Gent wykonują właśnie owe Magnificat, w katalogu BWV oznaczone numerem 243a oraz kantatę BWV 63. To właśnie ona zaczyna album i wręcz nokautuje słuchacza już pierwszymi nutami. Bezwzględnie jest to jeden z tych utworów lipskiego kantora, w których łączą się z jednej strony wyjątkowej urody melodie, a z drugiej dynamika poszczególnych części, będąca wypadkową znakomitej gry orkiestry oraz partii solowych artystów. Całość brzmi perfekcyjnie z naciskiem na zachwycająco, bez zbędnych dźwięków czy przerw: po prostu mistycznie. Zresztą wystarczy posłuchać rozpoczynającej kantatę partii chóru ”Christen, ätzet diesen Tag” – dreszcze gwarantowane. Podobnie w moim ulubionym fragmencie kantaty: „Gott, du hast es wohl gefüget” z absolutnie niewiarygodnym sopranem Carolyn Sampson.
Samo Magnificat, oznaczone w katalogu Bach Werke Verzeichnis numerem 243a to niesamowita perełka wśród kompozycji niemieckiego mistrza baroku. Skomponowana została przez lipskiego kantora w roku 1723 do łacińskiego tekstu pochodzącego z Ew. Św. Łukasza . Prawykonanie miało miejsce w Boże Narodzenie tegoż roku. Co ważne, kompozycja ta istnieje w dwóch wersjach: sam Bach – w latach 1732-1735 – przerobił ją, zmieniając pierwotną tonację Es-dur na tonację D-dur. I ta druga wykonywana jest obecnie najczęściej. Na omawianej płycie Harmonii Mundi znajduje się jednak kompozycja pierwotna. Nie zamierzam jednak porównywać obu wykonań, aż taki szalony to jeszcze nie jestem. Niezależnie od wersji bowiem utwór zachwyca z jednej strony ekscytującym śpiewem solistów (i chóru rzecz jasna) oraz perfekcyjnym, jak to u Herreweghego, brzmieniem orkiestry. Jak dołożymy do tego niesamowite wyczucie melodii, dynamikę i wyciszenie zarazem, to okaże się, że jest na tym albumie cząstka geniuszu Jana Sebastiana, zaklęta w nuty i cudownie odczytana przez muzyków z Collegium Vocale Gent. Bije ona na głowę wszelkie Best Classic …, jakie przy okazji Świąt zalewają półki w sklepach płytowych.
Krótko: to taka płyta, którą – nawet jeśli się nie jest fanem Bacha – warto mieć w swojej kolekcji. Znakomita orkiestra, doskonali soliści, i co najważniejsze zarazem – perfekcyjny dźwięk składają się na bardzo wysoką ocenę, stawiającą tenże album na półce jednej z najwartościowszych płyt z dziełami muzyki klasycznej w ogóle. A że Boże Narodzenie już blisko, warto poszukać tej płytki w sklepach. Nie zawiedziecie się. Dla zachęty – zapraszam tu.