Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2010

Wiedeń. Jeśli miałbym mieszkać w dużym mieście, to byłby to Wiedeń. Z jego zabytkami, atmosferą, ludźmi, muzyką. Nawiązanie do stolicy Austrii pojawia się nieprzypadkowo. Wiedeńscy symfonicy z koncertu noworocznego cały czas rządzą w moim odtwarzaczu. Na dodatek David King w swojej książce o konferencji wiedeńskiej z 1815 roku czaruje obrazem stolicy Cesarstwa z przełomu wieków osiemnastego i dziewiętnastego. A dziś od rana na talerzu gramofonu kręci się świetna płyta nagrana przez Nicolaus Harnoncourta oraz Staatskapelle Dresden. Na niej – nic dziwnego – Mozart i jego Serenada D-dur KV 250. Klasyka klasyki. Muzycznie – brzmi to tak…

Idealna muzyka do śniadania.

I anegdota na koniec. Osobistości, koronowane głowy i cała śmietanka towarzyska z początku osiemnastego wieku zjechała na słynną konferencję do Wiednia. Co zaowocowało powstaniem wierszyka, dość zabawnie oddającego prawdę o tamtych czasach. Mówiono tak:

Car Rosji:                            Romansuje za wszystkich

Król Prus:                            Myśli za wszystkich

Król Danii:                           Gada za wszystkich

Król Bawarii:                      Pije za wszystkich

Król Wirtembergii:          Je za wszystkich

Cesarz Austrii:                  Płaci za wszystkich

Miłej niedzieli 🙂

Read Full Post »

Rok … Chopinowski się zaczął. Ale o nim za chwilę. W pierwszej kolejności bowiem muszę napisać o koncercie, do którego obejrzenia zachęcałem w pierwszym wpisie noworocznym. Rzadko ostatnimi czasy zdarzało się, że w Nowy Rok mogłem posłuchać (i obejrzeć) bezpośredniej transmisji Wiedeńskich Filharmoników, grających koncert w Złotej Sali Musikverein w Wiedniu. Tym razem za sprawą pewnych zmian życiowych w 2010 rok weszliśmy jak za dawnych czasów: popijając kawę przy akompaniamencie walców Johanna Straussa. Orkiestrą dyrygował Georges Prêtre – francuski dyrygent zaproszony przez filharmoników do współpracy właściwie dwa razy pod rząd (by wspomnieć tylko znakomicie poprowadzony przezeń świetny  koncert noworoczny z 2008 roku). Muzycznie było znakomicie. Spektaklowo było bardzo przyjemnie. Więc … no cóż, nie byłbym sobą, jakbym się nie przyczepił do czegoś.

Transmisja. Ano ta niestety była taka, że … po prostu była. TVP2 może dostać za nią ocenę „dostateczną” i to głównie dlatego, iż w ogóle przeprowadzono transmisję. Szkoda mi trochę Bogusława Kaczyńskiego, który z nieustającą siłą próbuje zaszczepić w narodzie miłość do muzyki klasycznej, że musi znosić tak fatalną jakość (choć bardziej pasuje tu słowo „jakoś”) telewizyjnego przekazu.  Pomijam tu naturalną głuchotę społeczeństwa; żal mój tyczy się wyłącznie sygnału telewizyjnego, jaki TVP2 przesłała z noworocznym pozdrowieniem miłośnikom muzyki w sobotnie południe 1 stycznia 2010 r. Obraz był jaki był, dźwięk nie lepszy. Więcej się nie da o tym powiedzieć, bo nerwy i zdrowie już nie to i po co się irytować na początku roku. Zżymam się, bo miałem okazję zobaczyć przekaz, jaki widzom i melomanom zza zachodniej – umownie – granicy zaserwowała niemiecka stacja ORF2. Czystość obrazu, jakość dźwięku – wszystko to, czego brak tak bardzo raził w telewizyjnej Dwójce. Nawet … widz mógł sobie wybrać, czy chce słuchać koncertu w stereo, czy też woli dźwięk Dolby Digital 5.1. Napisałbym, że żyjemy w Azji, ale wolę tego nie robić, bo azjatyckie telewizje pewnie wyprzedzają nas i Niemców o lata świetlne…

Jakby tego było mało, to jest jeszcze druga kwestia. Powszechnie jest wiadomo (chcę w to wierzyć i już!), że 2010 rok to Rok Chopinowski. Mija bowiem 200 lat od urodzin naszego wielkiego kompozytora. Z tego też powodu szykuje się w naszym kraju sporo atrakcji. O niektórych już pisałem, a o innych też postaram się co-nieco skrobnąć. Przy okazji zaś koncertów prezentowanych przez Telewizję Polską, to w pierwszym tygodniu stycznia, dokładniej we czwartek 7.01. wystąpił w filharmonii narodowej w Warszawie Lang Lang. Zagrał Andante Spinato, poloneza Es-dur op.22 oraz utwór, którego interpretacja jest po prostu N-I-E-Z-I-E-M-S-K-A. Koncert fortepianowy nr 2 f-moll op. 21 Fryderyka Chopina. Płyta z chopinowskimi koncertami granymi przez Artura Rubinsteina,  zrecenzowana w Klasycznej Niedzieli to mistrzostwo świata – i nigdy nie myślałem, że ktoś te interpretacje może pobić. Zrobił to właśnie Lang Lang na albumie wydanym przez Deutsche Grammophon (który doprasza się recenzję, wiem, wiem!) i na chwilę w Warszawie z tym nieosiągalnym poziomem mieliśmy do czynienia także i my. Zresztą – posłuchajcie mojego ukochanego Larghetto. Na szczęście transmisja nie położyła koncertu całkowicie, ale niestety trzeba przyznać, że pracę realizatora koncertu w zakresie prezentowanego widzom obrazu oceniłbym na taką naciąganą „czwórkę”. Przecież … taki koncert to nie jest wydarzenie z dnia na dzień, przecież przygotowuje się je przez dłuższy czas. Można zatem było pomyśleć o jakichś obrazach, które ubarwiłyby prezentację sceniczną muzyki Fryderyka, a zarazem stanowiłyby piękną reklamówkę naszego kraju. A tak mieliśmy na zmianę rzut na orkiestrę i zbliżenie twarzy Lang Langa. I stąd mały niedosyt.

Żeby nie było tak przygnębiająco – zapraszam do działu Recenzje, gdzie z czystym sercem polecam znakomity album SACD nagrany przez Ottavio Dantone i Accademię Bizantinę dla wytwórni ARTS. Recenzję znajdziecie tu.

Read Full Post »

Anglojęzyczny świat siłą stoi w muzyce. Nie tylko współczesnej. Rock, pop, blues, jazz … doskonale to wszystko wiemy. A klasyka? Ano w niej również mieszkańcy Wysp mają sporo do powiedzenia. Pomijając w tym momencie orkiestry, które wykonują na Wyspach muzykę klasyczną, a skupiając się jedynie na wokalnych ansamblach, można spokojnie potwierdzić owo założenie z początku wpisu. The Sixteen, The Tallis Scholars to tylko dwa zespoły, znakomicie wykonujące wokalną muzykę klasyczną. Pierwsi, pod dyrekcją Harry’ego Christophersa od lat zachwycają nie tylko kompozycjami Thomasa Tallisa, Williama Byrda, Orlando Gibbonsa czy Thomasa Tomkinsa, ale również mniej znanych kompozytorów, jak Lambe, Wylkynson , Cornysh i Davy.

Tallisów, których koncert z Rzymu, z Santa Maria de Maggiore opisywany był już w Klasycznej Niedzieli chyba przedstawiać nie trzeba. Perfekcyjnie wykonujący dzieła Palestriny, Obrechta, Josquina des Pres, Gesualda, że o Gregorio Allegrim nie wspomnę Brytyjczycy pod dyrekcją Petera Phillipsa na zawsze będą już stanowić punkt odniesienia dla każdego nowego zespołu, jaki podejmować się będzie wykonywania muzyki renesansu.

Okazuje się jednak, że od niedawna na scenie współczesnych wykonawców muzyki renesansu pojawiła się kolejna „gwiazda”. Stile Antico. Śpiewacy z Wielkiej Brytanii, których debiut za sprawą albumu wydanego przez Harmonię Mundi stał się wydarzeniem XXI wieku. Jaka to płyta? Cóż, zapraszam do działu recenzje.

A tle niech wybrzmi zapowiedź anielskich głosów – oto fragment koncertu Stile Antico z 2008 roku. Wykonali wówczas „Ego flos campi” Clemensa non Papa. Prawda, że świetnie? Zapraszam do działu recenzje.

Read Full Post »

Oczywiście możliwe jest, że Piekło, w znaczeniu w jakim większość nas myśli – wymyśliliśmy sobie sami. A dokładniej stało się to tak, jak swego czasu w słynnym kawale („… zmarła dusza trafia do piekła, i widzi, że we wszystkich salach wygląda ono inaczej, niż myślała, że tam będzie. Jedni lokatorzy Piekła bawią się, inni piją, jeszcze inni ucztuj i śpiewają – we wszystkich salach radość i zabawa. Poza jedną: w tej ostatniej dusze jęczą, polewają się smołą, obdzierają się ze „skóry” – słowem – zupełne zaprzeczenie wcześniej odwiedzanych pokoi. Pyta więc ów umarlak napotkanego „Diabła” – dlaczego te wszystkie odwiedzone przezeń wcześniej dusze bawią się i cieszą, jak nigdy. Diabeł odpowiada, że tak tu już jest! No a tamci – pokazuje umarlak na tych, co nurzają się w cierpieniu? A tamci – odpowiada Diabeł – cóż, tamci to chrześcijanie – oni zawsze muszą dla siebie coś takiego wymyślić …”

Pozornie ten żart powyżej może wydawać się obrazoburczy i obrażający uczucia religijne. Jednak zanim ktokolwiek rzuci kamień proponuję przeczytać jeszcze tych kilka następnych zdań wyjaśnienia. Z racji tego, że nie miałem zbyt wiele do czynienia z mądrymi tekstami religijnymi, to przyjmuję w ciemno podejście do apokatastazy wyrażone w tym miejscu.

A co to takiego ta apokatastaza? To doktryna religijna, sformułowana w pierwszych wiekach chrześcijaństwa w kościele wschodnim (doprecyzowana przez św. Grzegorz z Nyssy), zgodnie z którą na Końcu Świata będzie miało miejsce powszechne zbawienie, co oznacza ni mniej, ni więcej, że wszyscy potępieni, a nawet Szatan, zostaną zbawieni. Hm, z jednej strony fajne podejście, ale … czy to oznacza, że nie trzeba się w ogóle starać? Trzeba, ale nie przesadzajmy też w drugą stronę.

Niewątpliwie takim przegięciem była zmiana nastawienia do Szatana, Piekła i Grzechu, jaka nastąpiła po potępieniu apokatastazy w VI wieku n.e. na Synodzie w Konstantynopolu. Diabeł, odtąd traktowany jako wizja porywającego dusze ludzkie na wieczność zła, pojawiać się zaczął nie tylko w uczonych religijnych dogmatach, ale także trafił do dziedzin dotąd nie wolnych od szatańskiej ideologii. Mało tego, zaczęto się przejawów szatana doszukiwać w miejscach, których nigdy byśmy o to nie podejrzewali. Literatura, rzeźba, malarstwo, a nawet muzyka. Już nie tylko życie codzienne, ale nawet to, co zawsze cechowało się swego rodzaju swobodą i wolnością.

Groźnie brzmiący tytuł, to dla jednych nawiązanie do muzyki dawnej, a dla innych skojarzenie z muzyką … grupy Slayer. Tak czy siak, można źle trafić. Diabolus in musica to po prostu interwał zwany trytonem czyli odległość między dźwiękami wynosząca trzy całe tony. Przez to w epoce renesansu ten interwał uznany został za dysonans i jako nieprawidłowy był wręcz zakazany (i dlatego nazywano go po łacinie diabolus in musica traktując go jako stworzonego przez diabła). Stąd już blisko do doszukiwania się szatana w książkach, genitaliach rzeźb klasycznych, dekoltach sukien noszonych przez kobiety i tysiącu różnych rzeczy, które przeszkadzały (przeszkadzają) różnym ludziom. „Gdyby mój własny ojciec popadł w najmniejszą choćby herezję, własnoręcznie zebrałbym drewno na stos dla niego” te słowa Giovanni Pietro Carafy – czyli papieża Pawła IV dowodzą, że Pawka Morozow nie wziął się z próżni.

Póki co więc zachęcam do posłuchania muzyki średniowiecznej Guillaume de Machaut. Zawierającej słynny zakazany interwał. W linku jego Ave Maria Grazia pena.

Recenzji płytki nie będzie. Nie na razie. Jeszcze – po tych kilkunastu przesłuchaniach nie wiem, czy warto…

——————————————————————————————————————

A już na koniec ciekawostką niech będzie fakt, że ów „diabelski” interwał stosowany jest do dziś. Również w utworach, które … no zresztą sami zobaczcie ich króciutką, aż dość wymowną listę.

1)     „Black Sabbath” – Black Sabbath (z dedykacją dla młodego Krisa)

2)     „Red” – King Crimson (z dedykacją dla Grzegorza)

3)     „Enter Sandman” – Metallica (z dedykacją dla Agnieszki)

Zainteresowanych wyłącznie Klasyczną Niedzielą odradzam klikanie powyższych linków.

Read Full Post »

… Wszystkim odwiedzającym: Tym, którzy wpadają tu regularnie i dla Tych, co przez przypadek zabłądzą na strony Klasycznej Niedzieli.

Po nocy z utworami, do których sporo z nas by się nie przyznało, że ich słucha, na poranne śniadanie zapraszam wyjątkowo do włączenia telewizora. Symfonicy wiedeńscy, pod dyrekcją Georges Prêtre zagrają bardzo chłodzący zmysły koncert w sali Wiener Musikverein. Jak zwykle poświęcony rodzinie Straussów, jak zwykle z pięknymi walcami. Warto, jak zwykle zresztą …

Program 2 TVP. Zapowiedź 12.05, koncert 12.15.

Miłego popołudnia. I znakomitej muzyki (płyt i koncertów) w 2010 roku. Zwłaszcza muzyki klasycznej.

Read Full Post »