Jan Dombrecht – oboe, Jos van Immerseel – piano
1. Three Romances for Oboe and Piano op. 94: Nicht Schnell
2. Three Romances for Oboe and Piano op. 94: Einfach, Innig – Etwas Lebhafter
3. Three Romances for Oboe and Piano op. 94: Nicht Schnell – Coda
4. Morceau de Salon for Oboe nad Piano op. 228: Allegro Non Tanto – Allegretto – Tempo Primo
5. Grand Sonata for Oboe and Piano op. 5: (Allegro Moderato)
6. Grand Sonata for Oboe and Piano op. 5: Romanze
7. Grand Sonata for Oboe and Piano op. 5: Rondo
8. Mondnacht op. 39 no. 5
Accent 2010
Niebo wzajemnie co dzień jej użycza
Świetnych kolorów swojego oblicza.
Tam, w polu tyle jest kwiecia dla wianków,
Tam, w lasach tyle cienia dla kochanków,
Giaurowska tęsknota za światem nieskalanym ludzką ręką wpasowuje się idealnie w myśli końca października. Zaraz listopad, już to deszcze smagające twarze przechodniów, napierające na parasole wiatry, no i mgły, co skracają pole widzenia mknących śliskimi drogami aut. Listopad, brrr… czas coraz szybciej biegnących ku zimie kurtek i płaszczy, zimowych opon i witryn sklepowych, przypominających o tym, dlaczego ludzie wciąż pamiętają o Bożym Narodzeniu. Słowem – czas depresji. Braku słońca i płonących zniczy. Jak u Schelleya…
Widmem zmarłego przyjaciela
Jest czas miniony.
Struną zerwaną spośród wiela,
Mostem nadziei już spalonym,
Sercem od serca oddalonym -
Jest czas miniony.
Ale ta zmienność nastrojów, ten nie słabnący entuzjazm przeplatany z cierpieniem duszy może być wytchnieniem w ciągłym biegu. Wspomnienia, cyzelowane chwile wśród których przemykają jesienne tęsknoty łakną bowiem właśnie takiej pogody. Jakoś tak łatwiej jest naszej polskiej, romantycznej duszy zwlekać się co ranek z łóżka, i obleczonej w nasze ziemskie ciała przemykać się cicho ku kolejnym nadziejom i miłościom. Bo i przecież rację ma stary Walt mrużąc do nas oko w „Kimże ja w końcu jestem”:
Kimże ja w końcu jestem, jak nie dzieckiem
zakochanym w brzmieniu własnego imienia i powtarzającym je ciągle?
Przysłuchuję się z boku – nigdy mnie to nie nuży.
Podobnie twoje imię dla ciebie -
Czy myślałbyś, że można je wypowiedzieć tylko
na dwa albo trzy sposoby?
Muzyka, która towarzyszy mi dziś od rana jest właśnie taka stęskniona. Gdzieś tam dotknięta ręką schorowaną Fryderyka, bladym jego licem złożonym chorobą zaprawiona. Ten obój, tak bardzo łaknący dawnych czasów niesie wygrywanymi nutami jeszcze zahaczające o barok nastroje, a fortepian, ten znak nowych czasów już wyłącznie przywołuje ku rzeczywistości płochy świat elfów i wróżek, tak cudnie opisanych przez Goethego. Nie chce się jednym słowem nic, i niczego też nie wymaga od słuchacza ta muzyka. Niczego, poza celebrowaniem romantycznych uniesień, wyszukiwaniem ukrytego w codziennych chwilach piękna i chwytaniu życia takim, jakie jest. W takimż aspekcie ta jesień może jawić się nam taką, jak u Keatsa:
Gdzie pieśni wiosny? Gdzież są teraz one?
Nie myśl, nie żałuj, masz muzykę własną
W zmierzchy pręgami chmurek rozkwiecone
Nad rżyskiem w rosie, nim róże dnia zgasną:
Szumią szuwary w komarów lamentach;
Szemrze wiklina, gdy ją wiatr pochyla.
Nim znów zapadnie z westchnieniem w martwotę;
Beczą nad jej strugą podrosłe jagnięta;
Cykają świerszcze i rzewny gwizd gila
Z krzewów za chatą splata się co chwila
Z gwarem jaskółek w górze przed odlotem.
Udany album. Tylko obój Paula Dombrecha (oryginalny, bo triebertowski – czyli z epoki) i fortepian – i to nie byle jaki, bo Erard z 1850 roku – Josa van Immerseela. Oba instrumenty – wbrew powszechnemu mniemaniu – pasują tu do siebie. Zwłaszcza słychać to w utworach Schumanna, gdzie ten romantyczny nastrój wręcz chwyta za serce. Kompozycje mało znane. Dwaj z autorów prawie zapomniani. Ale znakomite wykonanie muzyki plus świetna realizacja nagrań pozwalają zupełnie zatrzeć to złudne wrażenie, że to płyta nie dla każdego. Przeciwnie, to album, który powinien docenić słuchacz wymagający od muzyki tylko tego, by nie była one tłem.
Muzyka i romantyczne uczucia? Na tym albumie wręcz przenikają się one wzajemnie…