Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Sierpień 2011

Plan (a moja żona jak Rosjanie, nic nie robi bez planu) był taki, że Fertöd, pałac Esterhazych odwiedzimy we środę, 3 sierpnia). Próbowałem co prawda we wtorek rano zmienić trasę wycieczki i zamiast do Wiednia wybrać się właśnie do owego węgierskiego Wersalu, ale mająca głos decydujący małżonka stwierdziła, że planów się nie zmienia o poranku i … pojechalim do Wiednia.

Zatem na Fertöd miał przyjść czas następnego dnia.  Jednak wykończeni kilometrami przemierzonych chodników (mimo całych tych udogodnień – następnym razem zabieramy do Wiednia rowery), zmęczeni upałem i zwłaszcza NADMIAREM ludzi ustaliliśmy, że środa zamiast wyjazdowa, będzie basenowo – leniwa w naszym miejscowym Lipót. Dzieci szczęśliwe, rodzice odprężeni, uff…

We czwartek lało, i dobrze, bo nasza starsza latorośl pochorowała się przejściowo, więc – nie żebym nie był nerwowy – na pałac Esterhazych zaczynało brakować czasu. Na szczęście jednak piątek przywitał nas cudowną pogodą, słońcem, fotograficznymi chmurami i pełnią zdrowia wszystkich wycieczkowiczów. Zapakowaliśmy się do auta, koncerty Haydna powędrowały do odtwarzacza i hajda przed siebie.

Szczegółów bytności w siedzibie węgierskich książąt oszczędzę wam. Nie dlatego, że składają się nań jakieś złe wspomnienia – po prostu zbyt wiele trzeba by napisać o tym i o owym. A ani to miejsce, ani czas. Dość powiedzieć, że obecnie pałac Esterhaza jest w remoncie. Kończą odnawiać elewację ogrodową (co widać na załączonym zdjęciu), rozgrzebane są roboty (ale posuwają się, trza to przyznać) w jednej z bocznych galerii, no i we wnętrzu pałacu też więcej niż połowa pomieszczeń nie jest udostępniona zwiedzającym. Myślę, że 2-3 lata. Tyle pewnie potrwa doprowadzenie tego pałacu do stanu świetności. A są jeszcze zabudowania pałacowe (na szczęście przysłonięte przez drzewa i zarośla parkowe), którym też wizyta ekip remontowych i konserwatorskich by się przydała. Niestety, tak cholerna komuna nie tylko u nas nabroiła aż nadto…

Żeby jednak nie było tak minorowo – poniżej panorama od strony wejściowej. Robi wrażenie…

A w dziale recenzje – koncerty Józefa Haydna nagrane przez La Divina Armonia. Zapraszam.

Reklamy

Read Full Post »

Pamiętam swego czasu, jak Tomasz Beksiński stwierdził, że nie pojedzie więcej na wakacje. Bo tłok, bo standard gorszy niż w domu, bo spoceni turyści, bo piszczące dzieciaki i cała lista innych powodów, które mogą skutecznie zniechęcić kogokolwiek do zwiedzanie tych czy tamtych miejsc wartych odwiedzenia. Zamiast takich męczarni, można sobie obejrzeć film lub reportaż na National Geographics lub Discovery i spokoju delektować się cudami natury lub dziełami stworzonymi przez człowieka. Może i miał rację, ale wg mnie sporo przy tym tracił. Wspomnienie o tym naszło mnie przy okazji  naszego tegorocznego wyjazdu wakacyjnego nad Neusiedler See, czy Jezioro Nezyderskie w Austrii. To właśnie tam spotkały mnie owe nieocenione korzyści, jakich pewnie nie osiągnąłbym siedząc comfortably numb w fotelu przed telewizorem. Jakie korzyści – już wyjaśniam.

Plan na przedostatni dzień wakacji był prosty. Pojechaliśmy zwiedzić węgierski pałac Esterhazych w Fertöd. Wyjazd został skoligacony z muzyką klasyczną rzecz jasna –  a to za sprawą Józefa Haydna, który właśnie tam, przez prawie 30 lat, w latach 1761 – 1790 tworzył swoje symfonie i koncerty. Do wyjazdu się oczywiście przygotowałem, zabierając ze sobą kilka płyt wiedeńskiego klasyka, trochę – znając niespecjalne przygotowanie Węgrów do języka angielskiego – poczytałem o samym pałacu, o księciu Esterhazym, no i Haydnie i …ani się nie spostrzegliśmy, jak dojechaliśmy na miejsce. Jednak na opowieść o Fertöd i Haydnie przyjdzie jeszcze czas – a teraz szybko przenieśmy się 30 kilometrów dalej, do Podersdorf am See, małego miasteczka nad Jeziorem Nezyderskim, gdzie nasyceni klasycznym przepychem „węgierskiego wersalu” zjechaliśmy na obiad.

Podersdorf, położony wśród winnic przywitał nas austriackim porządkiem, … węgierskim gulaszem i niespodzianką, którą zafundowała mi córka. Stało się to tak.

Szukaliśmy knajpki, gdzie można by zjeść miło, smacznie i niedrogo (ceny w ojro, więc raczej że będzie tanio to nie  liczyliśmy, ale mieliśmy nadzieję, że jedzenie nie będzie tak marne, jak ongiś podczas naszej wyprawy do Saksonii). Od knajpki do knajpki, oglądając karty dań i … lokalnych win dotarliśmy w sumie nad samo jezioro. A tam okazało się, że … nasza najmłodsza pociecha zgubiła swoją butelkę z herbatką. A to już poważny problem. No to dzieciaki zostały z mamą w restauracji, a ja poszedłem na poszukiwania, zyskując jednocześnie zezwolenie na zakup paru dobrych butelek wina do domowej winoteki. No i tak idąc szlakiem odwiedzonych restauracji, zahaczając o winiarnie wszedłem do sklepiku, gdzie przywitała mnie muzyka klasyczna. No tu mnie mieli! Ciężko było się dogadać, bo ja po niemiecku Ich weiß nicht (nie rozumiem, czemu się nie śmiali) a oni po angielsku to niekoniecznie (albo niechęć, albo duma… bo w brak umiejętności nie chce mi się wierzyć). W każdym razie mając tysiące win do wyboru, muzykę barokową w tle mogłem się zupełnie zatracić, a przecież … dziecko czekało na butelkę z herbatką. Więc nie spędziłem tam tyle czasu, ile chciałbym, ale i wino, i coś jeszcze stamtąd wyniosłem.  Owa wartość dodana, za którą nie zapłacisz żadną kartą (znaczy się – zapłacisz, ale najpierw musisz wiedzieć za co, a to nie takie proste) to muzyka Romanusa Weichleina. O której szerzej w recenzji…

Ps. Wina były pyszne, ale kupiłem ich za mało i wszystkie się już wypiły 😦

Read Full Post »

Dotarła do mnie jakiś czas temu – prze urlopem paczuszka z koncertami DVD z muzyką klasyczną. Króluje na niech Bach, oczywiście Jan Sebastian, choć jest tam też miejsce na innych kompozytorów. Pomyślałem więc, że powoli będę te koncerty sobie opisywał, zwłaszcza, że niewiele ich dotąd zrecenzowałem.

Stąd najpierw Magnificat się w Klasycznej Niedzieli  pojawił, a wczoraj zabrałem się za odsłuchiwanie i oglądanie Pasji Janowej kantora św. Tomasza. Jak mi poszło – możecie przeczytać w dziale Obrazki z wystawy.

Na dziś miałem nadzieję zmierzyć się z kolejnym dziełem, ale … zupełnie nagle, bez zapowiedzi zaatakował mnie Claudio Monteverdi. Fakt, że ze zwykłych CD, ale za to każde z nich to albumy wydane przez OPUS 111. Genialne brzmienie i jeszcze lepsze wykonania. Poniżej fotka, … cóż sam nie wiem, co najpierw włożyć do odtwarzacza.

Read Full Post »

…nie sprzyja siedzeniu przed telewizorem, ale gdyby akurat wam pogoda nie dopisała (o co nie jest zbyt trudno w te wakacje) tudzież gdyby dopisała, ale moglibyście poświęcić kilkadziesiąt minut nicnierobienia na oglądanie i słuchanie dobrej muzyki – to zapraszam do działu Obrazki z wystawy, gdzie można zapoznać się z recenzją DVD z muzyką klasyczną (dokładniej – TU)

Szczegóły na temat tego, co to Magnificat, kto to Bach, Kuhnau, czy Koopman można sobie wygooglać, jakby co 🙂

Read Full Post »

Nie przegapić! Nie szukać wymówek, nie spraszać gości, nie wyjeżdżać na wakacje – tylko jechać. Koniec września i początek października br. to kolejna – szósta już edycja festiwalu Musica Sacromontana.  Poniżej – program koncertów. Wstęp na koncerty – bezpłatny 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A we właściwej zakładce – recenzja albumu Musica Sacromontana II zawierającego utwory nagrane w dniach od 4 do 9 października 2007 w Bazylice na Świętej Górze w Gostyniu.

Read Full Post »

Już w najbliższą niedzielę kolejny koncert z cyklu Muzyka z Kórnika. Tym razem, w ramach VII letniego festiwalu czeka nas koncert z nutką patriotyzmu – w sumie nic dziwnego, zważywszy, że dnia następnego – czyli 15 sierpnia obchodzimy nasze Święto Wojska Polskiego w rocznicę słynnego zwycięstwa nad bolszewikami.

Zapraszamy na najbliższe wydarzenie: Koncert Patriotyczny.

Arboretum, 14. sierpnia, godz. 18.00. Wystąpią:

Monika Mych – sopran

Kwartet Aulos:

  • Karolina Porwich – flet
  • Mariusz Dziedziniewicz – obój
  • Krzysztof Mayer – klarnet
  • Dariusz Rybacki – fagot

W programie:

F. Chopin Mazurek B

F. Chopin Życzenie

F. Chopin Śliczny chłopiec – sopran

Żal (Etiuda E-Dur) – sopran

****

St. Moniuszko Pieśń Wieczorna

St. Moniuszko Krakowiaki

St. Moniuszko Gdybym rannym słonkiem – sopran

***

L.Różycki Walc Caton – sopran

R Stolz Brunetki Blondynki

H. Wars Miłość ci wszystko wybaczy sopran

***

Tryptyk Wojenny

„Czerwone Maki” – sopran

***

H. Kuźniak Vabank

W. Kazanecki Walc Barbary(Noce i Dnie) – sopran

Polka Dziadek

Cóż, do zobaczenia…

Aha, gdyby ktoś przy okazji nastawiał się (bo ma być ładna pogoda na zdjęcia kórnickiego zamku, to zawiadamiam, że rozpoczął się remont elewacji frontowej, wobec czego zamek przykrywają od przodu … rusztowania 😦 Niestety nikt u nas nie potrafi – jak np. w Austrii – przykryć owych rusztowań ładnym obrazem remontowanej fasady. A przecież można tak, jak niżej…

Aha, wstęp na koncerty jest bezpłatny, gdyby ktoś pytał…

Read Full Post »

… trochę mi się zebrało zaległości. Mozartowa recenzja była już gotowa do załadowania przed urlopem, ale brak czasu na wklejenie okładki albumu spowodował odłożenie publikacji na czas wyjazdu. Zwłaszcza, że miało się to zgrać w wizytą w stolicy Austrii, a Mozart, wiadomo, klasykiem wiedeńskim jest. Niestety fatalny dostęp do sieci na urlopie spowodował kolejną zwłokę i tak minęła 1/3 sierpnia.

Zatem, by nadrobić stracony czas – zapraszam do działu recenzje, gdzie poczytać można sobie o wspomnianym Mozarcie, nie stroniąc przy okazji od Bacha. Co prawda – nie Jana Sebastiana, tylko Johanna Christiana, ale zawsze Bacha.

Poczytać można zatem o … muzyce, której fragment znajdziecie we wspomnianej zakładce recenzje. Zilustrowany kilkoma wiedeńskimi fotkami, których nie mogłem sobie onegdaj odmówić…

A Haydn i Weichlein? O nich już wkrótce…

Póki co – niech zagra dla nas Gerrit Zitterbart, króciutkie Andante di molto z sonaty fortepianowej z op. 5,2 Johanna Christiana Bacha…

Read Full Post »

Older Posts »