Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Listopad 2011

No idą. Nie sposób nie zauważyć. Ale – oprócz tych wszystkich oznak, które działają nam na nerwy, przeszkadzają i generalnie wywołują sporą niechęć są też plusy dodatnie, jak mawiał jeden nasz prezydent. Są bowiem wydarzenia, które przy okazji Świąt Bożego Narodzenia najczęściej mają miejsce i … właśnie za dwa dni będzie miało miejsce jedno z nich.

Otóż, już pojutrze, we środę, 30 listopada 2011 roku, w Poznaniu, w Kościele oo. Franciszkanów na Górze Przemysła o godz. 19:00 wystawione zostanie najsłynniejsze oratorium Jerzego Fryderyka Haendla – Mesjasz.

Wykonawcy:
Kirsten Blaise – sopran
Daniel Cabena – kontratenor
Richard Edgar-Wilson – tenor
Marc Labonnette – bas
Martin Gester – dyrygent

Chór Maîtrise de Bretagne (dyr. Jean-Michel Noël)
orkiestra Arte dei Suonatori

Bilety taniutkie, bo 20 i 30 zł, do dostania w CIM-ie oraz przed koncertem (na godzinę przed koncertem!).

Zachęcam, powtarzając dziś zasłyszane zdanie „…Mesjasza zawsze warto zobaczyć…

Read Full Post »

Johann Friedrich Fasch (1688 - 1758)

Zaległości mają to do siebie, że często się nawarstwiają. Jest ich na początku niewiele, a potem to już z górki. Ani się człowiek spostrzeże, jak obstawią każde wyjścia z budynku i trzeba być Stirlitzem, by udało się niego uciec.

Że nie jestem – przekonywać nie muszę. Radzić sobie więc muszę w sposób zwyczajny dla większości śmiertelników – powoli i z mozołem wypełniając zobowiązania. Nawet jeśli wspomniane mityczne długi faktycznie nimi nie są.

Tak też jest tym razem. Posłuchałem sobie ostatnio live utworów pewnego kompozytora, co przypomniało mi, że jeden jego album czeka cały czas na recenzję. Koncert wspomniany był całkiem niezły, a to tym bardziej zmotywowało mnie do odrobienia pracy domowej. Fasch. Johann Friedrich. Bo o niego chodzi, zagościł w repertuarze Arte Dei Suonatori podczas ostatniego koncertu tej orkiestry na Poznań Baroque Festival 2011. Relację napiszę, a owszem, a na razie krótkie przypomnienie albumu, który mia premierę w Klasycznej Niedzieli jakiś czas temu, ale na recenzję musiał czekać do dziś. Za co przepraszam, bo płyta zacna, kompozytor uznany choć mniej znany – słowem: WRESZCIE można przeczytać o jego albumie TU.

Przy okazji przypomniał mi się nasz wyjazd do Saksonii półtora roku temu. Czemu? Ano, posłuchajcie i zobaczcie jak grają… Troszkę się wyjaśni.

Read Full Post »

Działo się to za czasów władcy ówczesnego świata, znanego pod imieniem Imperator Caesar Marcus Aurelius Severus Alexander Augustus. Ponoć łagodnego z usposobienia, wcale nie pragnącego zaszczytów a już zupełnie niechętnemu przemocy czy innej wojnie. Najczęściej bowiem oddawał się on lekturze (najchętniej greckiej, boć ten język rzekomo był mu bliższy), do ulubionych czynności należało układanie wierszy, wróżenie z wnętrzności zwierząt, malowanie i śpiewanie (ponoć nieźle śpiewał), a także gra na cytrze, flecie, organach i trąbie, choć te umiejętności ukrywał starannie (za „Poczet Cesarzy Rzymskich” Aleksandra Krawczuka, W-a 1986, s. 336). Pewnie też byłby robił to do końca życia, bo rządzenie Cesarstwem specjalnie trudne nie było, ale … los, a ściślej Germanie (ech, ci Germanie) spowodował kres jego wędrówki po tym padole. Nie wsławił się zatem niczym, poza samym tym, że był, ale to za jego czasów miało miejsce zdarzenie, którego tyczy się dzisiejszy wpis.

Jak zatem pewnie można zauważyć, nie o Aleksandrze Sewerze miało być, a o osobie, która w jego czasach żyła. Rzym za owych czasów niewiele posunął się w rozwoju, i choć raczej staczał się powoli, to trzeba przyznać, że rozkład państwa jeszcze nie nastąpił. Oczywiście świat się zmieniał, ludzie wędrowali, a nowe (znaczy się nowa religia) coraz odważniej wkraczało w świat rzymskich ulic i to nie tylko między zabrudzoną i krzykliwą rzymską biedotę, ale również do domów patrycjuszy i zasłużonych dla cesarstwa rodzin. Szło nowe, wypierając stare, tysiącletnie religie i już samo to jest cudem mniemanym.

W jednym z takich rzymskich domów na przełomie II i III wieku n.e. przyszła na świat dziewczynka, której postępowanie miało później stanowić wzór cnót dla tysięcy chrześcijan. Ile faktycznie z jej życia jest prawdą, a ile prozą Jakuba de Voragine, tego pewnie nigdy się nie dowiemy. I ja studiować tego nie zamierzam (znaczy się tego, co i ile de Voragine zmyślił, a ile zwiedział się naprawdę) – za to przywołuję dziś św. Cecylię nie bez powodu.

Otóż, właśnie dziś obchodzone jest w kościele katolickim wspomnienie liturgiczne św. Cecylii. Patronki chórzystów, lutników, muzyków, organistów i zespołów wokalno – muzycznych. Co oznacza, że dla Klasycznej Niedzieli to zdecydowanie ulubiona Święta.

Przedstawia się ją zazwyczaj z jakimś instrumentem. Ponoć grała na organach, choć … wg mnie to mało prawdopodobne – skłaniałbym się raczej ku popularnej wśród patrycjuszy harfie. Ale przy organach jest przedstawiana w malarstwie (vide otwierający wpis obraz Matteo Rosselliego). Oczywiście – nie tylko – bo i skrzypce się znajdą (tak zresztą na obrazie Guido Reni), tudzież… viola (jak choćby u Domenico Zampierego)… jednak królują organy i tyle. Nawet sam wielki Nicolas Poussin (ten od obrazu, który namieszał w głowach m.in. Dana Browna, a wcześniej Michaela Baigenta, Richarda Leigh i Henry’ego Lincolna) namalował świętą Cecylię grającą na czymś w rodzaju organów. W sumie – nie ma to znaczenia. Jako patronka muzyków może sobie być przedstawiana z jakimkolwiek instrumentem (hm… z Gibsonem Les Paul nie widziałem) – liczy się duchowe wsparcie, które można sobie u niej wyjednać.

Są tacy, co owo wsparcie otrzymali. Z pewnością, bo jakże inaczej uzasadnić absolutne mistrzostwo, jakie osiągnęli w wykonywaniu muzyki chóralnej. Kilka takich grup znam i poważam, pisuję też o nich od czasu do czasu, a dziś w sumie naszła mnie myśl, by ich dokonania zestawić. Owszem, można… ale jak? Może – statystycznie?

Cóż… Statystycznie konkurs ten wygraliby w cuglach The Tallis Scholars (tyle mam ich albumów). Zaraz po nich pewne miejsce na podium zyskaliby Stile Antico i Bach Collegium Japan – jeden i drugi chór oczywiście zaszczytnie i z pełnym błogosławieństwem. Dalsze miejsca, w owym wyimaginowanym konkursie zarezerwować by trzeba pospołu dla tak dla Amerykanek z Anonymous 4, jak i Brytyjczyków z The Sixteen Harry’ego Christophersa. Nie można też zapomnieć o Philippie Herreweghe i jego Collegium Vocale Gent, tudzież La Chapelle Royale. Jeden i drugi utytułowany, jeden i drugi pięknie wykonujący muzykę dawną. A jeszcze w kolejce stoją Huelgas Ensemble, jeszcze La Petite Bande, czy też The Hilliard Ensemble. I można by tak wymieniać w nieskończoność. Statystyka więc nie jest rozwiązaniem.

Może zatem uczuciowo – emocjonalny odnośnik? A owszem, można. Prym jednak wtedy, wśród rozlicznych albumów z muzyką klasyczną wiodą dwa chóry i żaden z nich nie łapał się do statystycznej partii. Jeden z nich, to Les Flamboyants tak znakomicie wykonujący utwory świętych Hildegardy z Bingen i Birgitty ze Szwecji. Maestria i piękno, to dwa nikczemnie brzmiące słowa, które wydają się  zbyt małe, by opisać muzykę wykonywaną przez wspomniany ansambl. A to jeszcze nie magnum opus.

Bo na określenie tego, co z barokowymi kompozycjami potrafią zrobić ludzie z Lautten Compagney a zwłaszcza z Capella Angelica, prowadzeni przez Wolfganga Katschnera nie ma słów. Dalej nie jestem w stanie odszukać pochwał, które mogłyby stanowić namiastkę choćby obrazowania ichniego świata. Membra Jesu Nostri Dietricha Buxtehude to póki co najznakomitsze dzieło w mojej kolekcji. I  … św. Cecylio błogosław śpiewakom i grajkom – oby takich więcej było…

No to na koniec niech nam zagrają i zaśpiewają…

Read Full Post »

… zdemaskowane!

Czy to przypadek, że ten wczorajszy koncert w ramach Poznań Baroque Festival 2011 tak właśnie się nazywał? Że najpierw – tak przyziemnie – zepsuło mi się auto. I to na tyle źle, że naprawa może kosztować kilka tysięcy złotych. Więc smutek – to mało powiedziane. A potem – oderwanie od tych przyziemnych spraw i koncert European Union Baroque Orchestra. Radość w czystej postaci.

Kto nie był, niech żałuje. Tego nie da się opisać, niezależnie jak bardzo bym próbował.

W każdym razie jeszcze dziś nadal jestem wczorajszym koncertem oczarowany. O czym zresztą możecie przeczytać TU.

Read Full Post »

Uwaga.

Najbliższe koncerty w ramach Poznań Baroque Festiwal 2011 zostały przeniesione w inne miejsce.

Koncert European Union Baroque Orchestra planowany na godzinę 19.00 jutro, czyli we czwartek 17 listopada br. odbędzie ciut później (czyli o 20.00) w Auli Nova (Akademia Muzyczna w Poznaniu), a nie jak to było przewidziane w Auli Artis.

Repertuar i wykonawcy:

 Maria Keohane – sopran

Huw Daniel – skrzypce, koncertmistrz

Sebastian Philpott – trąbka

European Union Baroque Orchestra

Lars Ulrik Mortensen – dyrgent

 

Program:

„Joy and Sorrow unmasked”

Georg Friedrich Händel – Kantata „Ah! Che troppo ineguali” na sopran i smyczki HWV 230[Recitativo], [Aria]

Georg Friedrich Händel – Concerto Grosso F-dur op. 6 nr 2 HWV 320Andante larghetto, Allegro, Largo, Allegro ma non troppo

Georg Friedrich Händel (przypisywana; obecnie – G. B. Ferrandini) – Kantata religijna „Il Pianto di Maria” na sopran i smyczki HWV 234Recitativo, Cavatina, Recitativo (accompagnato) & Cavatina (reprise), [Recitativo], [Aria], Recitativo (accompagnato), [Aria], Recitativo (accompagnato)

Giuseppe Torelli – Sonata D-dur (G1) na trąbkę, smyczki i continuoAndante, Allegro, Grave, Allegro

Johann Sebastian Bach – Koncert brandenburski G-dur nr 3 BWV 1048[Allegro moderato], Allegro

Johann Sebastian Bach – Kantata „Jauchzet Gott in allen Landen“ na sopran, trąbkę i smyczki BWV 51Aria, Recitativo, Aria, Chorale, Alleluia

Dzień później, czyli w piątek, 18 listopada 2011 roku w tej samej Auli Nova, również o godzinie 20.00 (a więc znowu zmiana miejsca i terminu) wystąpią Arte Dei Suonatori z następującym programem:

Program:

Johann Friedrich Fasch – Koncert na basso continuo d-moll

Antonio Vivaldi – Koncert fagotowy C-dur RV 472Allegro non molto, Andante molto, Allegro

Johann Sebastian Bach – Koncert na 2 klawesyny c-moll BWV 1060Allegro, Adagio, Allegro

Antonio Vivaldi – Sinfonia na smyczki i basso contnuo RV 130Largo molto, Allegro ma poco andante

Johann Friedrich Fasch – Koncert lutniowy d-moll FWV L:d1Allegro, Andante, Un poco allegro

Antonio Vivaldi – Koncert podwójny g-moll na 2 wiolonczele, smyczki i continuo RV 531Allegro, Largo, Allegro

Arcangelo Corelli / Francesco Geminiani – Concerto grosso op. 5 nr 12 d-moll „La Folia”

Wykonawcy:

Tomasz Wesołowski – fagot

Jan Cizmar – lutnia

Tomasz Pokrzywiński – wiolonczela

Joanna Boślak-Górniok – klawesyn

Marcin Świątkiewicz – organy

Arte dei Suonatori

Aureliusz Goliński – skrzypce, koncertmistrz

A drugie “U”? No … Uff. Uff, bo dostałem zaproszenia J.

Read Full Post »

Już trwa. Od 5 listopada. Codziennie koncerty, wstęp wolny – trzeba jedynie …. czasu. Ale, żeby nie było tak łatwo się wymówić, to koncerty są podwajane – jeśli np. nie pasuje ci dziś, możesz iść jutro. A warto.

Dziś ani jutro nie dam rady. Zresztą, przyznam się bez bicia, że Il Tempio Armonico nie znam, a 4 Pory Roku jakoś tak nie wywołują u mnie specjalnej atencji. Żal mi trochę tego dall’Abaco ale trudno. Czas jak czas, ale mała Ludwiczka by mi tylu nieobecności nie wybaczyła.

Za to czwartek / piątek zapowiadają się extra. W programie:

  • Joseph Haydn (1732 – 1809)Allegro con spirito, Adagio, Menuet – Trio
  • Wolfgang Amadeus Mozart (1756 – 1791)Koncert skrzypcowy G-dur KV 216Allegro, Adagio, Rondeau
  • Wolfgang Amadeus MozartDivertimento B-dur KV 137Andante, Allegro di molto, Allegro assai
  • Joseph HaydnSymfonia Es-dur nr 43 „Merkury” Hob. I: 43Allegro, Adagio, Menuetto, Finale: Allegro
Zagrają:
  • Orchestra Libera Classica
  • Natsumi Wakamatsu – skrzypce
  • Hidemi Suzuki – wiolonczela,
O ich albumie możecie przeczytać w dziale recenzje, a ja sam postaram się na ten koncert dotrzeć. Albo we czwartek, albo w piątek. Może więc będzie relacja. Aha, zapomniałbym – wstęp na wszystkie koncerty wolny. Tylko trzeba sobie odebrać zaproszenia (w CIM-ie lub w kasie Estrady Poznańskiej). Uff..

Read Full Post »

Korporacje rządzą światem. Wiemy, jasne. Nawet nie zamierzam się nad tym specjalnie rozwodzić, bo i po co? Zwłaszcza, że Klasycznej Niedzieli akurat z korporacjami niespecjalnie po drodze. A jednak… Żeby to zobrazować – konieczne będzie wyciągnięcie na światło dzienne kilku szczegółów z życia prywatnego 😀

Jak pewnie większość z czytelników Klasycznej Niedzieli zauważyła – dziecię mi się, całkiem małe urodziło. Sam fakt znaczenia specjalnego dla omawianej sprawy nie ma znaczenia, ale… dziecię, jak to dziecię, zaczęło dorastać (szybko czy nie, to odrębna sprawa). A jak już ciut urosło i stało się delikatnie mobilne, to… niechybnie doradczkowało do przyciągających wzrok kolorowych okładek płyt, książek i takich tam rzeczy.

Ech… no wiem, trzeba dziecko pilnować. Bo jak się nie pilnuje, to kończy się tak, jak w przypadku koncertów fletowych Jerzego Fryderyka Haendla. Niestety ząbki mojej córci napoczęły album nagrany przez Dorothee Oberlinger, zanim zdążyłem zareagować skończyło się jak na poniższym zdjęciu:

Powiecie, tragedii nie ma. No nie ma. Ale… jednakowoż taka płyta kiepsko się na półce prezentuje (wiem wiem, nie po to się płyty kupuje, ale ja jestem z tego starszego pokolenia, które na takie sprawy zwraca uwagę). Na szczęście ten album wydała niemiecka wytwórnia Raumklang. Moja ulubiona wytwórnia, a odkąd dokonali rzeczy uznawanej przeze mnie za niemożliwą, to wręcz ukochana 🙂

Otóż. Za sprawą Konrada Tomaszewskiego z Music Island (pozdrawiam, pozdrawiam i polecam każdemu wizytę na tej Muzycznej Wyspie z Klasyką i nie tylko) otrzymałem ni mniej ni więcej, tylko nowy, całkiem świeżutki digipack w miejsce tego uszkodzonego przez córkę. Tak tak, to się nazywa SOLIDNOŚĆ, DBAŁOŚĆ O KLIENTA i w ogóle PROFESJONALIZM. Oto dowód:

No dobrze – zapytacie – a gdzie te różnice? Ano… ząbki mojej córeczki niestety nie ominęły również The Beatles. Nie wiem, czy to jabłuszko na okładce, czy może chęć przeżycia faktycznie magicznej i tajemniczej podróży, dość powiedzieć, że Magical Mystery Tour Beatlesów spotkał równie przykry los, co wcześniej Jerzego Fryderyka Haendla. Skutek poniżej.

 Niestety tym razem bez happy endu. Mail poszedł, odpowiedzi brak, zobaczymy, może cuś wskóram kolejnym przypomnieniem. Ale… powiem szczerze, że nie liczę za bardzo. Ostatecznie, korporacje czymś sobie na tę powszechną niechęć zasłużyły…

Na koniec – żeby nie było tak ponuro – Dorothee Oberlinger.

Read Full Post »

Older Posts »