Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Wrzesień 2011

było. Jest. Będzie. Zapraszam. Gdzie – o tym wkrótce, jak dojadę do domu. A na razie – mały anons bez zdradzania szczegółów (no prawie bez zdradzania, bo to w sumie cytat).

Jesień 2011

Nie zabrałem ze sobą nawet koncertowego garnituru. Chopina uczyłem się z płyt, które mama przywiozła kiedyś z Warszawy. Zaledwie trzy lata studiowałem pianistykę w Moskwie, wyjazd na konkurs traktowałem jako atrakcyjną wycieczkę zagraniczną, szczytem marzeń było dla mnie przejście do II etapu. Kiedy okazało się, że mam grać w finale wpadłem w panikę. W Domach Towarowych Centrum nie było garnituru, który by na mnie nie wisiał. Towarzystwo im. Chopina wynajęło więc krawca, który w ciągu doby uszył mi garnitur z czarnego aksamitu. W nim ku swojemu przerażeniu, ja chłopiec z dżungli, wygrałem I nagrodę.

Read Full Post »

…wczoraj na Szlak Orlich Gniazd. Na chwilę, bo po pracy, więc ani czasu, ani przestrzeni zbyt wiele nie stało. Ale – dojechałem gdzie chciałem i choć pogoda mogłaby bardziej dopisać (słonko zaszło i nici ze zdjęć w podczerwieni), to jednakowoż warto było. Choćby dlatego, by nie siedzieć w tym paskudnym hotelu.

Gdzie byłem? Cóż, wskazaniem niech będzie legenda herbowa:

Herb ten się w Polsce urodził: bo gdy Bolesław Krzywousty z Prusakami wojował, rycerz Dołęga nazwany, herbu Pobóg, z boku z zasadzki, wodza Pruskiego wojska, tak dobrze z kuszy ugodził, ze go z konia zwalił i z życia wyzuł; czym przestraszeni ludzie jego, snadniej potem od Polskiej szabli porażeni zostali. Za tę przysługę od Króla do ojczystego herbu swego, wziął strzałę w przydatku, a herb od imienia jego Dołęga nazwany. Mnie się zda, że starszy ten herb od czasów Bolesława Krzywousta: bo dobrze za panowania jego, już tego domu familianci w senacie zasiadali. Niektórzy przydają, że herb Niezgoda, od Dołęgi wziął swoje początki.

Obecni właściciele właśnie takim herbem się pieczętują.

Udane popołudnie. Słońce, choć za chmurami – przygrzewało, muzyka – Anonnymous 4 pięknie się do zaokiennych widoków komponowała, ruch na drogach niewielki (bo to lokalne dróżki były) – przyjemnie, miło i historycznie. Czyli tak, jak prawie lubię najbardziej. Prawie? No cóż, byłem sam niestety…

Read Full Post »

…rządzi! Rulezz, ponad wszystko! Nawet Chopin i jego jesienne kolorowanie specjalnie nie stanął w szranki – owszem, podobało się w Antoninie, ale muzycznie nadal przeważają średniowieczne polifonie.

W dziale recenzje zatem kilka słów o albumie nagranym przez śpiewaczki z Anonymous 4. O muzyce z własnie trzynastego i czternastego stulecia, którą na chwałę Matki Boskiej wykonywano przed laty w kościołach chrześcijańskiej Europy. Tak niezwykłej, że ani czas ani przestrzeń nie może dlań stanowić ogranicznika. Posłuchajcie – bo warto:

Read Full Post »

oficjalny plakat festiwalowy

No i XXX Międzynarodowy Festiwal Chopin w barwach jesieni za nami. Ani się obejrzeliśmy, już koniec września, ogień w kominku coraz częściej płonie, jesień zaczęła się już na całego, choć kalendarzowo jeszcze lato.

Niedzielne popołudnie w Antoninie, na galerii drugiej pałacu Radziwiłłów powitało nas lekką duchotą i zdecydowanie zbyt ciepłym powietrzem. Uradziliśmy wówczas, że najprzyjemniej byłoby po prostu wykupić miejsca w pałacowych pokojach na czas festiwalu; wówczas oprócz naszych pięknych pań oraz muzyki można by się uraczyć kieliszkiem dobrego Prosecco dla ochłody (pomysł Grzegorza J ). Niestety, z realizacją pomysłu trza będzie poczekać… i to nawet nie do przyszłego roku, a dłużej, aż ta moja mała dzikuska dorośnie.

Nie trzeba natomiast czekać na relację z koncertu Janusza Olejniczaka. Wystarczy kliknąć link do działu koncerty. A Chopin? Niech nam zagra w tle delikatnie i letnio…

Read Full Post »

Przyznaję, że nie oglądam telewizji, ostatnio też nie czytam żadnych gazet ani onetów (jakoś mnie mierzi wszechobecne klakierstwo mediów i cynizm mizdrzących się polityków), więc jakoś umknęła mi podana we czwartek informacja, że 15 września 2011 roku, w wieku 87 lat zmarła Regina Smendzianka, polska pianistka, znakomita wykonawczyni muzyki Fryderyka Chopina. Karierę rozpoczęła jeszcze przed II wojną światową, ale jej najważniejsza część przypadła na okres powojenny. Jej muzyka w moim domu i … w Klasycznej Niedzieli wybrzmiewa co i rusz, za sprawą właśnie owych chopinowskich płyt ze złotej serii Polskich Nagrań / Muzy. I to jest właśnie taki Chopin, jakiego lubię: poetycki, ale nie pretensjonalny, liryczny ale nie nudny, dramatyczny ale zarazem na tyle delikatny, że miało się wrażenie, iż to specjalnie dla nas ta go zagrała.

Ech, dziękuję, Pani Regino.

Read Full Post »

HIP. Owy, pojawiający się od czasu do czasu termin określający poszukiwanie autentyzmu wykonawczego w muzyce może być kolejnym słowem – kluczem, które kreuje a nie opisuje rzeczywistość. Jest bowiem całkowicie prawdopodobnie, że zwolennicy i przeciwnicy historically informed performance stając w szranki wzajemnych oskarżeń (choć przeciwnicy HIP są raczej w odwrocie, przyznaję) tak zapalczywie bronią swoich okopów, że sama kwestia muzyki schodzi na plan dalszy.

Argumenty przytaczane przez strony są różnorakie, przytaczać ich nie zamierzam, ale wydaje się, że zgodność co do jednej kwestii między obozami można jednak wynegocjować: gdzie to jest możliwe – tam warto próbować wykonywać muzykę klasyczną w miarę możliwości zgodnie z pierwotnymi założeniami.

No właśnie: owe pierwotne założenia. Z tym – zwłaszcza w odniesieniu do muzyki dawnej bywa krucho. O ile bowiem jeszcze jako tako, za sprawą gutenbergowskiego wynalazku opisy technik wykonawczych muzyki barokowej pozwalają się odkryć na nowo, o tyle … muzyka średniowieczna, zwłaszcza ta z ciemnych wieków wczesnego chrześcijaństwa pozostaje (i pewnie się to szybko nie zmieni) w znacznej mierze oparta na domysłach i poszlakach. Nie istnieją bowiem dokładne traktaty, jak chorały ambrozjańskie czy starorzymskie powinno się wykonywać. A skoro nie istnieją, to… nasza próba ich odtworzenia, oparta na analizie różnych wskazówek pośrednich, zawartych w innych dziełach (niekoniecznie muzycznych) będzie li tylko próbą, swoistą interpretacją.

Prawdziwa muzyka dawna bowiem nie istnieje. To czego słuchamy, to tylko nasze o niej wyobrażenie.

Ok, tyle wprowadzenia, pogmatwanego i specjalnie nie wgłębiającego się w problem. Celowy zabieg, gdyż muzyka, jaką anonsuje najłatwiejszą nie jest. Ba, moim zdaniem to jedna z najtrudniejszych  muzycznych podróży w czasie i przestrzeni, z jaką było mi dane się spotkać. Oto anons do działu RECENZJE, a poniżej próbka muzyki. Oba linki – tylko dla odważnych.

Read Full Post »

Miałem w planach inną muzykę, ale tak się ostatnio porobiło, iż nagle wrócił do mych łask box Bach Collegium Japan z najlepszymi płytami tegoż ansambla nagranymi dla BIS-u. Wrócił, bo … primo przyjacielowi zachciało się rzucić na głęboką wodę klasyki za sprawą … wiolonczeli. Zrobiłem zatem szybki rachunek sumienia, co ja tej wiolonczeli mam w swoich zbiorach (wyszło nie za wiele, fakt) ale to co mam, akurat świetne jest (choć jakoś zapomniałem o tym albumie – hańba mi!) no i koncerty wiolonczelowe Carla Philippa Emmanuela Bacha same wpakowały się do odtwarzacza. Sekundo, jakby tego było mało – w sieci pokazała się informacja, że w Poznaniu wystąpią Arte Dei Suonatori z koncertami w cyklu Sturm und Drang (o czym pisałem już tu). Bach / burza i napór / wiolonczela – co tu dużo gadać: skoro są przyczyny, to skutek musiał być jeden. Przeczytacie o nim w dziale recenzje.

A jak już będziecie czytać – niech wam się muzycznie Burza i napór jak najlepiej kojarzy…

Read Full Post »

Już w najbliższy czwartek, w Ostrowie Wlkp. koncertem Orkiestry Filharmonii Poznańskiej rozpocznie się XXX Międzynarodowy Festiwal „Chopin w barwach jesieni”. Tradycyjnie koncert otwierający ma miejsce w sali Ostrowskiego centrum Kultury, po czym przenosi się do Antonina, gdzie muzyka Fryderyka wybrzmiewać będzie do niedzieli. Na wszystkich koncertach być nie mogę, ale na niedzielnych recitalach Janusza Olejniczaka (18.09. godz. 17.00) i Dang Thai Sona (tegoż dnia, ale o godz. 19.00) oczywiście być zamierzam.

Cały program znajdziecie TU

A już w następnym tygodniu – 23 września w piątek w Auli UAM zagrają Alexis Kossenko i orkiestra Arte Dei Suonatori. W programie:

Carl Philipp Emanuel Bach (1714-1788)

1. Symfonia Es – dur Wq 179 (Prestissimo, Larghetto, Presto)

2. Symfonia e – moll Wq 178 (Allegro assai, Andante moderato, Allegro)

3. Koncert fletowy G – dur Wq 169 (Allegro di molto, Largo, Presto)

Franz Joseph Haydn (1732- 1809)

1. Symfonia D – dur nr 15 H.1/15 (Adagio – Presto – Adagio, Menuetto – Trio, Andante, Presto)

2. Symfonia e – moll nr 44 „Trauer” H. 1/44 (Allegro con brio, Menuet: Allegretto (Canone in diapason) – Trio, Adagio, Finale)

Bilety jedyne 30 zł do nabycia przed koncertem (z doświadczenia wiem, że zawsze są dostępne).

I jakby tego było mało, w sobotę 24 września br., na Świętej Górze w Gostyniu rozpoczyna się kolejna odsłona festiwalu zeidlerowskiego Musica Sacromontana (o czym zresztą pisałem więcej TU). Zapowiada się – cudnie.

Read Full Post »

 Recenzji nie będzie. Przynajmniej nie w stosownej zakładce. Założyłem sobie bowiem  kiedyś, że znajdą się tam tylko rzeczy warte polecenia. Żadnych wpadek, pomyłek,  prezentów dla wroga i temu podobnych rzeczy. Jednak przestrzec muszę. Skoro już  sam wpadłem w sidła, które na siebie zastawiłem, to może i lepiej, jak was spróbuję  uchronić przed popełnieniem podobnych błędów.

Żeby nie było – to nie jest tak, że ja nie lubię opery. Nawet ich kilka posiadam i od  czasu do czasu nawet słucham. Lubię też sobie od czasu do czasu niezobowiązująco  zapodać wybrane arie operowe wykonywane przez znanych i lubianych  śpiewaków, a i trza rzec, że kilku z nich całkiem polubiłem. Jak choćby Annę Netrebko, rosyjską divę  operową, której – może nie kibicuję – ale z całą pewnością słucham z zaciekawieniem  od kilku lat.

Zatem w odruchu słabości do pięknej Anny naszła mnie chęć … na jej najnowsze  dzieło. A Tribute To Pergolesi. Co prawda zdziwiło mnie, że … rzuciła się na takie  szerokie wody, ale … co tam, głos ma piękny, prezencję też, więc powinno się jej udać.  Nabyłem i … po pierwszym słuchaniu osłupiałem. Jak śpiewał Shakin’ Dudi opakowanie pierwsza klasa, zaszokowało całkiem mnie… pięknie wydany album, wytwórnia też zacna, bo Deutsche Grammophon, artyści niby niczego sobie i taki… zwiędły kwiatek w efekcie. Płyty bowiem słucha się źle. Niestety wyraźnie w muzyce Pergolesiego ujawnia się przepaść, jaka dzieli dziewiętnastowiecznie i dwudziestowieczne opery od barokowych klejnotów. A śpiewaczki operowe od solistów wybrzmiewających w muzyce Bacha, Händla czy Buxtehudego. Po włożeniu płyty do odtwarzacza miałem wrażenie, że mam do czynienia nie ze smutnym, żałosnym utworem tragicznie zmarłego włoskiego kompozytora, ale z kolejnym dziełem Giuseppe Verdiego, podczas prezentacji którego Netrebko stroi miny jak kurtyzana i miota się po scenie epatując gestami i mimiką zupełnie nie przystającą do powagi utworu (wspieram się tu przebitkami zawartymi na bonusowym DVD). A na dodatek – wpadając w te swoją – ciekawą na swój sposób manierę lascalową, zupełnie zatraca ducha właściwej kompozycji Pergolesiego. Oj, nieładnie, bo utrata precyzji, tak wyraźnie słyszalna w poszczególnych częściach Stabat Mater  po prostu razi. Nakładając na to współcześnie brzmiącą orkiestrę (niezwykłe, jakby ostatnie kilkadziesiąt lat w klasyce się nigdy nie zdarzyło) – oto mamy obraz muzyki, która niestety tylko udaje barokową.

Dawno nie trafiła mi się tak słaba płyta. Co tu dużo mówić – wystrzegać się jej trzeba i tyle. Szkoda, że Anna Netrebko sprawiła ją sobie na czterdzieste urodziny…, ba, szkoda, że poważyła się na nią w ogóle…

A jak – cóż, w końcu musiałem kupić słabą płytę…

GIOVANNI BATTISTA PERGOLESI (1710–1736)
Nel chiuso centro
Cantata for soprano, strings and continuo
1. Recitativo: Nel chiuso centro ove ogni luce assonna
2. Aria: Euridice, e dove sei?
3. Recitativo: Sì, che pietà non v’è, se a me non lice
4. Aria: O d’Euridice n’andrò fastoso
ANNA NETREBKO soprano

Sinfonia to the sacred drama
Li prodigi della divina grazia nella conversione
e morte di San Guglielmo duca d’Aquitania
for strings and continuo
5. [Allegro assai e spiritoso]
6. Andante
7. Allegro

Questo è il piano
Cantata for contralto, strings and continuo
8. Aria: Questo è il piano, e questo è il rio
9. Recitativo: Oh, dolce tempo!
10. Torna, torna a Cocito
11. Aria: Se nel dir son menzognero
MARIANNA PIZZOLATO contralto

Stabat Mater
for soprano, contralto, strings and basso continuo
12. Duet: Stabat Mater dolorosa
13. Aria (soprano): Cuius animam gementem
14. Duet: O quam tristis et afflicta
15. Aria (contralto): Quae moerebat et dolebat
16. Duet: Quis est homo qui non fleret
17. Aria (soprano): Vidit suum dulcem natum
18. Aria (contralto): Eia, Mater, fons amoris
19. Duet: Fac ut ardeat cor meum
20. Duet: Sancta Mater, istud agas
21. Aria (contralto): Fac ut portem Christi mortem
22. Duet: Inflammatus et accensus
23. Duet: Quando corpus morietur – Amen

DVD: Wywiady, fragmenty nagrań ze studia.

Read Full Post »

… mówiły słowa piosenki i owo chodzenie, zaobserwowane w ostatni piątek na mojej wsi dało mi przyczynek do wspomnień z czasów studiów. Dawno dawno temu (hehe), na pierwszym bodajże roku studiów pracowałem na „cieciówie” (no, nie była to taka, jak na zlinkowanym zdjęciu, ale niemniej jakaś była). Miałem tamże – choć to eufemizm kolegę z pracy – Świadka Jehowy. I choć niby wyznanie to w sumie nie miałoby znaczenia, jednakowoż doceniałem, iż mógł on przyjść do pracy w święta, w które akurat  ja chciałem mieć wolne (ot, zaleta różnych schizm).  A dlaczego się mi ów znajomek przypomniał – o tym na koniec.

Wracając do mojej pracy i znajomego – czasami spotykaliśmy się na jednej zmianie i … po kilku godzinach milczenia w końcu jednak dochodziło do jakiejś konwersacji. Acz z niechęcią, co potwierdzam, bo rozmowa i tak ostatecznie zawsze schodziła na tematy religijne. No ale cóż robić – człowiek bez pracy to nie człowiek, a człowiek bez poglądów to donosiciel – trza było stanąć w Okopach Świętej Trójcy i swojego zdania bronić. I jak pamiętam: kiedyś zeszło nam na plagi i wojny. Na gadanie o tym, że czas się kończy, że to, że tamto i owamto. O późniejszych zdarzeniach plagowo – wojenno – tragicznych nie wspominając. Trafił jednak swój na swego, bowiem o ile zindoktrynowano mojego kolegę odpowiednio do dyskusji z takim zwykłym człekiem, znającym się na historii z filmów o Westeplatte, książek Sienkiewicza i obrazów Kossaka, o tyle na mnie było ciut za mało. Pamiętam, że jak wyłożyłem mu kiedyś, przy odrobinie czasu historię wojny trzydziestoletniej to jednakowoż trochę nim wstrząsnęło, że mimo takich znaków na niebie i ziemi, a zwłaszcza na człowieku – świat się jeszcze nie skończył. No – dalszego ciągu opowiadania nie będzie – życie potoczyło się dalej i nie mam pojęcia, czy moje wywody cokolwiek w jego przekonaniach zmieniły.

Wojnę zaś trzydziestoletnią, schizmy i temu podobne kwestie wspominam, bo w ostatni piątek Świadkowie Jehowy zawitali również na moją ulicę. Ale, chyba musiałem już wcześniej zrobić nieprzyjemną minę, może kiedyś niegrzecznie acz stanowczo się odezwałem – dość powiedzieć, że zahaczyli o sąsiadów i nawet nie spojrzawszy w moją stronę – uciekli z powrotem bez próby nawiązania kontaktu. Może więc ktoś im przekazał moje zdanie sprzed lat (nie sądzę, choć… kto wie, kto wie…), może rzeczywiście musiałem im kiedyś okazać chłód własnego oblicza (też nie uważam – ja w sumie miły człek jestem), a może… wystraszył ich Heinrich Schütz, dobiegający z głośników właśnie sprzątanego na wyjazd weekendowy samochodu. Kto wie…, kto wie…

Apropo Schütza – to ostatnie dni przyniosły moją ponowną atencję ku jego Muzyce Sakralnej. Do poczytania w związku z tym TU, a do posłuchania małej próbki – poniżej.

Read Full Post »