Feeds:
Posty
Komentarze

Archive for Grudzień 2011

Gdyby ktoś miał ochotę i czas – to serial z Jordi Savallem w Mezzo trwa. Już dziś wieczorem – najpierw La Capella Reial de Catalunya i Hesperion XXI, oczywiście Montserrat Figueras oraz Jordi Savall o 20.30 (choć, nauczony doświadczeniami ze środy to uważałbym na te godziny) zagrają koncert „Jerozolima – Miasto Pokoju”. To ten sam cykl, jaki swego czasu wykonawcy zaprezentowali w Polsce w ramach 8. Międzynarodowego Festiwalu i Konkursu Indywidualności Muzycznych – Tansman 2010.

Ale to nie wszystko.

Tuż po Jerusalem – równie niezwykłe wydarzenie muzyczne. Ten sam skład muzyków, ale koncert inny. Zapomniane Królestwo: Krucjata przeciw Albigensom: Tragedia Katarów. Koncert z 2010 roku.

Ja oglądam…

Aha, jakby było komuś mało, to o mojej ostatnim płytowym spotkaniu z Jordi Savallem można sobie przeczytać w dziale recenzje. Savall, Kuijken (ale tym razem Wieland, a nie Sigiswald). I muzyka francuskiego baroku. Dla odmiany.

Read Full Post »

Dawno tyle czasu nie spędziłem przed telewizorem. Nawet do wczoraj powiedziałbym, że to w moim przypadku niemożliwe. A jednak..

Trzy wczorajsze koncerty, które zapowiadałem kilka dni temu obejrzałem we środę z przyjemnością i … prawie w całości (córuś moja była bardzo łaskawa tym razem). A środkowy koncert orkiestry La Capella Reial de Catalunya wraz z ansamblem Hesperion XXI, z oczywistym prowadzeniem koncertu przez Jordiego Savalla był chyba najciekawszym i zarazem najtrudniejszym w odbiorze wydarzeniem, z jakim dane mi się było wczoraj zmierzyć. Dlaczego?

Otóż muzyka z czasów dynastii Borgia, bo taki był zakres czasowy wykonywanych dzieł do łatwych nie należy. Primo, wymaga od słuchacza skupienia i obycia muzycznego, bo … jako kompozycje z przełomu średniowiecza i renesansu napisane … w Hiszpanii, więcej mają z muzyki arabskiej chwilami wspólnego, niż z kontynentalnymi zaśpiewami tradycyjnie kojarzonymi właśnie z taką muzyką.

Specyfika tamtych kompozycji sprowadza się do innego instrumentarium, co więcej, także do odmiennego modulowania głosów, tak wokalistów, jak i śpiewających wspólne partie chórzystów. Na środowym koncercie było to widoczne, a właściwie słyszalne doskonale: za sprawą świetnego solowego występu Monstserrat Figueras (tak na marginesie, ów koncert w Mezzo był niejako wspomnieniem tej znakomitej Artystki, byłej żony Jordiego Savalla, zmarłej niespełna miesiąc temu). Zarówno jej śpiew, jak i gra na cytrze to przeżycie niezwykłej rangi. Polecam, bo muzyka z przełomu średniowiecza i renesansu w naszej części Europy brzmi zupełnie inaczej. Zawsze jednak warto zobaczyć i posłuchać, jak wielcy współcześni artyści próbują odtworzyć muzykę dawną.

Świetny koncert. Niełatwy, ale wart zobaczenia. Jeden tylko minus. Mezzo nie trzyma się godzin nadawania programów. Zatem – jeśli ktoś ma dekoder z funkcją nagrywania – zdziwi się niezmiernie, gdy okaże się, że nagrało mu się niekoniecznie to, co chciał obejrzeć. Choć… akurat w tym przypadku towarzystwo było przednie. Ale, o tym następnym razem.

Na koniec mała próbka, jak to brzmi…

Read Full Post »

Jutro w Mezzo – kantaty bożonarodzeniowe Jana Sebastiana Bacha. No to dziś, w ramach porządków recenzja albumu La Petite Bande z kantatami na kolejne niedziele ale … po Wielkanocy (a tak mnie wzięło). Sigiswald Kuijken i jego ansambl zasługują na kilka słów w Klasycznej Niedzieli, co niniejszym czynię jak zwykle w stosownym dziale.

A żeby nie było tak cicho, to muzycznie mała zajawka mojej ulubionej kantaty nr 12.

Read Full Post »

Rzadko namawiam do obejrzenia czegokolwiek w telewizji. Bo też niezbyt często warte zobaczenia rzeczy można w niej znaleźć. Zwłaszcza, jeśli chodzi o muzykę klasyczną. Zatem dziś mała odmiana – dziękuję Lirael – z niewielkim bądź co bądź wyprzedzeniem, ale zawsze.

W najbliższą środę, w Mezzo (kto ma cyfręplus ten znajdzie ów program na kanale 162) szykuje się uczta dla melomanów. Najpierw o 18.15  Jana Sebastiana Bacha „Oratorium na Boże Narodzenie”. Koncert z 2008 roku, zagrany i zaśpiewany przez Camerata Vocale de Freiburg, Christophe Prégardien, Markus Flaig, Marijana Mijanovic i Heike Heilman. Dyryguje: Winfried Toll.

Jakby komuś jednak było mało, to zaraz po kantatach bachowskich inna znakomitość sceny muzycznej (choć współczesna). O 20.30 czeka nas spotkanie z „Dynastią Borgiów”. Ówczesne czasy przybliży nam muzyka wykonywana przez La Capella Reial de Catalunya, Hesperion XXI, Montserrat Figueras i oczywiście Jordiego Savalla. WARTO!!!

I to jeszcze nie koniec. Bo o 22.30 orkiestra Le Concert des Nations  oraz ponownie Jordi Savall zagrają jak w czasach Ludwika XV. Będzie to retransmisja koncertu, jaki odbył się na festiwalu w Opactwie Fontfroide.  W programie, same piękne rzeczy: Corelli, Telemann, Rameau. Bezwzględnie trzeba!!!

No, to miłego wieczoru. Idę po kawę i kawałek piernika…

Read Full Post »

Maria i Józef w drodze do Betlejem

Jest taka kolęda (właściwie to legenda, a na jej podstawie powstała specjalna pieśń), że gdy Maryja z Józefem jechali do Betlejem na ów znany wszystkim spis ludności, mijali sad owocowy, w którym rosły czereśnie. Maria, jak to na kobietę w ciąży przystało nie mogła sobie odmówić tych czereśni, a Józef, który ciut się jeszcze na nią boczył specjalnie miły nie był i delikatnie rzecz ujmując – odmówił. I na tym byłoby się skończyło, ale we wszystko wmieszał się Jezus (Bóg, więc co z tego że nienarodzony jeszcze?), który kazał drzewom pochylić się ku swojej Matce, tak, aby ta mogła owych czereśni zakosztować. Na takie dictum Józefowi zrobiło się głupio, zaraz tych czereśni narwał i potem już potem grzecznie robił co do niego należało.

Chybam niczego nie przekręcił. A jeśli nawet, to w sumie nieważne. Jezus się nam jutro narodzi, a The Cherry Tree – piętnastowieczną kolędę możemy usłyszeć tylko jak mamy wielkie szczęście. Albo też – mamy (jak ja) na półce album kwartetu Anonymous 4. Którego recenzję znajdziecie TU.

Błogosławieństwa Bożego dla tych co wierzą. Reszcie – świętego spokoju…

Krzysztof

Read Full Post »

David King, w swojej książce Wiedeń 1814 pisze o Saksonii tak:

Na początku dziewiętnastego wieku Saksonia była kwitnącym regionem, z licznymi miastami, gospodarstwami rolnymi i kopalniami, między innymi srebra i nefrytu. Stolica królestwa, Drezno, położone na obu brzegach Łaby, szczyciła się licznymi pięknymi pałacami, niekiedy „wielkimi jak miasta”, które zyskały sobie miano „Florencji nad Łabą”, słynącej z renesansowej i barokowej architektury.

Saksonia i samo Drezno do dziś robią wrażenie. Niemcy, jak to oni potrafią, odbudowali stolicę landu po każdej klęsce, jaka na to miasto spadała, włączając w to odwiedziny amerykańskiej Ósmej Armii w lutym ’45 roku. Jednak znaczenie Drezna, to nie tylko okres wojen napoleońskich, ale trwający o wiele dłużej czas rządów Wettynów, którzy może i najlepszymi władcami nie byli (no w I Rzeczpospolitej to na pewno byli marnymi władcami), ale przynajmniej w jednym im się poszczęściło. Na ich bowiem czas przypada jedna z

najpiękniejszych kart w historii muzyki klasycznej. Czas niemieckiego baroku, kompozytorów, którzy odmienili świat ówczesnej i późniejszej muzyki na zawsze.

Dlaczego o Dreźnie zatem wspominam? A o tym to już w recenzji…

Można poczytać, można też posłuchać…

Read Full Post »

Wnętrze kościoła oo. Franciszkanów w Poznaniu

Tego wieczoru miało nie być. Wszystko bowiem szło nie tak. Dowiedziałem się o tym koncercie przypadkiem i w sumie w ostatniej chwili (dwa dni przed to jednakowoż niewiele czasu na ułożenie planów). Obowiązki zawodowe nie dawały nadziei uzyskania biletów, a ja niepotrzebnie spanikowałem, że nie będzie ich można nabyć przed samym koncertem. Ale… mój równie przypadkowy telefon zmotywował znajomego. A on … załatwił wejście (twierdząc przy tym, że to ja zadziałałem mobilizująco na niego). Ostatecznie zatem zjawiliśmy się na koncercie, biletów załatwionych nie było, ale … można je było jeszcze kupić. I udało się.

Całe szczęście. Kościół oo. Franciszkanów na Górze Przemysła duży nie jest. W każdym razie sprawia większe wrażenie z zewnątrz, niż od środka. Toteż, gdy już się dostaliśmy do wnętrza i okazało się, że ławki pozajmowane, słowem – raczej brak miejsc. Cóż, troszkę się zmartwiłem. To oratorium krótkie nie jest, a stać tak długo… ech, marnie by było. Na szczęście dojrzeliśmy, że nikt nie usiadł na przedzie bocznej nawy, zupełnie obok orkiestry. I dobrze, bo te miejsca zdecydowanie spełniły swoją rolę – dźwięk był czyściutki, pełny, głośny, akuratny, ale… nie uprzedzajmy faktów.

I koncercie zatem można przeczytać TU, a podczas czytania niech nam pośpiewają Gabrieli Consort & Players, prowadzeni przez Paula McCreesha.

Read Full Post »