Feeds:
Posty
Komentarze

Archive for Kwiecień 2011

Solidarni z Japonią – album z kompozycjami Fryderyka Chopina. Co się stało w Japonii w marcu br. – wszyscy wiedzą. Że Japończycy za Chopinem przepadają – też nie jest to tajemnicą. Że muzyka klasyczna popularna nie jest (ani w Polsce, ani w świecie) – specjalnie przekonywać nikogo nie muszę. Że płyty CD są za drogie… itd.

CD wydany przez Universal Music Polska pod patronatem Prezydenta RP ma szczytny cel. Środki uzyskane ze sprzedaży tejże płyty zostaną przekazane jako pomoc dla dzieci, które ucierpiały w trakcie katastrofy 11 marca 2011 roku. Cieszymy się, Vincent? Cieszymy się…

Ale… no właśnie. Mam mieszane uczucia. Żeby tylko w jednej kwestii, to jeszcze nie zawracałbym głowy. A jeśli jest tych wątpliwości więcej? To milczeć nie nada…

Primo, jakoś mi ten Chopin nie pasuje na finansowanie takiej akcji. Płytka sprzedawana jest w naszym kraiku, więc może lepiej jednak byłoby sprzedać coś bardziej „pop-ularnego”? Co zapewniłoby znacznie większy napływ potrzebnej wspomnianym dzieciom gotówki. Chopin się średnio nadaje na takiego event-mana, który ściągnie tłumy do kas w marketach i zapewni konkretny dopływ waluty. Bo o nią przecież chodzi, a nie o „zaszczytną” ideę, która poza tym, że ładnie wygląda – nic konkretnego wspomnianym dzieciom nie przyniesie.

Secundo: sam dobór materiału. Owszem, jak rozumiem, że Chopin, że nasi Artyści tak sami z siebie przekazali swoje prawa autorskiej majątkowe do owych nagrań. Ale … no właśnie: skoro to ma kupić potencjalny Kowalski, to można by było dobrać tak materiał, że ów statystyczny nasz rodak choć raz byłby w stanie wysłuchać tych nagrań. Że niby wysłucha? Ha, akurat. Może, jak będzie w dobrym humorze to wytrwa przy Polonezie As-dur op. 53 (bo to jeden z tych „kawałków” Chopina, które niektórzy mogą skojarzyć), ale reszta? Nie ma mowy…

Tetrio: apropos słuchania. Niestety płyta nie powala swoim dźwiękiem. A właściwie to czasami wręcz powala, ale w przeciwną stronę. Szumy w niektórych utworach, słaba dynamika, szkoda, wielka szkoda, że z takim „luzem” wydawca podszedł do kwestii. Nawet mój odtwarzacz w samochodzie wychwytuje różnice, a to przecież żenujące Sorry (ups, miał być SONY). Pewnie to można wytłumaczyć tym, że to płyta dla każdego. Hm, jeśli tak, to … patrz punkt pierwszy…

Tyle plusów ujemnych. Dodatnich też jest trochę, choć przyćmiewają je zupełnie wady tego wydawnictwa. Ale, żeby nie być gołosłownym, to podam też coś w drugą stronę. Pozytywnie z pewnością odbiera się etiudy grane przez Janusza Olejniczaka w pierwszym etapie VIII konkursu chopinowskiego, choć to własnie one szumią jak diabli. Mazurki, grane przez Adama Harasiewicza (nauczyciela goszczącego w Klasycznej Niedzieli  Ingolfa Wundera) to też spora zaleta. No i … otwierające album nagranie mojego ulubionego chopinisty – Krystiana Zimermana. Jego wykonanie ballady g-moll op. 23 to absolutnie mistrzostwo świata. Tak piękne nagranie, że choćby dla niego warto ten album kupić. Zwłaszcza, że pieniądze kosztuje żadne…

A jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości – zapraszam do posłuchania. Gra zwycięzca IX Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina: Krystian Zimerman (a obrazki to mój ogród i moja wieś).

I na koniec ostatnia sprawa. Żenujące, a właściwie niesłychanie idiotyczne są komentarze internautów w stylu: fajne, ale nie kupię, bo to płyta pod patronatem Komorowskiego… Jakimż trzeba być kretynem, by napisać tego typu komentarz w sieci. A wierzcie mi, niemało ich znalazłem. Ech…

Read Full Post »

Średniowieczna asceza dostępna od ręki. Wystarczy sięgnąć po album z muzyką, którego recenzję znajdziecie TU. Dziś nazywamy taką muzykę ambientem. Rzadko zahacza on o melodyjność, posługując się plamami bardziej, niż wyrazistymi liniami melodycznymi. Recenzowana muzyka blisko takiego właśnie podejścia się sytuuje. Co prawda pianistka, transkrybując nagrania Hildegardy z Bingen na fortepian z melodii nie zrezygnowała, ale sposób jej podawania, stopniowanie napięcia i budowanie nastroju właściwie przywodzi na myśl podróż przez puste przestrzenie kosmosu.

Nic w tym dziwnego w sumie. Skoro muzyka Hildegardy wymyka się do dziś wszelkim klasyfikacjom, przypominając nam zarazem, że to, co nieodgadnione każdego z nas czeka na końcu ziemskiej drogi.

Śpiewać wraz z Aniołami na chwałę Pana? Śpieszmy się ćwiczyć nasze głosy. A kto nie śpiewa, nich próbuje zagrać. Tak pięknie, jak Marie-Louise Hinrichs…

Read Full Post »

Za życia uznawany był za wielkiego kompozytora. Urodził się w rodzinie weneckiego kupca i producenta papieru (niniejszym dedykuję ten wpis i muzykę, do której odsyła Przyjacielowi pracującemu w tej samej branży), miał ten zakład po ojcu objąć, ale przekazał jego prowadzenie braciom, samemu zajmując się dalej komponowaniem muzyki. Jego sława, i idąca za tym dochodowość pozwoliły mu przezwyciężyć kryzys finansowy, w jaki popadła jego firma i dzięki temu oprócz komponowania zasłynął również prowadzeniem szkoły śpiewu w Wenecji.

Jego kompozycje znano i grywano w znanych wówczas centrach kultury, jakimi były Amsterdam i Londyn. Wzorował się na nim Jan Sebastian Bach, który kopiując jego utwory wykorzystał kilka tematów do napisania niektórych swoich fug. Bach zresztą wielokrotnie dawał do zrozumienia, jak bardzo ceni tego kompozytora i być może część jego popularności po latach wynika właśnie z rekomendacji wystawionej onegdaj przez kantora kościoła św. Tomasza.

Potem Bach uległ zapomnieniu, a nasz kompozytor zaległ w Bibliotece Drezdeńskiej, której Amerykanie i Brytyjczycy (oraz Polacy też) nie oszczędzili w lutowe noce 1945 roku. Bacha odkopał wcześniej Felix Mendelssohn – Bartholdy, a … now właśnie – czas zdradzić o kim mowa – Tomaso Giovanniego Albinoniego odkopał Remo Giazotto wespół z Herbertem von Karajanem (ulubionym dyrygentem Adolfa Hitlera nawiasem mówiąc) i obaj dziś odbierają należną im cześć jako znakomici kompozytorzy baroku.

Płytę z koncertami Albinoniego znajdziecie w linku w dziale recenzje. A poniżej, w innym niż recenzowane – wykonanie słynnego koncertu nr 2 d-moll na obój. Polecam.

Read Full Post »

Antonio Vivaldi napisał kiedyś taki koncert  na flet i orkiestrę. W tonacji D-dur, przynależny do op. 10, trzeci w kolejności i oznaczony sygnaturą RV 428. Potomni znają go pod nazwą „Il Gardellino”. Rudy ksiądz pewnie nie spodziewał się, że ta nazwa zainteresuje po latach muzyków, grywających w różnych słynnych orkiestrach i po stworzenia wspólnego zespołu, stanie się oficjalnym jego określeniem. Orkiestra Il Gardellino to grupa powstała w 1988 roku, a jej członkowie to muzycy takich słynnych orkiestr, jak Amsterdam Baroque Orchestra, La Petite Bande, L’Orchestre des Champs-Elysees i Collegium Vocale Gent. Nagrywają dla belgijskiego Accentu, co oznacza, że raczej małe prawdopodobieństwo, iż trafią do sprzedaży w „wielkich” (załóżmy na chwilę, że takowe one są) naszych sklepach płytowych. Cóż, samo życie…

Zresztą, co to dużo przyganiać – ja też accentowych albumów nie posiadam zbyt wiele. Ale jak już posiadam, to akurat mam taką płytkę naprawdę wartą polecenia.

Johann Friedrich Fasch, uczeń innego Johanna (Kuhnaua – o nim też już było w Klasycznej Niedzieli) był właściwie rówieśnikiem Jana Sebastiana Bacha. Uczęszczał do szkoły mieszczącej się przy kościele św. Tomasza, tej samej, w której Bach wykładał (choć to chyba zbyt wielkie słowo) – no dobrze: nauczał śpiewu nieszczęsnych alumnów, z rzadka potrafiących spełnić pokładane w nich nadzieje słynnego Kantora. Z wielu książek wiemy, że Bach miał o swoich uczniach złe zdanie.

Czy uczył Fascha – raczej nie sądzę, ale jego kompozycje znał, często kopiując je dla potomności. Skoro kopiował poszczególne dzieła Fascha – by ocalić je dla potomności – wydaje się to wystarczającą rekomendacją, by takiego albumu posłuchać.

No dobrze, zapytacie – a co te dwa akapity powyżej  mają wspólnego ze śniadaniem niedzielnym? Ano, sporo. Bo ta muzyka jest taka miła, lekka i przyjemna, melodyjna i zwiewna zarazem, że idealnie się do towarzystwa podczas niedzielnego śniadania nadaje. Na dodatek Accent się postarał i nagrał album w wersji wielokanałowej na płycie SACD. Czegóż więcej chcieć?

Il Gardellino grają znakomicie. Dźwięk jest przejrzysty, dynamiczny, dający wyczuć selektywnie poszczególne instrumenty. Słowem – perfect!.

Poniżej próbka możliwości muzyków i kompozytora. Koncert D-dur na dwa flety, dwa oboje, dwa fagoty, skrzypce i basso continuo.

Miłego śniadania 🙂

Read Full Post »