Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Listopad 2010

Padło pytanie – za co się zabrać. Odpowiedzi też przyszły. Ostatecznie skończyło się remisem (Bach vs. Biber) ale … z racji tego, że:

1) głosy na Heinricha Ignaza Franza Bibera zostały oddane szybciej,

2) jeszcze Bibera nie opisywałem na blogu,

3) Kompozytor ma na drugie Ignaz, a tak mówili znajomi na Mojego Tatę, który – tu odrobina prywaty – zmarł, licząc do wczoraj cztery lata temu (a taka smutna rocznica mimo wszystko);

4) z związku z punktem 3 to nawet Msza bardziej pasuje…

to w dziale recenzje znajdziecie kilka słów na temat wspomnianej wyżej kompozycji. Jak ktoś nie chce szukać – TU – ma link.

A dla nas niech zagra Jordi Savall ze swoimi chórami i orkiestrami. Heinricha IGNAZA Franza Bibera – Kyrie.

Oczywiście w rekomendowanym przeze mnie wykonaniu. Miłego popołudnia.

Read Full Post »

Cała torba z muzyką. Szkoda, że w ten sam sposób nie można otrzymać „dodatkowego czasu” na jej przesłuchanie. Jakieś sugestie od czego zacząć?

Read Full Post »

Dziś rano, w drodze do pracy Marek Lenert w swojej korespondencji dla Programu III PR przypomniał ponownie sprawę zawalonego przez góry śmieci Neapolu. I skoro padło słowo Neapol, to od razu przypomniało mi się słynne hasło, które dziś można sparafrazować następująco: „poczuć Neapol i umrzeć”.

Skoro zaś mowa o Neapolu, to nie zamierzam pisać o problemie cywilizacyjnym, bo przecież nie o tym jest ten blog. Jednak wywołana do tablicy nazwa miasta przypomniała mi o albumie, którym zasłuchuję się od jakiegoś czasu, a który – za sprawą informacji z wczoraj akurat – tym bardziej ‚gra’ mi w duszy (w ajfonie, w samochodzie, w laptopie i wieczorami w salonie… normalnie aż strach otworzyć lodówkę). Mowa o Concerti Napolitani per Violoncello, którego recenzję znajdziecie TU.

Tam też konkrety przywołanej powyżej wiadomości – choć szczerze powiem, miła to ona nie jest 😦

Read Full Post »

… ale na temat. W zakładce ‚koncerty’ relacja z występu Ingofla Wundera oraz orkiestry Amadeus w Filharmonii Poznańskiej. Zdjęć nie ma, bo fotograf nie zabrał sprzętu, a pracujący na miejscu zawodowiec nie chciał się podzielić (swoją drogą zrobił takie fotki, że aż dziw, iż mu za nie zapłacili). Kupić fotografii do Klasycznej Niedzieli nie kupię tak długo, jak ten blog nie będzie na siebie zarabiał. A że nie zamierzam nim zarabiać, to pewnie nigdy. Pozostaje następnym razem zabrać sprzęt i basta.

Aha, jakby ktoś miał mało wczorajszych wunder-konzert-abendów, to oto link do strony festiwalu chopinowskiego. W zakładce wszystkie występy Austriaka, wystarczy kliknąć sobie u góry wybrany etap konkursu (swoją drogą brawa za udostępnienie tych nagrań).

INGOLF WUNDER NA KONKURSIE CHOPINOWSKIM 2010

A relacja TU

Read Full Post »

Z całą pewnością coś bardzo konstruktywnego. Pójść na koncert Ingolfa Wundera. Szczegóły? Proszę bardzo. A relacja – wkrótce.

INGOLF WUNDER

Data:
21 listopada 2010 r., niedziela, godz. 18:00

Miejsce:
Poznań, Aula UAM

Wykonawcy:
Ingolf Wunder – fortepian
Anna Mróz – dyrygent
Orkiestra Kameralna Polskiego Radia Amadeus

Program:
A. Tansman – Wariacje nt. Frescobaldiego
I.J. Paderewski – Wariacje i fuga (ar. A. Duczmal)
Fryderyk Chopin – Koncert fortepianowy e-moll op. 11

Read Full Post »

Marc-Antoine Charpentier

… czyli wreszcie rzecz o francuskim baroku w dziale recenzje. Trochę mi zeszło, ale wreszcie jest. Pod TYM linkiem.

A czytanie niech nam umila przywołany do tablicy Charpentier. W swoim najbardziej znanym utworze Te Deum w wykonaniu Williama Christie i jego Les Arts Florissants.

Read Full Post »

Andrew Eldritch nagrywając album Floodland (uwaga, to nie jest klasyka, errata, to klasyka, ale nie muzyka klasyczna) stwierdził w swojej szczerości, że owa tytułowa powódź powinna pochłonąć …Francję. I choć owo twierdzenie możemy złożyć na karb specyficznej miłości, jaką darzą się oba narody zamieszkujące dwa wybrzeża Kanału La Manche, to jakby się bardziej wgłębić w tę myśl, to … wiele bym w takim twierdzeniu nie zmienił. Cóż, jakoś specjalnie nie mam ochoty na docenianie osiągnięć Francuzów na przestrzeni wieków. Owszem, zwyciężyli pod Poitiers, ale czy ta bitwa (a właściwie jej skutki) to nie wynik zręcznego pijaru Karolingów ciężko będzie dziś jednoznacznie stwierdzić. Zapiszmy im jednak mały plusik za to.

Późniejsze poczynania Francuzów niekoniecznie już muszą budzić zachwyt. Załóżmy przez moment, że krucjaty były pozytywnym przejawem troski o krzewienie wiary chrześcijańskiej – zatem patrząc przez pryzmat dzisiejszych przynależności terytorialnych to Gotfryd de Bouillon i jego brat Baldwin, którzy zdobyli Jerozolimę (inna sprawa JAK to zrobili!!) byli Francuzami. Właśnie z uwagi na owo „JAK” oraz to wszystko, co działo się po drodze – bilans tego osiągnięcia jest zerowy.

 

Cathedral of Saint-Nazaire, Languedoc-Roussillon, France

 

Niestety słynne „zabijcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich” padło na francuskiej ziemi, a ta, dookoła Tuluzy spłynęła krwią tych wszystkich, którzy kościołowi katolickiemu niekoniecznie chcieli się podporządkować. Że szło bardziej o majątki i ziemię, niż o kwestie dogmatyczne – wyjaśniać nie muszę – tak samo troską o rzekomą wiarę chrześcijańską mogli (i nawiasem mówiąc robili to przecież) tłumaczyć się Krzyżacy na terenach dzisiejszej Warmii i Mazur ( odmawiamy im tego prawa, prawda?). Minus. I to znaczny.

Wyczyny Filipa Pięknego wobec Templariuszy też nie napawają optymizmem. Po dziś dzień lekkie zdziwienie musi budzić zarówno sam zarzut bałwochwalstwa, jak i sposób, w jaki się z zakonem rycerzy Świątyni rozprawiono. No, ale kasa jest kasa, każda wymówka się przyda, byle była skuteczna.  Minus.

Dalej… no już jest coraz lepiej. Pomijając już różne wojny, które zazwyczaj spektakularnie wojska francuskie przegrywały, skupmy się na wspólnej z Polską historii szesnastowiecznej. Książę Henryk, hrabia de Valois, pretendent i ostatecznie król Polski przypominał swoim podejściem do korony polskiej dzisiejszego pretendenta (tak wiem, to zbyt odważne słowo) do gry w piłkę nożną dla Polski . Chciał być królem Polski, dopóki nie napatoczyła się szansa na koronę Francji. Wówczas zmiatał znad Wisły aż się kurzyło. I dobrze, bo to co zaserwował światu jego cudowny braciszek – Karol IX w postaci Nocy Świętego Bartłomieja wcale pozytywnymi myślami nie napawało. A samo zdarzenie niespotykanie mocno przypomina połączenie Nocy Długich Noży i Kryształowej Nocy w III Rzeszy Niemieckiej kierowanej przez małego malarza. Pozostał niesmak, żeśmy sobie takiego Króla obrali (tu ukłon ku tobie Przyjacielu – jak paskudnie można trafić również w preferowanym przez Ciebie ustroju). Minus (i to podwójny).

A potem … Rewolucja Francuska. Swoją niechęć (delikatnie rzecz ujmując) wyraziłem już wcześniej, więc powielał nie będę. Jedyne, co pozytywnie można o tamtych czasach rzec to fakt, że armie Napoleona i jego marszałków zwyciężały jak NIGDY. Za to kapelusz na chwilę zdejmę. Za politykę już nie. Za Somosierrę, Haiti, 1812 i Lipsk na pewno nie. Za „gówno w jedwabnej pończosze”, które tak reprezentowało Francję na Kongresie Wiedeńskim, że dwóch głównych sojuszników Napoleona wystawiło na szafot – zdecydowanie NIE. Mały plusik i tak na oko co najmniej 5 (słownie: PIĘĆ) wielkich minusów.

A dwudziesty wiek to lepiej zupełnie przykryć woalem milczenia – wszyscy wiemy dlaczego i tyle na temat. Minus!

Statystycznie więc nie ma co podsumowywać. No, a ja tak sobie gdybam o tym kraiku i wydawać by się mogło, żem jest uprzedzony wszem i wobec. Eee… aż tak źle nie jest. By zadać kłam takim wrednym twierdzeniom – zapraszam do działu recenzje. A tam Marc-Antoine Charpentier i jego album Miserere / Motets. Uff… tyle słowem wprowadzenia.

Read Full Post »

 

Musica Sacromontana

 

Cytując klasyków: moja mea culpa :). Zachwycam się obcymi kompozytorami, muzyką, zespołami, festiwalami, a … tuż pod nosem mam do czynienia z muzyką wręcz NIEZIEMSKĄ.

W gostyńskim sanktuarium ojców filipinów od kilku już lat odbywają się koncerty pod nazwą Musica Sacromontana. Zaczęło się wszystko od Stowarzyszenia im. Józefa Zeidlera. Mało znany polski kompozytor, który część swojego życia spędził właśnie na Świętej Górze w Gostyniu jest patronem festiwalu. Jego utwory zostały w tymże klasztorze, a że trochę wędrował on po Polsce osiemnastowiecznej, to część dzieł znaleźć można i w Gnieźnie, i na Jasnej Górze, i ponoć nawet w Grodzisku Wlkp. Na stronach internetowych tu i ówdzie przewija się informacja, że nazywa się Zeidlera „polskim Mozartem”. Rany, jak ja nie lubię takich porównań. Bo w sumie nie ma co porównywać. Polski Mozart, polski Messi… jakbyśmy na siłę musieli szukać uzasadnienia, że WARTO takiej muzyki posłuchać. Ech…

A warto zdecydowanie, bez względu na to, czy jest to polski Mozart, polski Haydn czy kogo tam jeszcze sobie wymarzymy. W dziale recenzje opis najnowszej części Musica Sacromontana, nagranej podczas festiwalu muzyki oratoryjnej, jaki odbył się jesienią ubiegłego roku w kolejnej edycji cyklu koncertów świętogórskich. Można sobie posłuchać fragmentów przepięknego, radosnego Requiem Zeidlera oraz niesłychanie ujmującej Litanii Adama Jędrowskiego, kompozytora i organisty kapeli świętogórskiej.

Zapraszam. A kolejne (wcześniejsze) części Musica Sacromontana już wkrótce… Póki co, chwała i wielkie uznanie dla Ojców Filipinów za „przywrócenie do życia” muzyki Zeidlera.

Read Full Post »

Wiem, każdy kiedyś umrze, helloween to grzech, a my powinniśmy myśleć o naszych zmarłych w te dni. I myślimy (przynajmniej ja), ale przecież życie to nie tylko ciągły strach przed śmiercią. Bo inaczej umarłbym ze strachu 🙂

Zatem dla odmiany – proponuję zajrzeć do działu recenzje. A w nim, jak ładnie napisano na innej stronie …

Jedna z najkrótszych, najtrudniejszych do egzegezy, najchętniej czytanych (zarówno w chrześcijaństwie jak w judaizmie) – ale chyba najrzadziej czytanych w kościołach – ksiąg Biblii…
Sto siedemnaście wersetów przesyconych erotyką i namiętną miłością, bez ani jednego bezpośredniego odniesienia do Boga (to jedna z zaledwie dwóch takich ksiąg w całej Biblii!).
117 wersetów, które od wieków bywały nawzajem recytowane przez niejedną zakochaną parę – sprawdzającą czasem z niedowierzaniem, czy to na pewno jeszcze Biblia…

Może nie wszystkie 117 wersów, ale spora ich ilość. Wszystko ubrane w nuty powstałe na przestrzeni wieków, zaśpiewane pięknie przez zespół z Kanady. Proponuję zajrzeć na ICH STRONĘ, gdzie można posłuchać i … ściągnąć sobie utwory z różnych – w tym także z opisywanej przeze mnie płyty.

Polecam sięgnąć choćby po dzieło Orlando di Lasso. Jest tu, wystarczy kliknąć…

Read Full Post »