Stefano Montanari, Accademia Bizantina & Ottavio Dantone.
“La Quattro Stagioni” / “La Tempesta di Mare” / “Il Piacere”
O koncertach skrzypcowych Antonio Vivaldiego z opusu 8 było już w Klasycznej Niedzieli. Recenzję znajdziecie tu. Zapowiadałem tam, że tymi sławniejszymi koncertami Vivaldiego (chyba najbardziej rozpoznawalnym i najczęściej nagrywanym dziełem muzyki klasycznej) zajmę się w przyszłości. Ano – skoro owa przyszłość stała się teraźniejszością, to czas sklecić parę słów, które po zamieszczeniu na blogu staną się przeszłością.
Dodatkową okazją ku temu, by zająć się czterema pierwszymi koncertami z opusu 8 jest niewątpliwie wiosna! Wreszcie przyszła. Nie wiem, jak wy, ale tegoroczna zima trochę przesadziła z surowością. Więc wyczekiwałem nadejścia wiosny z wielką tęsknotą. No i wreszcie jest. I od razu lepiej.
Cztery Pory Roku Antonio Vivaldiego to album, który natychmiast z nadejściem wiosny powędrował do odtwarzacza. I na dobrą sprawę mógłby z niego nie wychodzić, bo muzyka nagrana przez Accademię Bizantinę pod dyrekcją Ottavio Dantone jest po prostu niezwykle piękna. Stefano Montanari, grający pierwsze skrzypce wykonuje swoje partie z wielkim pietyzmem. Nie jest to szarpana, wręcz punkowa gra Nigela Kennedy’ego, nie jest to też grzeczna i niezwykle poukładana gra Anne – Sophie Mutter. Również pozostałe wykonania, które mam w swoich zbiorach różną się od tej wersji. Konstanty Andrzej Kulka brzmi … bardziej współcześnie, a Dan Laurin … cóż to po prostu ciekawy eksperyment z orkiestracją partii skrzypiec na flet. Zresztą o wszystkich tych wersjach postaram się coś skrobnąć przy następnych okazjach, więc nie uprzedzajmy faktów.
Co zaś się tyczy omawianego albumu – to kilka słów skreślić trzeba o mniej znanych krewnych pierwszych czterech koncertów. Bo na płycie zatytułowanej „Spór między harmonią a wyobraźnią” oprócz Wiosny / Lata / Jesieni i Zimy mamy również dwa kolejne koncerty z tego cyklu. I nie są to wcale ubodzy krewni sławnych Pór Roku. Oba dzieła, zarówno „La Tempesta di Mare” (koncert nr 5), jak „Il Piacere” (koncert nr 6) to równie wybitne przykłady muzyki ilustracyjnej, perfekcyjnie wypełniające rolę narzuconą im przez kompozytora. Tu również mamy dynamiczny, melodyjny początek, pełniący z jednej strony rolę wprowadzenia do koncertu, a drugiej wprowadzający słuchacza w nastrój wręcz romantycznego uniesienia. Mamy ckliwe (ale w pozytywnym znaczeniu), wręcz liryczne Largo, gdzie snujące się delikatnie między szerokimi planami orkiestry skrzypce przywodzą na myśl sielską atmosferę leśnego duktu lub spokojnie zwieszone w ciszy żagle ogromnej fregaty, wypoczywającej w urokliwej zatoczce przy zachodzącym słońcu. Tak łagodna i rozmarzona atmosfera kończy się gwałtownym, dynamicznym Presto (La Tempesta di Mare) lub Allegro (Il Piacere). I o ile finał koncertu nr 5 sprawia wrażenie kolejnej walki żywiołów (w końcu nazwa Burza na morzu zobowiązuje), to koncert nr 6 pokazuje bardziej „zwyczajny” by nie powiedzieć – leniwe oblicze walki pomiędzy harmonią a wyobraźnią. Piątka jest w tym względzie bardziej skierowana ku wyobraźni, a szóstka ku harmonii. Dzięki temu płyta kończy się spokojnym wyciszeniem i muzyka nie zostawia słuchacza z rozdartym sercem. Można dzięki temu spokojnie zrobić sobie kawę i nastawić kolejną część koncertów ilustracyjnych weneckiego księdza.
Piękna płyta. Na koniec, skoro Wiosna, to posłuchajmy wszystkich jej części w wykonaniu Accademii Bizantiny i Stefano Montanariego. Na początek rozpoznawalne przez wszystkich Allegro, po nim pięknie i spokojne largo i na koniec subtelne, acz urokliwe Danza pastorale. Dyryguje Ottavio Dantone. Miłego słuchania.