The Raglan Baroque Players
Nicholas Kraemer
Locatelli. Dziwnie to zabrzmi, ale ta znajomość zaczęła się od …. zespołu The Locatelli Trio bo to ich album swego czasu trafił w moje ręce. Jednakowoż owa płytka CD nie zawierała muzyki włoskiego kompozytora, grał na niej tylko ansambl nazwany jego imieniem. Nie posłuchałem też Locatellego zaraz potem – bo najpierw przyszedł czas na concerti grossi… a więc Corelli, Geminiani, Händel, by wymienić tylko tych najważniejszych i dopiero na końcu Freiburger Barockorchester Gotfrieda von den Goltza zagrał mi utwory samego Pietro Locatellego. Uff… okrężną drogą, ale tak to właśnie wyglądało.
Historii jego życia przytaczał nie będę, bo i w Klasycznej Niedzieli i w Wikipedii tego jest pełno. Recenzowałem już wcześniej jego concerti grossi, fakt, że w innym wykonaniu, ale to akurat nie ma znaczenia. Na L’Arte del Violino prym wiedzie Elizabeth Wallfisch, która nieznanym muzykiem nie jest, a na moim blogu też się już pojawiła, za sprawą sonat Geminianiego, którymi zachwycałem się w ubiegłym miesiącu.
L’Arte del Violino, czyli Sztukę Skrzypiec Locatelli opublikował w Amsterdamie w 1733 roku (gdzie mieszkał już jakiś czas). Zbiór ten obejmuje 12 koncertów na skrzypce, smyczki i basso continuo, napisanych przez niego dla … siebie samego, bo wirtuozem tego instrumentu był przede wszystkim. Nie każdy współczesny skrzypek jest w stanie zmierzyć się z tym dziełem, bo wymaga ono sporych umiejętności, czucia instrumentu i wyrazistości w grze. Całe szczęście, że Elizabeth Wallfisch te warunki spełnia idealnie: jej gra na tym trzypłytowym wydawnictwie Hyperionu pomieszanie żywiołowości z ckliwością, swoisty kolaż szybkich i wolnych fragmentów, granych z taką pasją, iż momentami ma się wrażenie, że skrzypaczce rozpadnie się instrument w rękach od tej dynamiki.
Świetne kompozycje w znakomitym opracowaniu – sądzę, że Locatelli, perfekcjonista stawiający na pasję, żywiołowość i wirtuozerię, byłby zachwycony wykonaniem Wallfisch. Jej gra gdy trzeba, oszałamia, gdy to konieczne smuci, dźwięki w razie potrzeby wiją się przyjemnymi serpentynami pomiędzy akompaniamentem pozostałych instrumentalistów. Jest … romantycznie, mimo, iż dzieło, którego słuchamy to przecież barok. Wydawać by się zatem mogło, że ta burza różnych uczuć, jakie artystom towarzyszyć będą na scenie kilkadziesiąt lat później, w wieku XIX, została wręcz sprokurowana przez kompozytorów takich jak Locatelli, dziś wyglądających na ambasadorów nadchodzących czasów. Tworzyli oni muzykę pełną kontrastów, sprawiających wrażenie kaprysów, które można traktować jako odwzorowanie stanu ducha kompozytora. Bez nich pewnie romantyzm w muzyce wyglądałby inaczej. Czy gorzej – tego nie wiem, ale całe szczęście, że nie muszę tego sprawdzać.
Każdy, kto szuka muzyki barwnej, komu barok jest bliski, ale nie gardzi namiętnościami kompozytora i finezją wykonawcy – po to trzypłytowe wydawnictwo powinien zdecydowanie sięgnąć. Wymagająca, a zaraz niezwykle ekscytująca muzyka.
