Jordi Savall & Wieland Kuijken
Alia Vox 2011
SACD
Pan de Sainte-Colombe. No właśnie. Ponoć na imię miał Jean, choć pewności to nie ma. Geniusz wiolonczeli zafrapował nie tylko środowisko muzyczne współczesnych mu kompozytorów, ale również znakomitości z naszych czasów, tak muzyków, jak i filmowców poszukujących ciekawych (acz pokręconych) postaci do swoich opowieści. Co by tu nie mówić, trzeba przyznać, że Monsieur de Sainte-Colombe nadaje się do tego doskonale: tajemniczość, z jaką rozstał się z dworem królewskim, chwile, jakie poświęcał na doskonalenie warsztatu gry na wiolonczeli, surowość, którą obdarzał swoje dzieci… no i muzyka, niezwykła, wciągająca i przeraźliwie emocjonalna – to wszystko składa się na postać barwną i na tyle niesamowitą, by co rusz szukać kolejnych szczegółów pozwalających odkryć frapujące opowieści z czasów Króla Słońce.
Jordi Savall, hiszpańki muzyk, dyrygent i kompozytor, słynie z takich poszukiwań. Jemu zawdzięczamy muzykę do filmu Tous Le Matins du Monde, on też wraz z Wielandem Kuijkenem nagrał znakomity album Concerts a dieux violes esglades z muzyką de Sainte-Colombe. Nagrywali to partiami, a Alia Vox wydała ostatnio reedycję tamtych albumów w postaci ładnego dwupłytowego digipacku SACD. Świetna szata edytorska, perfekcyjne i klarowne brzmienie. Absolutne mistrzostwo.
Muzyka. Ta – nie jest łatwa. Jeśli miałbym do czegoś porównywać kompozycje Pana de Sainte-Colombe, to wydaje się, że bardziej należy je traktować bardziej jako dźwiękową medytację, niż skoczne kawałki do tańca. Owszem, jest w niej dużo pięknych i nietuzinkowych melodii, każdy właściwie utwór pełen jest wyrazistych ornamentów, uroczo barwiących kompozytorskie poszukiwania autora, ale… na dobrą sprawę to bardziej zaduma nad duszą wiolonczeli, niż przebojowość pomieszana z patosem. Struktura kompozycji sprowadza się do takiego zobrazowania muzyki, by słuchacz miał wrażenie uczestniczenia w próbie opisu wszechświata. Gdzieś wybija się radość, skądś dobiega smutna nuta, gdzieniegdzie usłyszymy znój dnia codziennego – wszystko w jednym celu. Aby osiągnąć za pomocą wioli poziom doskonałości, taki wręcz alchemiczny pierwiastek, swoiste rubedo gry na violi. Temu Pan de Sainte-Colombe poświęcił swoje życie i to właśnie próbują nam przybliżyć panowie Savall i Kuijken.
To taka nocna, skupiona w sobie muzyka. Nuty pełne gracji, nie spieszące się nigdzie, zawieszone między światłem a cieniem. Sympatyczne, choć odrobiną strachu, choć na tyle delikatnego, by nie psuć wrażenia obcowania z czymś naprawdę ponadczasowym. Zasługa w tym wykonawców oczywista. Zarówno Savall jak i Kuijken uzupełniają się tu wzajemnie, prowadząc nas przez lekko zamglone ścieżki przetarte ongiś przez Pana de Sainte – Colombe. Dokąd prowadzą? A to już każdy powinien sobie odpowiedzieć sam…