Feeds:
Posty
Komentarze

Archive for Lipiec 2012

Dziś, o 18.00 w Arboretum z programem zatytułowanym „Co tam marzyć o kochaniu” wystąpi Jacek Kowalski. Towarzyszyć mu będą Henryk  Kasperczak, grający na gitarze i Chór Maximilianum.

Spośród cyklicznych koncertów VIII Letniego Festiwalu  Muzyka z Kórnika dzisiejszy recital ma charakter specjalny i wyjątkowy- poświęcony będzie pieśniom z czasów Powstania Styczniowego. Wiem, niby mamy lipiec, więc pozornie brak jest jakiegoś łącznika, ale wszystko można wytłumaczyć. W końcu tydzień temu minęła 602 rocznica bitwy pod Grunwaldem. A Muzyka z Kórnika zawsze elementy patriotyczne wspierała i pochwalała. Stąd już blisko do dzisiejszego tematu wiodącego program autorski naszego kórnickiego barda.

Jestem pewien, że będzie lepiej, niż tydzień temu. I pogoda też dopisuje. Zatem do zobaczenia…

A Jacek Kowalski śpiewa tak:

Read Full Post »

Za oknem burzowo, to i w muzyce zadamy sobie odpowiedni nastrój. Nicola Fiorenza, włoski kompozytor z czasów baroku, urodzony w Neapolu, kształcił się w tamtejszym konserwatorium S. Maria di Loreto, potem grywał w różnych bardziej lub mniej zasłużonych orkiestrach słynnego miasta u stóp Wezuwiusza, by na koniec zostać profesorem klasy skrzypiec, wiolonczeli i kontrabasu w swojej Alma Mater.

Właściwie to… prawie został. Bo niby go mianowano, niby już świętował, ale… nagle okazało się, że postać z niego dość kontrowersyjna. Za lenistwo, głupotę i przejaw niesubordynacji potrafił ponoć spuścić manto swoim uczniom (źródła milczą, czy pięściami, czy pasem tudzież inną trzciną), co zostało onegdaj nagłośnione przez tamtejsze „tabloidy” (w każdym razie ktoś plotkę puścił) i to na tyle skutecznie, że biedny Mikołaj stanowisko swoje stracił, a do potomnych w pierwszej kolejności trafiła właśnie ta opowieść o jego trudnym charakterze, a nie muzyka, o której skutecznie zapomniano…

Ech, życie…

No, to dziś można sobie poczytać o jego koncertach i sonatach w TYM miejscu. Artyści zaś grają tak:

Read Full Post »

Jest jak jest. Tegoroczny lipiec nie rozpieszcza. Potrafi przywalić czterdziestostopniowym upałem (a wtedy jazda do pracy rowerkiem 40 km przyjemna nie jest), potrafi też zaskakiwać dynamiką zmian pogody godną co najmniej oceanicznych klimatów. Słowem – raz jest ciepło i przyjemnie, a drugi raz leje, grzmi, trąby powietrzne i w ogóle masakra jakaś.

W takich okolicznościach przyrody planowanie letnich koncertów na powietrzu łatwe nie jest. Jakkolwiek by nie próbować się zabezpieczyć, to rzęsista ulewa, co to ich ostatnio niemało w naszej okolicy połączona z piorunami i łamanymi przez wiatr gałęziami jako zachęcające tło dla żadnego muzycznego eventu sprzyjającym nie będzie. Ale chwile słońca (nawet dłuższe chwile) należy wykorzystywać ile się da, toteż chwała wczorajszym organizatorom, że deszczu się nie wystraszyli i koncert popołudniowy, a właściwie wieczorny Muzyki z Kórnika się odbył.

No, i to jest właściwie jedyny plus w tej całej kwestii. Dlaczego? Bo wczoraj w kórnickim arboretum zagrali Bałaban Quartet. To nie był dobry koncert. To właściwie był zły i słaby występ. Począwszy od marnego Eine kleine nachtmusik Mozarta, po zupełnie schrzaniony koncert a -moll na dwoje skrzypiec Antonio Vivaldiego. O reszcie programu się już nie wypowiadam, bo nie ma sensu. Cały występ był niestety nieprzemyślany, trochę pozbawiony werwy, trochę rozwlekły i nade wszystko kiepsko zagrany. Ech… miejsce piękne, ludzie całkiem licznie zgromadzeni, pogoda dopisała… a tu nuda.

Napisałem w zapowiedzi, że warto się wybrać. Bo Bałaban Quartet słyszałem już wcześniej w Kórniku i wówczas wypadli naprawdę dobrze. No cóż, nie zawsze człowiek jest w stanie przewidzieć, jak będzie. Szkoda, ale niestety wczoraj w zamkowym parku dynamiczne  było tylko niebo nad Kórnikiem. A pięknie, to i owszem… ale pozowała mi córcia do zdjęć.

A ów wspomniany koncert a-moll można by było zagrać choćby tak:

Read Full Post »

Tak wiem, to jest ARBORETUM, nie jakiś tam ogród. Jasne, ale nie bądźmy drobiazgowi. Ostatecznie, musielibyśmy przyjść na niedzielny koncert ubrani w gorsety i pufiaste suknie (panie) tudzież fraki lub inne huzarskie stroje, jakie byłyby właściwe do słuchania muzyki z przełomu XVIII i XIX wieku. A że to koncertowanie niedzielne, popołudniowe (do kawy?), to i strój niekoniecznie musi być tak bardzo au courant z muzyką klasyczną.

W każdym razie w najbliższą niedzielę, 15 lipca  2012 roku w zamkowym arboretum wystąpi Bałaban Quartet w składzie Wiktor, Jan, Lech i Agnieszka… Bałaban (w sumie nie wiem, czy się deklinują, czy nie, więc na wszelki słuczaj tego nie zrobię). Wspólnie, grając na skrzypcach, altówce i wiolonczeli wykonają kompozycje Antonio Vivaldiego, oczywiście Wolfganga Amadeusza Mozarta (to chyba najwdzięczniejszy kompozytor na takie okazje) i Antonina Dvořáka. A więc ciut baroku, ciut klasycyzmu i na koniec wypadkowa klasycystyczno – romantyczna. Miła, przyjemna, melodyjna i lekka mieszanka. Początek – godzina 18.00. IMO – jak zwykle warto… Ach, no i najważniejsze chyba: wstęp wolny. 🙂

A skoro o Mozarcie mowa. I lekkiej muzyce. To zapraszam do działu recenzje, gdzie króciutko i na temat skrobnęło się o płycie Immerseela i Anima Eterna. Oczywiście TU.

Read Full Post »