Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Grudzień 2010

Poczytałem sobie ostatnio zajmującą dyskusję na temat artystki o której głośno od jakiegoś czasu. Mariusz Herma zapodał link, który przekierował mnie na blog pszemcia, skąd dalej przerzuciło mnie do strony Marty Słomki, a stamtąd do artykułu Jarka Szubrychta w Przekroju. Uff… Rzecz szła o Lady GaGa, która prowadzi swoją karierę jak chce, robi, śpiewa i wygląda tak, że jedni się zachwycają, a inni niekoniecznie. Zaś właściwie jedni i drudzy szukają uzasadnienia (dorabiają ideologię?) dlaczego warto lub nie warto tego artysty posłuchać.

Jakoś mam wrażenie, że w toku uzasadniania, dlaczego warto / nie warto słuchać takiej muzyki zapomina się, że docelowym celem wszystkich celów każdego artysty jest pieniądz. Kasa. Dziś pokaźne konto w banku, kiedyś wypchana sakiewka. Tylko to się liczy. Zabiegali o to przed laty kompozytorzy muzyki klasycznej, zabiegają dziś artyści pokroju Lady GaGi.

A na pytanie, czy warto na takiego wykonawcę jak wspomniana Pani Germanotta zwrócić uwagę niech każdy odpowie sobie sam. Gdyby miał trudności, niech zada sobie pytanie dodatkowe. Co byłoby, gdyby Lady GaGa nie stwarzała tych wszystkich eventów. Nie kręciła takich video, nie mizdrzyła się do brukowców i nie ubierała, jak się ubiera. Gdyby siedziała w studio, nagrywała muzykę, ubierała się w rozciągnięte swetry, pantofelki albo inne trepy ze sklepiku No Logo.

Świat się zmienił. Jak mocno? Ano… zobaczcie sami.

W 1706 roku w Mühlhausen zmarł Johann Georg Ahle, syn niemieckiego kompozytora Johanna Rudolfa Ahle. Rajcy miejscy specjalnie nie grymasili – znaleźli następcę tak szybko, jak to możliwe (a było to możliwe, bo ów następca mocno potrzebował pieniędzy). 15 czerwca 1707 roku nominację otrzymał Jan Sebastian Bach. Posada organisty w kościele pod wezwaniem św. Błażeja przyniosła mu podwyżkę i znaczne profity. Jego wynagrodzenie wynosiło bowiem 85 guldenów, 3 miary zboża, 2 sążnie drewna i 6 kop chrustu – jedno i drugie pod drzwi zwiezione, a nadto 3 funty ryb rocznie. Podwyżka znaczna, bo Bach rzucił robotę Arnstadt (za 5 guldenów miesięcznie) i powędrował do Turyngii.

A tak serio – wcale nie zachęcam do słuchania Lady GaGi. Ten wpis, to zapowiedź recenzji płyty z muzyką wspomnianego wyżej Johanna Rudolfa Ahle. Którą znajdziecie jak zwykle TU.

Merian, Matthäus d. Ä. (1593-1650): Mühlhausen/Thüringen

Reklamy

Read Full Post »

Rzecz będzie o wydarzeniach, które zaistnieją już wkrótce. Albo dopiero w przyszłym roku. A, mówiąc szczerze niestety mało prawdopodobne jest, aby udało mi się w nich uczestniczyć.

Najpierw zatem – już za chwileczkę, już za momencik – w Krakowie, 19 grudnia 2010 roku w Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach – Oddziale Muzeum Narodowego w Krakowie, o godz. 18 zaprezentowane zostanie II część Weihnachtsoratorium Jana Sebastiana Bacha w wykonaniu Capella Cracoviensis pod dyrekcją Matteo Messoriego. Druga część, bo pierwsza została zaprezentowana kilkanaście dni temu (5 grudnia br.), a zespołem dyrygował Adrew Parrott. Szczegóły zresztą TU. Specyficzny ów  – fakt – podział oratorium na dwie części (dla przypomnienia – oratorium składa się z sześciu kantat, po dwie na każdy dzień Świąt poczynając od Wigilii) zaadaptowany został na potrzeby koncertów – pewnie się sprawdzi (a z całą pewnością będzie lepiej odebrany, niż gdyby wykonywano dzieło lipskiego kantora w całości).  Kto może – niech biegnie, bo bilety majątku nie kosztują.

Do kolejnego wydarzenia jest trochę więcej czasu. Można zatem zaplanować to i owo, bo jest po czemu. 29 marca 2011 roku w Filharmonii Narodowej w Warszawie wystąpią Huelgas Ensemble z Paulem van Nevelem jako prowadzącym. Wykonają repertuar związany z wielkopostną tradycją chrześcijańską – motety i lamentacje Jacoba Clementa, Jacobusa de Kerle i Roberta White’a. Bilety ciut droższe niż na Bacha z Krakowa, ale warto. Szczegóły TU.

Bliżej zaś odległościowo, dalej zaś terminowo to jeszcze jedno wydarzenie(a) związane z muzyką klasyczną, na które warto zarezerwować sobie czas i środki. W ramach koncertów tzw. Łódzkiej Wielkanocy Muzycznej wystąpią w Łodzi najpierw czeski ansambl Musica Florea (nie znam, nie wiem, nigdy nie słyszałem, ale nadrobię) z Pasją Janową. Data eventu – 18.04.2011 roku,  miejsce: Filharmonia Łódzka, godz. 19.00. A dzień później jedno z moich życzeń na przyszły rok – Sonaty Różańcowe Heinricha Ignaza Franza von Bibera w wykonaniu Sirkki-Liisy Kakkinen z zespołem. 19 kwietnia przyszłego roku, w tejże samej Filharmonii. O godzinie 19.00. Uff… Tyle koncertów i jak tu być na każdym? Kiedyś też trzeba pracować…

Ano, przyszły rok, a zwłaszcza kwiecień w Łodzi zapowiada się cudnie. Bo przecież nie można zapominać o Watersie (bilety sobie grzecznie czekają w szufladzie – co jednocześnie wyklucza bytność na koncercie Musica Florea). Choć … to zupełnie innego rodzaju event…

 

 

Read Full Post »

Wszystko możliwe. Nie będzie to co prawda ostatni wpis, ale tyle muzyki ostatnio dostałem, że właściwie brakuje mi czasu na jej przesłuchanie (o gruntownym odsłuchu, czy opisaniu nie wspomnę nawet). Ale powoli, nutka za nutą, fraza za frazą przedzieram się przez ten gąszcz klasycznych dzieł.

Dziś – Rok z Chorałem Jana Sebastiana Bacha. Oczywiście w wykonaniu Suzukiego i jego chóru. Piękna rzecz – polecam. Recenzja TU.

Read Full Post »

… krótki filmik. Może niektórzy go znają, ale mnie on zawsze wprowadza w dobry nastrój.

Read Full Post »

… padło kilka razu przy ogłaszaniu niby-konkursu na stachanowca. Zacząć nie zacząłem, ale teraz nadrabiam. I od razu na głęboką wodę – Bach solo na skrzypce to rzecz dla mnie zupełnie nowa. Inna. Czy ciekawsza – to akurat możecie sprawdzić w dziale Recenzje.

Dostałem do posłuchania album CD. Ale z radością skonstatowałem, że TACET wydało również te nagrania w postaci SACD. Sam jestem ciekawy, jak wpłynęło to na brzmienie płyty. Jak uda mi się ten album zdobyć – nie omieszkam nanieść suplementu. Do recenzji i do tego tego wpisu.

Na YT nie ma niestety Paula Florina (jeszcze), ale jest równie świetny Arthur Grumiaux. Partita No. 1 in B minor, BWV 1002.

 

 

Read Full Post »

… tyczyć się miał dzisiejszej recenzji. Ale nie zdążyłem, więc zapodaję dziś w raz ze stosownymi linkami.

The Tallis Scholars

A recenzja TU.

Read Full Post »

… takiej muzyce, o jakiej jest niniejszy wpis. Słucha się jej zazwyczaj w miejscach, które – choć ze śniegiem raczej nie mają wiele wspólnego – to jednak zmuszają (podobnie jak śnieg) do zwolnienia codziennego sprintu za niewiadomym. Ba, nawet okazuje się najczęściej, że ten cały bieg jest nic nie wart, bo gdy człowiek się poślizgnie (raz, a skutecznie) to wszystko, cała rzeczywistość zmienia swoją perspektywę na taką, jakiej nie zamierzaliśmy oglądać.

I jak już wpadniemy (w śniegową zaspę / w taką muzykę / w tamten Inny Świat) okazuje się, że choć te nuty / ten świat / śniegowy puch był z nami od dawna, to jednak wszystko jest już jakieś inne. Chłodne. Zimne. Krystaliczne. Nieziemskie.

 

Read Full Post »

Older Posts »