Gottfried Von Der Goltz & Freiburger Barockorchester.
Gdybyśmy przywiązywali wagę do tytułów i nagród (a nie przywiązujemy), to Freiburger Barockorchester byłby warto polecenia ze względu na dwukrotną nominację do nagrody Grammy w kategorii klasyka (choć to może i żaden wyczyn, poczekajmy, aż zostaną nominowani w kategorii heavy metal). Gdybyśmy zwracali uwagę na narodowość muzyków (a nie zwracamy, bo to już zupełnie byłoby nie na miejscu), to wspomniana orkiestra również zasłużyłaby na rekomendację, bo muzycy z kraju Bacha, Beethovena, Händla czy Telemanna zachwalania nie wymagają.
To na co zwracamy uwagę? Tym razem niech to będzie primo: repertuar, secundo: możliwość zapoznania się z utworami kompozytorów, o których pamiętają dziś jedynie wykładowcy szkół muzycznych, zawodowi filharmonicy i kilku pasjonatów.
Pietro Locatelli (kim był – podstawowe informacje może sobie wyszperać w sieci – co dla wygody uczyniłem), jak przystało na a) znakomitego skrzypka, b) ucznia Arcangelo Corellego, c) włoskiego kompozytora baroku, nie mógł nie napisać concerti grossi. Powstały one podczas jego pobytu w Amsterdamie, gdzie zawitał po kilkuletnich wojażach po Europie. Poczynając od Rzymu, gdzie uczył się u Corellego, przez Mantuę, Wenecję, Monachium, Frankfurt i Berlin. W każdym z tych miast, gdzie dotarł i bawił jednocześnie jako wirtuoz skrzypiec przyjmowany był entuzjastycznie przez publiczność. Osiadł ostatecznie w Amsterdamie, który wówczas jawił się ziemią obiecaną każdej artystycznej duszy. Mimo, że w samym Amsterdamie koncertów publicznych Locatelli nie dawał, mimo, iż nie miał uczniów (prawdopodobnie), to jego cotygodniowe koncerty prywatne w domach cieszyły się ogromną popularnością. Co ciekawe, muzyk występował na nich solo. Primo dlatego, że zazdrośnie strzegł swojej techniki gry na skrzypcach, a secundo, że nie tolerował żadnej obsuwy w grze towarzyszących muzyków. Ciekawe zatem, czy dzisiejsze interpretacje jego dzieł, dokonane przez różne sławne orkiestry i gwiazdy skrzypiec pierwszego formatu przypadłyby mu do gustu…
Skoro już mowa o tych koncertach, to jeżdżę sobie samochodem ostatnio przy tych concerti grossi op. 1 Locatellego. Ma to swoje zalety, bo konsumując każdą ich nutę w miejskich korkach, myślę sobie, jaka to wielka szkoda, że szerszej publiczności nazwisko Locatelli znane nie będzie. Fakt, dzięki temu każdy nowy meloman (sam nie wiem, ale ‘fan muzyki klasycznej’ brzmi jakoś tak byle-jak), albo przynajmniej osoba poszukująca nowych wrażeń, przedzierając się przez barkowe bogactwo różnych kompozycji, stanie nagle przed obrazem stworzonym z naprawdę pięknych dźwięków, ale jednak lekki żal pozostaje. Żal, a właściwie rozczarowanie, że to – czy tego chcemy czy nie – muzyka sterylnych domowych gabinetów, wysmakowanych popołudni i blichtrowego, niezmiennie zadufanego w sobie intelektualizmu. Mam takie wrażenie, że gęba przypięta takiej muzyce przed laty ma się nieźle i wcale nie zamierza odpaść.
A zatem, Pietro Locatelli – Concerti grossi op. 1 -12, Freiburger Barockorchester & Gottfried von den Goltz. Można by rzec, że kto słyszał Corellego, słyszał już wszystko. W każdym razie – po pierwszych przesłuchaniach płyty do takiego doszedłem wniosku. Muzyka zawarta na płycie wydanej przez niesamowitą Harmonia Mundi sytuuje się między Vivaldim a Geminianim, z wyczuwalną, acz subtelną nutą Corellego, pojawiającą się tu i ówdzie. To włoski barok w najczystszej postaci, a że kompozytor dzieła był jednocześnie znakomitym skrzypkiem, to i partie skrzypiec, które prym wiodą w opisywanych koncertach brzmią niesamowicie melodyjnie i elegancko. Ale po kilkudziesięciu przesłuchaniach stwierdzenie „słyszał już wszystko” nie jest już nawet eufemizmem! To bezsensowne porównanie, bo Locatelli zupełnie inaczej „gra” na duszy. Te partie skrzypiec chyba najmocniej przypominają współczesne poczynania gitarzystów muzyki progresywnej (stąd nie ma się co dziwić, że tak mi omawiana muzyka odpowiada). Melodyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyjnieeeeeeee, długo, ciąąąąąąąąąąąągnącym się dźwiękieeeeeeem, a wszystko to pięknie ubrane brzmieniem orkiestry barokowej.
Zaskoczyła mnie ta płyta. Chyba bardziej niż jakakolwiek inna wcześniej. I dobrze, oby więcej takich chwil…
Jak grają?? Wkrótce….