Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Październik 2010

Pierwszy listopada już za chwilę. Jednak, zamiast tradycyjnie kojarzonej z tym dniem muzyki proponuję na chwilę zadumy świetne koncerty Jana Sebastiana Bacha w wykonaniu rozrywanego na tym blogu ostatnio Fabio Biondiego. Szczegóły w dziale Recenzje pod TYM linkiem.

A oprócz muzyki, taki fragment wiersza naszej krajanki,  idealnie pasujący do pory roku i nadchodzącego dnia. Codziennie przejeżdżam obok domu, w którym się urodziła i to jest właściwie jedyny kontakt, jaki mam z Jej poezją. A szkoda.

Nic dwa razy sie nie zdarza  
I nie zdarzy. Z tej przyczyny
Zrodzilismy sie bez wprawy
I pomrzemy bez rutyny.

Choćbyśmy uczniami byli
Najlepszymi w szkole świata,
Nie bedziemy repetować
Żadnej zimy ani lata.

Gdyby kogoś nurtowało, dlaczego Bach? Ano, bo w Poznaniu właśnie zaczyna się Festival Nostalgia Poznań. A jego głównym bohaterem będzie właśnie Jan Sebastian Bach. Ciekawa propozycja. Można będzie posłuchać, za pomocą bezprzewodowych słuchawek w różnych miejscach publicznych muzyka kantora św. Tomasza. A na zakończenie – 2 listopada w kościele oo. Franciszkanów o godzinie 20.30 wystąpią z programem Morimur The Hilliard Ensemble. Warto!!! Bilety w CIM, po 25 zł tylko!

Read Full Post »

A jakoś tak mnie naszło. Sam się niedawno miotałem między takimi myślami, a czymś bardziej niecenzuralnym. A bo to żeby się ścigać w kwestiach grania muzyki naszego kompozytora? Toż to jakoweś bezeceństwa. Ścigać to się można na basenie, bieżni, tudzież ewentualnie na szosie lub bezdrożu, jak się pomyka na rowerku. Ale w graniu muzyki? łeeeee…

I tak sobie myślę, że jednakowoż wyścigi takie, ino, że na mniejszą skalę robi sobie każdy meloman. Tylko, że w zaciszu domowym. I nie ma co zaprzeczać, że to zupełnie inna kwestia. Przykładem będzie mój dzisiejszy wieczorny „koncert” przy kominku.

Przymierzam się do Mesjasza Jerzego Fryderyka Händla. Jakiś czas już się przymierzam. Oczywiście to jeden z utworów klasyki, które każdy przynajmniej raz w życiu słyszał, choćby nawet nie kojarzył, co zacz diabeł z nim pogrywa. Kto twierdzi, że nie słyszał – proponuję przypomnieć sobie najsłynniejszy fragment – linku uskrzydlające Alleluja (tu w wykonaniu Choir of King’s College z Cambridge). Znane? No jasne…

Zatem, przymierzanie miało konkursowy charakter. Szukając konkretnego wykonania (w sensie takiego, które będzie mi odpowiadało) pożyczyłem kilka płyt.

Pierwsza z nich to Academy and Chorus of St. Martin-in-the-Fields prowadzone przez Neville Marrinera (orkiestra) i László Heltaya (chór). Mesjasz oparty na wykonaniu londyńskim z 23 marca 1743 roku (opracowanie Christophera Hogwooda). Nagrane w … 1976 roku przez Deccę i wydane na płytach CD przez firmę Altaya.

Druga z płyt, to wersja Mesjasza nagrana przez Bach Collegium Japan prowadzone przez Masaaki Suzukiego. Oparta na wersji tekstowej opracowanej przez Charlesa Jennensa z XVIII wieku. Zarejestrowana w The Shoin Women’s University Chapel. Mam słabość  do Suzukiego, więc mimo pozornej obiektywności prowadzi(ł) on w wewnętrznym rankingu. Wydanie BIS-u.

Ostatni ze słuchanych albumów to – jakże by inaczej – Paula McCreesha Gabrieli Consort & Players. Wersja z 1754 roku (Foundling Hospital Version), nagrana na instrumentach z epoki. Wykonanie zarejestrowano w Kościele pod wezwaniem Wszystkich Świętych w Londynie, płyty wydał Archiv.

Ostatecznie… po tygodniowym słuchaniu … z przerwami na Chopina… The Winner is…

No właśnie. Jaki zwycięzca? Przecież nie można ponoć przeprowadzać konkursów (a w każdym razie sporo osób neguje takie coś jak konkurs muzyki klasycznej). To co robimy w takim razie w domowych pieleszach? Wybierając jakieś nagrania kosztem innych?

Georg Friedrich Händel: Messiah (HWV 56)

Już się nie mądrzę. W każdym razie Mesjasz do mnie przyjdzie ze znanego sklepu internetowego (chyba, że znowu mieli go w katalogu ‚na wyrost’ jak niedawno z kantatami Bacha na SACD). Będzie to dla odmiany … Freiburger Barockorchester pod dyrekcją Rene Jacobs. Sam jestem ciekawy, jak brzmi, bo wybrałem trochę w ciemno … Aha, album wydała Harmonia Mundi.

Pewnie, jak już przyjdzie, to posłucham i coś napiszę…

Read Full Post »

… i nie chodzi mi tu wcale o przegraną Lecha Poznań z Manchesterem City. A o koncert laureatów na zakończenie XVI Konkursu Chopinowskiego.

Dalej uważam, że pierwsza nagroda dla Julianny Awdiejewej to nieporozumienie. A jej wykonanie koncertu e-moll to zupełnie nie moja muzyka. Nie mój Chopin. Nie mój koncert.

Dla poprawy nastroju, proponuję najpierw Alfreda Cortot grającego Balladę nr 1 g-moll op. 23.

A teraz – niespodzianka. Na fortepianie gra Vladimir von Pachmann. Pianista (niemieckiego pochodzenia) urodzony w Odessie w 1848 roku (a więc rok przed śmiercą Chopina). Słynął z ekspresyjnych reakcji na koncertach (nadano mu nawet specyficzny przydomek Chopinzee mający być odzwierciedleniem jego wspaniałej gry na fortepianie i … wręcz małpiej mimiki podczas wykonywania poszczególnych dzieł).  Dziś powiedzielibyśmy, że ten sposób prezentacji scenicznej wynikał z chęci autopromocji, co nie wszystkim i wówczas, i dziś się podoba. Ale grał niezwykle, czego przykład poniżej.

Dla nas – jakże by inaczej (niech króluje melodia) zagra najpierw walc cis-moll, op. 64 nr 2.

Szybciej, niż interpretacje, do których jesteśmy przyzwyczajeni, prawda?

No to jeszcze jedno nagranie. Nokturn Fis-dur, op. 15 nr 2. Utwór dedykowany przez Chopina Ferdynandowi Hillerowi.

Pięknie. A tak ten sam utwór grał jeden z jurorów właśnie zakończonego XVI Konkursu Chopinowskiego.

Wspomniany wyżej nokturn Fis-dur op. 15 nr 2 w wykonaniu Adama Harasiewicza. Że to nauczyciel mojego faworyta konkursowego, Ingolfa Wundera to tylko zbieg okoliczności…

Read Full Post »

Zachwycony – delikatnie rzecz ujmując – nie jestem. Oczywiście wyborem Jury XVI Konkursu Chopinowskiego. Trudno, wybrano, jak wybrano, polemizował nie będę.

CordArte

Zamiast tego proponuję sięgnąć do nieznanych mistrzów (znaczy MNIEJ znanych) niemieckiego (choć nie tylko) baroku. Orkiestra (choć to raczej zbyt DUŻE słowo) CordArte z Kolonii nagrała już kilka płyt, ale w moje ręce jako pierwszy trafił album „Musicalische Frühlingsfrüchte” z 2007 roku. Recenzję znajdziecie w we właściwym dziale (dla ułatwienia – LINK).

Piękna, dobrze wykonana, znakomicie zestawiona muzyka. Wyłącznie instrumentalna, pełna obrazów i emocji. Taka, której świetnie słucha się o każdej porze dnia, bez względu na miejsce i czas. Może być praca, albo przerwa na kawę.

Lekko, miło i krystalicznie czysto. Polecam.

Read Full Post »

… bo … setny w tym blogu miał być na temat innego kompozytora (i oczywiście innego dzieła). Ale jak to zwykle bywa, plany planami (wiem, tylko Rosjanie i moja żona działa zawsze wg planu) a rzeczywistość sobie. Dziś sądny dzień, czyli najpierw praca w sądzie, a potem jak zwykle. Ale sąd dziś zgubił akta (jak rozbrajająco powiedział sędzia do koleżanki: „to co Pani Mecenas, wnosi Pani o odroczenie rozprawy? Ukryjemy, że akta zaginęły, a panie w sekretariacie będą niezwykle wdzięczne…”) i mnie nie wysłuchał. Więc szybkie spotkanie w sprawach zawodowych zmieniło się w dłuższą chwilę przy kawie. Potem… skoro dziś TEN dzień, że zmienia się cyferka z przodu (a tak chciałem powiedzieć w sądzie swój „nowy” wiek) obowiązkowo ciasto dla dziewczyn z pracy. A skoro ciasto, to zaraz obok EMPIK… i jak tu nie wejść.

 

Wydanie narodowe: Chopin w SACD (wybrane utwory)

 

A w EMPIKU? Sprawca zamieszania z wpisami na blogu. Jak zobaczyłem na półce album SACD z muzyką Chopina i z TAKIM repertuarem, to aż podskoczyłem z radości. Nie żebym się ostatnio wyżalał w zaprzyjaźnionych sklepach muzycznych, że utwory orkiestrowe Fryderyka traktowane są po macoszemu. A tu proszę – jaka niespodzianka.

Wydane nakładem BeArTonu koncert fortepianowy f-moll, Fantazja na tematy polskie A-dur oraz Andante Spianato i Wielki Polonez Es-dur to prezent dziś dla mnie niezwykły. Płyty co prawda posłucham dopiero wieczorem w domu, ale już nie mogę się doczekać. Na fortepianie gra Janusz Olejniczak, a akompaniuje mu Orkiestra Kameralna Aukso pod dyrekcją Marka Mosia. O samej płycie z pewnością napiszę jeszcze w dziale recenzje, ale dziś spotkała mnie niespodzianka, pierwszej klasy.

Hm, choć… teraz sobie myślę, że wieczorem płyta z całą pewnością będzie miała niezłą konkurencję. W końcu trwa właśnie ostatni etap przesłuchań w tegorocznym konkursie chopinowskim i dziś znowu w TVP KULTURA będą transmisje koncertów fortepianowych. Jak zima w kulturze, to zima, a jak już ruszy – to czasu na wszystko nie wystarcza.

I tak doszliśmy do czasu. A ten dziś… cóż i mnie nie oszczędził. Ileż to lat minęło? Czterdzieści…

Zanim posłucham(y) Janusza Olejniczaka i Aukso Chamber Orchestra, niech zagra dla nas Martha Argerich. Też pięknie…

Read Full Post »

Wielkopolskie pejzaże o poranku...

Może być tylko jedna. 161… lat temu w Paryżu zmarł Fryderyk Chopin. Że wielki to Artysta, wiadomo wszem i wobec. Że wiadomo / nie wiadomo kiedy się urodził – też w wielu miejscach przeczytacie. Na co umarł i z kim był związany – nakręcono nawet o tym film.

Jego muzykę chyba najczęściej wykorzystują hollywoodzcy kompozytorzy ścieżek dźwiękowych do różnych lepszych, czy gorszych filmów. W naszym kraju za to, zamiast popularyzacji tejże, stawiamy Mu pomniki albo nazywamy lotniska czy osiedla. Co to z Fryderykiem ma wspólnego – nie mam pojęcia. Żeby zaś choć jakaś część uczniów wiedziała (potrafiła rozpoznać) choćby pierwsze takty Poloneza As-dur op. 53 … to już zakrawa na marzenie z gatunku s-f. Wyczytałem ostatnio na zaprzyjaźnionym blogu, że … na Islandii prawie każde dziecko chodzi do szkoły muzycznej. I potem Islandczycy są potęgą we współczesnej muzyce popularnej. A u nas? Litościwie nie będę komentował.

Na dziś – skoro zacząłem o Chopinie – polecam lekturę znakomitej i zarazem króciutkiej książki Piotra Wierzbickiego – Migotliwy ton, Esej o stylu Chopina. Czyta się ją niezwykle przyjemnie, w sam raz do kawy i kawałka miodowej babki. Z muzyką w tle.

Próbka na zachętę – z towarzyszeniem Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Narodowej w Warszawie pod dyrekcją Witolda Rowickiego. Rondo a la Krakowiak F-dur op. 14 gra Władysław Kędra. I obiecany tekst:

Styl Chopina to być dżentelmenem w każdym calu. […] To przeczulenie na punkcie niezależności. Inaczej niż Mozart (co to żyjąc ponad stan, płaszczy się przed wierzycielami), niż Szymanowski (co to wmówił sobie, że należą mu się pieniądze od państwa), niż Beethoven (co to sterroryzował Wiedeń i każe sobie płacić, że się z niego, obrażony nie wynosi), nie zabiega o niczyje wsparcie. […]

Dajmy mu więc to wsparcie. Posłuchajmy, jak każe dźwiękom malować zapamiętaną Polskę. Kraj, który wówczas nie istniał na mapie, ale żył w jego obywatelach. Gdy przychodzi wiadomość o wybuchu powstania listopadowego chciałby wrócić. Ale to inne czasy. Więc:

„Wszystkie obiady, wieczory, koncerta, tańce, których mam po uszy, nudzą mię: tak mi tu smętno, głucho, ponuro. Lubię ja to, ale nie w taki okrutny sposób. Nie mogę czynić, jak mi się podoba, muszę się stroić, fryzować, chossować; w salonie udaję spokojnego, a wróciwszy PIORUNUJĘ PRZY FORTEPIANIE”

Zanim zapiorunuje, niech nam zatęskni. Niech rozbudzi ckliwy poranek takimi pasażami, jakie tylko w muzyce Chopina odnaleźć może zagubiona polska dusza.

Część druga Ronda a ‚la Krakowiak F-dur, op. 14. Ten sam skład wykonawców. Miłej niedzieli.

Read Full Post »

Jesienne widoki na...

Jesień nadeszła pełną gębą. Mgła wczoraj i dziś, szron na samochodach i ogrzewanie szumiące ciepłem z kaloryferów. Jesień i tyle. Popołudnia jeszcze przyjemne, aż szkoda je spędzać w murach zakładów pracy.

Muzycznie tej jesieni zrobiłem sobie plany na francuski barok. Jakoś tak się złożyło, że niewiele o nim w Klasycznej Niedzieli się napisało, więc czas to nadrobić. O Couperinie (ale Louisie, a nie Franciszku) wspomniałem przy okazji Kórnickich Wieczorów Zamkowych, o Lullym też chyba słowo się rzekło by okazji kolejnej rocznicy rewolucji francuskiej. A o bohaterze niniejszego wpisu dotąd nie było ani słowa. Więc już się poprawiam.

Moje zaniedbanie względem muzyki francuskiej nie wynika (broń Boże) z jakiegoś uprzedzenia do tego narodu (choć historycznie mogłoby być uzasadnione). Ot, nie moja to wina, że myślisz barok, mówisz Bach (znaczy nieistniejące wówczas obecne Niemcy) albo Vivaldi (znaczy nieistniejące wówczas obecne Włochy). Nie ma co ukrywać, że te dwa nurty wiodą prym w muzyce barokowej. Jednak, jak to już zostało tu wcześniej napisane, Polacy też swoją cegiełkę do pięknego barokowego świata muzyki dołożyli (vide album Alla Polacca Ensemble). Zatem skoro my, tacy zawojowani na przełomie XVII i XVIII wieku potrafiliśmy wykrzesać tyle pięknych dźwięków, to co można powiedzieć o Francji z czasów Króla Słońce?

Marc-Antoine Charpentier to pierwszy z kompozytorów, których tej jesieni grają u mnie w mgliste poranki w domu (i w samochodzie). Jego muzyka: motety i msze, które polecono mi w wiadomym sklepie to jedne z piękniejszych barokowych kompozycji, jakie dane mi było w tym roku słyszeć. Piękne partie solowe, chóry, świetnie wszystko wspierane przez instrumentalistów – czego więcej trzeba?

Zatem, póki co zostawiam was z obrazkami z naszych jesiennych pól i muzyką Charpentiera. Zanim zrecenzuję jego album – posłuchajmy znakomitych Les Arts Florissants prowadzonych przez Williama Christie. Na początek uwertura do opery Acteon. Reszta dostępna w wiadomym serwisie, choć… nigdy nie wiadomo, jak długo. Miłego popołudnia – u mnie za oknem właśnie wyszło słońce, więc jest szansa, że wieczorem będziemy je żegnać podobnie, jak ostatniej niedzieli…

Read Full Post »