Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Maj 2010

Obejrzawszy ostatnio remake znanego filmu z lat pięćdziesiątych doszedłem do wniosku, że nie powinienem się dziwić wykorzystaniu Jana Sebastiana Bacha jako argumentu za oszczędzeniem rodzaju ludzkiego. „Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia”, bo o nim mowa, zawiera sekwencję, w której Keanu Reeves jako Klaatu zastyga w zadumie słysząc kompozycję właśnie lipskiego kantora. Niewątpliwie muzyka oraz matematyka, to dwa języki, które będą mogły „przełamać lody” w sytuacji, gdy wreszcie natkniemy się na inne cywilizacje. Albo ona natkną się na nas.

Jan Sebastian Bach trafił na zbiór Voyager Golden Record – czyli złoty krążek zawierający m.in. muzykę stworzoną przez kompozytorów na Ziemi. Koncert brandenburski, Preludium i fuga nr 1 czy partita na skrzypce nr 3 to kompozycje, które mają przemówić w naszym imieniu do obcych, gdzieś tam daleko być może mierzących się z własnym losem. Może będą dobrymi ambasadorami, a może nie, dziś trudno cokolwiek na ten temat powiedzieć.

Za to zdecydowanie warto zająć się albumem angielskiego zespołu Trinity Baroque o którym szerzej w dziale Recenzje. Warto się zająć, bo każdy bowiem z utworów zamieszczonych na recenzowanym albumie jest takim właśnie skamieniałym momentem. Takim zatrzymaniem w czasie, jakie Klaatu zaliczył w domu ziemskiego profesora. Zachęcam do sięgnięcia zarówno do recenzji, jak i do samej muzyki. Brytyjczycy śpiewają znakomicie, materiał wybrany na album jest niezwykły (choćby słynne Komm Jesu, komm) a na dodatek całości świetnie dopełnia miejsce, w którym rejestrowana była muzyka. Zresztą, najlepiej opisał to Julian Podger, więc oddajmy mu głos:

„To było niezwykle ekscytujące nagrać muzykę w sercu Saksonii, na obszarze Niemiec, w którym Bach mieszkał i pracował przez całe życie. Nagraliśmy ją w nocy w atmosferze Wenzelskirche, w pięknie odrestaurowanym zabytkowym mieście Naumburg, przy wspaniałym brzmieniu, niedawno odnowionych organów Hildebrandta, na których – jak  wiadomo – grał sam Jan Sebastian Bach. W trakcie trwania projektu byliśmy w pobliżu średniowiecznego zamku Goseck, pracując nad jednym motetem do późna każdego dnia, a następnie nagrywając  go w kościele tej samej nocy. To doświadczenie było magiczne. „

Polecam. Recenzja tu.

Read Full Post »

Tym razem będzie o Majówce 2008 roku.

Dolny Śląsk. Kraina dla zwiedzaczy. Co miasteczko, to ciekawsza historia, co kawałek, to pałac, zamek lub inne zabytki, na stałe wpisane w nasze (choć niekoniecznie polskie) wspomnienia przeszłych wieków. Na majowy (a jakże!) weekend 2008 roku wybraliśmy się w okolice Bolesławca. A właściwie to tylko bazę wypadową założyliśmy w tym mieście, a potem – on the road again…

Kliczków. Nie pamiętam, czy to za sprawą ARTE DEI SUONATORI czy zupełnie przez przypadek trafiłem do tego uroczego miejsca. Położony kilkanaście kilometrów od Bolesławca, we wsi Kliczków zamek, powstały w miejscu dawnej warowni Bolka I Surowego, do końca II wojny światowej był w rękach niemieckiego rodu książęcego zu Solms-Baruth (nawiasem mówiąc, stracili ten majątek w wyniku … nieudanego zamachu na Hitlera dokonanego przez hrabiego von Stauffenberga w 1944 roku). Potem … władza ludowa przejęła i doprowadziła zamek do stanu opłakanego (hasła przodownicze z czasów Polski Ludowej do dziś straszą nad portalami bram). A w III Rzeczpospolitej zamek odbudowano, udostępniając w jego wnętrzach hotel, restaurację, SPA i centrum konferencyjne.  W majowe weekendy odbywa się tam turniej rycerski, co ma swoje dobre i złe strony (zależy, czy preferujemy ciszę czy szczęk oręża w trakcie zwiedzania, a zwłaszcza podczas fotografowania). I… co ważne, podają tam znakomite jedzenie.

Z Kliczkowa nie jest daleko do zamku Grodziec. Jadąc drogą nr 363 z Bolesławca do Złotoryi na miejsce prowadzą drogowskazy, a i z daleka też widać zamkowe wieże, górujące nad okolicą. Dojazd nie sprawia problemów, wejście na górę zamkową również, a widok, jaki z niej się rozpościera, w pełni zrekompensuje chwile zmęczenia, jakie podczas marszu do zamkowych komnat może dopaść niewprawnego turystę. Ze szczytu widać bowiem piękną panoramę Pogórza Kaczawskiego, a nawet – przy dobrej pogodzie – dumnie błyszczące w oddali szczyty Karkonoszy.  Zamek Grodziec to w czasie majowego weekendu również miejsce różnych festynów rycersko – średniowieczno – jarmarcznych; cóż, widać trzeba się uzbroić w cierpliwość i wykazać duże zrozumienie dla tego rodzaju rozrywek, które w różnych historycznych miejscach mogą przytrafić się zwiedzającym. Przeświadczenie o konieczności „animowania” pobytu w takich miejscach jest, jak sądzę silniejsze, niż milczące zadumanie nad dawną świetnością i losem polskich (i nie tylko) dworów i zamków. Grodziec warto odwiedzić również dlatego, że – jak wieść niesie – był to jeden z pierwszych zamków podniesionych z ruin do postaci zabytku przeznaczonego do zwiedzania. Stało się to już w dziewiętnastym wieku, za sprawą ówczesnego właściciela z rodziny von Hochberg. Dziś ten zabytek należy do gminy Zagrodno i jest miejscem, gdzie zdecydowanie warto przystanąć choć na chwilę.

Ostatnie z proponowanych miejsc jest chyba najsłynniejsze i najbardziej oblegane. Jest też do niego dalej, niż do innych wymienionych wyżej zabytków, ale zapewniam, że warto się tam udać. Medialną karierę zamek Czocha k. miejscowości Leśna (bo o niego chodzi, że dodam to gwoli wyjaśnienia, gdyby ktoś nie poznał go na zdjęciu) zrobił dawno temu jeszcze za poprzedniego systemu powszechnej szczęśliwości. Podczas majówki jest odwiedzany licznie. Ale zazwyczaj spokojnie można zwiedzić zamek od środka, sfotografować go z różnych stron, wypić dobrą kawę i przyjemnie spędzić popołudnie. Zbudowany w XIII wieku zamek służył przez lata różnym władcom i rodom, a mimo pożarów, burzliwych dziejów i ostrego zakrętu historii (ostatni właściciel w 1945 roku uciekł przed Rosjanami, wywożąc szereg cennych przedmiotów, które wcześniej od bolszewików zakupił) – zachował się do dziś w bardzo dobry stanie. Poza tym Czocha może stanowić również miejsce wypadowe do zwiedzania pobliskich ruin innych zamków. Można stamtąd dość szybko dojechać do Zapusty, gdzie mieszczą się pozostałości dawnego zamku Rajsko z XIII wieku, albo udać się do odległego o 9 km Świecia, na ruiny dawnego zamku książęcego z XIV wieku. Dwadzieścia kilometrów od Czochy leży Proszówka, a w niej do zobaczenia resztki zamku piastowskiego Gryf z XIII wieku. No i dość blisko leży Podskale z XIII wieku, a właściwie to, co z niego zostało. Aby obejrzeć ten „zamek” trzeba pojechać do Rząsin, jakieś 14 km od Czochy.

Słowem – dnia nie wystarczy. Nam wtedy nie wystarczyło, stąd tylko kilka zdjęć…

Read Full Post »

Od niepamiętnych już czasów nie zdarzyło się, abyśmy tzw. długi weekend (majowy albo inny) spędzili w domu. Tego roku jest inaczej, bo nasza kruszynka Ludwika jest jeszcze zbyt malutka, by znosić podróżnicze fanaberie rodziców. Króciutko zatem powspominajmy sobie nasze przeszłe wyjazdy.

Maj 2009.

Rok temu zwiedzaliśmy Szlak Orlich Gniazd, a właściwie tę najpiękniejszą część Jury Krakowsko – Częstochowskiej, położnej właściwie już u stóp samego dawnej stolicy królestwa polskiego. O zamku Tenczyn było już co – nieco, o pałacu Potockich w Krzeszowicach też, tak samo, jak o Mirowie i Bobolicach. Dziś więc dla wszystkich, którzy chcą zaplanować sobie jakieś miłe miejsca do zwiedzania, proponuję równie urokliwe zakątki, gdzie można na chwilę choć uchwycić w kadrze tchnienie historii.

Skryty gdzieś między wzgórzami Jury, przy trasie nr 94 (jakieś 10 kilometrów od głównej drogi prowadzącej z Olkusza do Krakowa) odbudowuje się zamek Korzkiew (dokładnie znajdziecie go tutaj).  Świetne miejsce na południową kawę. Do dawnej świetności pewnie daleko, ale już to, co wyremontowano budzi szacunek dla przemyślanej działalności obecnego właściciela.

Dalej, przy tej samej drodze nr 94 (i właściwie zupełnie niedaleko zamku Korzkiew), znajdziecie piękny, malowniczo położony osiemnastowieczny dwór rodu Konopków w Modlnicy. Dziś własność UJ można niby zwiedzać (tzn. wejść na teren), ale nie bardzo wiadomo w jaki dzień. Jednak dobre słowo zamienione ze strażnikiem wystarczy, by pobiegać sobie z aparatem po parku utrwalając historię dla potomnych.

I ostatnie miejsce – ruiny zamku Lipowiec w miejscowości Babice. Jadąc z Krakowa do Oświęcimia, drogą nr 780 (trochę nadkładając drogi) możemy zobaczyć ładnie położoną na wzgórzu dawną twierdzę biskupów krakowskich (m.in. słynnego biskupa Jana Muskaty). Zwiedzających czeka wspinaczka na górę, zacienioną drogą, z dala od hałasu, a nagrodą za podejście będzie piękny widok, jaki rozpościera się ze szczytu zamkowej wieży. Za wejście do zamku i na wieżę trzeba zapłacić, ale nie kosztuje to majątku, więc warto. Z góry rozpościera się niezwykle malowniczy widok na dolinę Wisły.

To opis jednego z dni, jakie można spędzić w pobliżu Krakowa. Wszyscy, którzy czują się nużeni hukiem wielkiego miasta, którym przeszkadzają opici Angole (może dziś ich trochę mniej, ale jednak), a chcieliby posmakować historii Polski – nie będą zawiedzeni.

A w następnym odcinku – wspomnienie maja 2008…

Read Full Post »