Jakoś tak się porobiło, że w natłoku różnych płyt, obowiązków, zabaw, prezentów, gier i książek zupełnie zagubiła się płytka, którą zamierzałem wykorzystać w bożonarodzeniowym wpisie. Ale, płyta utknęła gdzieś na półce, święta minęły, dziecko urosło, śnieg stopniał i zdążył spaść na nowo. Choinki już dawno nie ma – miała wytrzymać do Matki Boskiej Gromnicznej – padła przed Sylwestrem. Słowem – było, minęło. Czas ucieka, dziecko ucieka na schody, kot ucieka przed dzieckiem, a muzyka ucieka się do podstępu, by wrócić niby przypadkowo do odtwarzacza.
Album: Nöel (Christmas) wydany przez Harmonię Mundi kilka lat temu w sumie kwalifikowałby się do działu recenzje. Bo mimo, że to taka składanka, to jednak zacna, z konkretnym repertuarem, ładnie wydana i pięknie brzmiąca. Tak się składa, że wytwórnia zrobiła sobie skrót z większego wydawnictwa, wybierając co lepsze czekoladki na ten album. I tak – zaczyna się od jedynej pieśni, której słowa pozostały mi w głowie z czasów nauki języka niemieckiego. Stille Nacht, Franza Grubera w wykonaniu RIAS Kammerchor i Uwe Gronostay brzmi pięknie (zresztą Uwe Gronostay powróci na koniec płyty i po prostu pozamiata, ale nie uprzedzajmy faktów) Ta kolęda jest rewelacyjna w każdym języku (z tych znanych mi, rzecz jasna), a tu na dodatek wykonaniu od razu podwyższa pułap oczekiwań. Dalej – pieśń Heinricha Schütza - Heute Is Christus Geboren w wykonaniu Rene Jacobs i Concerto Vocale. Maestria piękna. I właściwie – by nie wpaść w katatonię z nadmiaru ekscytująco brzmiących przymiotników, używanych na opisanie poszczególnych utworów – tak jest do końca płyty.
Moje ulubione nagrania na tym albumie, to – wspomniana wyżej pieśni Schütza. To absolutnie ponadczasowe wykonanie Concerto da chiesa nr 8 Arcangelo Corellego. Chiara Banchini i jej Ensemble 415 właśnie takimi interpretacjami przeszli do historii. Wreszcie – genialny, niezapomniany, wzruszający i niezwykle czysty śpiew pań z Anonymous 4. Henrykowska pieśni (tak tak, to Henryk VIII Tudor, ten od 6 żon) Grene Growith The Holy – niecałe 4 minuty takich emocji, jakie rzadko, bardzo rzadko zdarzają się w muzyce. Jedno z tych nagrań, dla których warto żyć.
Oczywiście na płycie nie mogło zabraknąć też Jana Sebastiana Bacha. Magnificat anima mea Dominum Collegium Vocale Gent pod Herreweghem to tylko sygnalnie pojawiający się temat (chyba słusznie skądinąd, bo Zwiastowanie to jednak ciut inna data), ale clu programu to kantata na Boże Narodzenie (BWV 122). Oj, dzieje się tam, dzieje.
Całość kończy – jak dla mnie – przedostatni na płycie Uwe Gronostay i RIAS Kammerchor, którzy przecudnie wykonują kompozycję Johna Francisa Wade – Herbei, O ihr Gläub’gen. Cudo.
Zatem. Gdyby ktoś chciał sobie przypomnieć atmosferę Świąt, Narodzenie Jezusa, bądź też po prostu posłuchać dobrej muzyki – proponuję po tę składankę sięgnąć. Można ją jeszcze – za niewielkie w sumie pieniądze nabyć tu i ówdzie. Można i WARTO.