Feeds:
Wpisy
Komentarze

Łapmy klimat…

… skoro dziś pierwszy dzień jesieni, to zaczniemy ją od zadumanego Brahmsa. Ckliwie smuci się na skrzypcach trochę zapomniana w Klasycznej Niedzieli Janine Jansen…

Reklamy

Szkic…

… odnaleziono w latach 60-tych ub. wieku w Berlinie. Zawdzięczamy to niemieckiemu muzykologowi Wolfgangowi Plathowi. Te 16 taktów miało kończyć Lacrimosę i … posłuchajmy sobie, jak brzmi. W linku dzieło, które powstało w ramach projektu Magna Opera Sacra (czyli efektu współpracy orkiestry barokowej Arte dei Suonatori z Chórem UZ Cantus Humanus). Krótkie, ale… jak to u Mozarta. Wyborne.

Recital!

Słuchamy i oglądamy, koniecznie.

Taka niedziela…

…na tarasie. Siedzimy sobie…

29 listopada…

img_3131Ten wpis mógłby się ukazać właśnie pod tą datą, ale rzeknę wprost… czekać hadko! Jeszcze długie miesiące do słoty listopadowych wieczorów, a ta muzyka wręcz doprasza się uwagi. Bez względu na pogodę, toć zaczynałem jej słuchać w upale popołudniowych kaw na tarasie, a teraz… nie wiem, jak u Was, ale u mnie, w Wielkopolsce, lipiec zdaje się zapragnął pokazać, że deszcze niespokojne potargały świat. Ech…

Zatem album, o którym właśnie czytacie, dotarł do mnie zupełnie niespodziewanie, po prostu rankiem znalazłem go sobie na stole. Krasnoludków nie ma,  więc ani chybi, to żona 😉 Znalazłem i słucham od jakiegoś czasu nieprzerwanie…

img_3132Kartonowa okładka zawiera bardzo skąpe informacje nt. płyty. Jest wydawca: Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, jest sponsor (widoczny na okładce, więc nie będę wymieniał) i dwóch artystów. Pierwszy to Raul Koczalski, nieżyjący już pianista i kompozytor, uczeń Artura Rubinsteina, Juliana Gadomskiego oraz, a raczej przede wszystkim – Karola Mikuli. Właśnie Koczalskiemu zawdzięczamy otwierającą album słynną interpretację Ballady g-moll op. 23, pochodzącą z archiwalnego recitalu z okazji 138. rocznicy urodzin Fryderyka Chopina. Ów pamiętny koncert odbył się w dniu 21 lutego 1948 w Sali Pompejańskiej Belwederu, a Koczalski zagrał dla publiczności Chopina w sposób, który dziś zwykło nazywać się „historycznym”: na fortepianie Pleyela z 1847 roku! To zresztą jedyne nagranie na instrumencie z epoki, pozostałe ballady (w tym również ballada g-moll) zagrane zostały na fortepianie (nie ukrywam, bardzo lubię jego dźwięk) Steinway przez Wojciecha Świtałę.

Świtała, jako się rzekło uwspółcześnia Chopina. Przynajmniej częściowo, wykonując go na wspomnianym Steinwayu. Gra lekko, przyjemnie, by tak rzec – z wdziękiem. Każda ballada, czy jest to wallenrodyczna g-moll (choć w książeczce do płyty Kamila Stępień – Kutera przypomina, iż Chopin był przeciwny jakiemukolwiek „u-słownianiu” swoich dzieł), czy też świteziowo – świteziankowe (F-dur i As-dur), a na budrysowskiej (f-moll) kończąc, brzmi tajemniczo, łącząc  melancholię z nostalgią, a subtelność z dramatem. Chopinowskie ballady to swoiste opowieści, wiodące słuchacza w harmonię zjawiskowego zestawiania kontrastów: to melodia, ckliwa i romantyczna do bólu, to znów staccato i burza fortepianowych histerii. Ani chwili wytchnienia.

img_3133Piękny to album. Wydany z okazji nabycia przez NIFC w dniu 29 listopada 2016 roku, na londyńskiej aukcji pierwszej strony oryginalnego manuskryptu ballady g-moll. Jest to jedyny obecnie autograf takiej ballady w zbiorach polskich. Zbieżność dat z Powstaniem Listopadowym nie mogła być przypadkowa!!

 

Lato w mieście, cz. 3

A tak namacalnie wyglądało lato w Gdańsku, w kończącym się właśnie tygodniu. Najpierw Jerzego Fryderyka Haendla zagrano nietypowo, bo z wykorzystaniem prawdziwego, niderlandzkiego carillona  a potem… potem dopiero było zachwycająco. Na Mariackiej (a później, w II części, na Długim Targu) zagrali młodzi adepci muzyki klasycznej. I zrobili to w sposób urzekający, aż chciałoby się wołać: chwilo trwaj! Można było posłuchać między innymi wykonanego z młodzieńczą pasją nokturnu cis-moll op. posth., Fryderyka Chopina. WOW!

Ale dla nas… wspomniany Jerzy Fryderyk…

Muzyka z cytatem…

„Jej Czcigodna Wysokość

Najjaśniejszej, której dusza pełna jest doskonałej harmonii, ośmielam się poświęcić przedsmak moich umiejętności skrzypcowych. W tym też pokładam wszystkie moje nadzieje na powodzenie, iż zaszczyci mnie Pani swą najłagodniejszą sympatią. O to zatem, jak i Pani łaskawą opiekę pokornie błagając, kłaniam się głęboko.

Pokorny, Pełny Szacunku i Zobowiązany Sługa.

D. Gio. Antonio Pandolfi-Mealli”

Tak się kiedyś dedykowało „piosenki”. Jakie? A o tym w dziale Recenzje. Zapraszam.

Płyta ze znaczkiem: