Feeds:
Posty
Komentarze

Archive for Wrzesień 2012

Jesienny poranek w Wielkopolsce.

Chłodniej się zrobiło raptem. Wczoraj rano deszcz, choć nic poza prognozami go nie zapowiadało, zmoczył Wielkopolskę dokumentnie, aż potworzyły się kałuże i córcia jak zwykle zapragnęła spaceru w kaloszkach. Na szczęście był to tylko jeden dzień słoty, bo dziś piękne prawie jesienne słońce, kolorowe liście na drzewach i zroszone mgłą i rosą pajęczyny na przydrożnych rowach. Jesień…

A skoro taka pora roku, to oczywiste jest, że musi się w niej znaleźć chwilka czasu dla Chopina. I święta jego muzyki w Antoninie, k. Ostrowa Wielkopolskiego. Już dziś bowiem zaczyna się 31–sza edycja tego muzycznego chopinowskiego święta, organizowanego w pałacyku myśliwskim Radziwiłłów na pamiątkę pobytu Fryderyka tamże 183 lata temu. To antonińskiemu pobytowi zawdzięczamy ów słynny motyw rogu, który wybrzmiewa pośrodku Allegro Vivace w drugim koncercie fortepianowym. Jest on być może pokłosiem jednego z polowań, w których nasz kompozytor być może uczestniczył, będąc gościem Antoniego Radziwiłła.

Zatem – skoro trzydziesty pierwszy festiwal „Chopin w barwach jesieni” przed nami, to krótko o programie. Dziś koncert inauguracyjny w Ostrowskim Centrum Kultury w Ostrowie Wlkp. O godzinie 19.00 zagra Orkiestra Filharmonii Poznańskiej pod dyrekcją Marka Pijarowskiego, a towarzyszyć jej będą pianiści: Joanna Marcinkowska i Kotaro Nagano.  W programie: Koncert fortepianowy nr 1 op. 11 e-moll Fryderyka Chopina, Valse triste op. 44 nr 1 Jean Sibeliusa i koncert fortepianowy op. 16 a-moll Edvarda Griega.  A już jutro – właściwe koncerty antonińskie.

Jutro, czyli w piątek 21 września 2012 roku (nie będę, ale znajoma z pracy i owszem) – recital Claire Huangci z USA rozpocznie się o godzinie 19.00. W programie oczywiście utwory Fryderyka Chopina.

W sobotę dwa koncerty. Najpierw Ewa Iżykowska (sopran) oraz Marek Mizera (fortepian)  o godzinie 17.00. A potem – już wieczorem, Chopin w aksamicie nocy. Koncert najważniejszy, prowadzony przez Daniela Olbrychskiego i Jana Popisa. Wśród wykonawców: znana z piątkowych występów Claire Huangci, czwartkowi pianiści, czyli Joanna Marcinkowska i Kotaro Nagano, sobotnia solistka Ewa Iżykowska, a także zdobywca IV nagrody XVI Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego w Warszawie – Evgeni Bozhanov, a także uczestniczka tegoż samego konkursu co Bozhanov – ukraińska pianistka Anna Fedorova. Akompaniować im będzie włoski wiolonczelista Roberto Trainini.

I w niedzielę. Dwa koncerty. Najpierw Anna Fedorova i Roberto Trainini. O godzinie 17.00. A o dziewiętnastej recital gwiazdy festiwalu, Evgenija Bozhanova.

Fajnie. Do zobaczenia w sobotę…

 

 

 

Read Full Post »

Klasztor w Lądzie nad Wartą

Najbliższe – już w sobotę – ale o nich będzie osobny wpis. Natomiast już wkrótce, bo w niedzielę, 30 września 2012 r., o godzinie 17.00 w Lądzie nad Wartą, w Kościele pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny i św. Mikołaja odbędzie się koncert o wdzięcznym tytule „VIVA VIVALDI”. W programie:

  • Antonio Vivaldi
    • Sinfonia nr 3 RV 149 G-dur
  • Antonio Vivaldi
    • Stabat Mater RV 621
  • Antonio Vivaldi
    • Introdukcja i Gloria RV 639&588
Żal nie iść, zwłaszcza, że to niedaleko. Aha, kto pojedzie A2, musi pamiętać, że zjazd na Słupcę jest zamknięty. Więc trzeba albo zjechać z autostrady we Wrześni, albo w Golinie.

Read Full Post »

Wyczekiwany urlop minął. Szybko. Z drobnymi problemami, ale… całe szczęście, że te (problemy) już za nami. Szkoda jednak, że tak błyskawicznie wakacje minęły. Że słońce, ciepły Adriatyk, plaża, piękne widoki – to wszystko już przeszłość. Drzemiąca jedynie na zdjęciach i w pamięci.

Zanim więc się przekopię przez wszystkie fotografie zrobione podczas wyjazdu, zdążę pewnie wypić te kilkanaście butelek tamtejszego wina, tak idealnie harmonizującego z muzyką słonecznej Italii. A skoro mowa o muzyce włoskiej – to tym razem zostawimy Vivaldiego i innych weneckich mistrzów na inne czasy, a pochylimy się ku czasom przedbachowskim. Zajrzymy do renesansowej Florencji, gdzie Giulio Caccini wraz z przyjaciółmi stworzył podwaliny pod styl nazwany później monodią akompaniowaną. Fakt, że to było pod koniec XVI stulecia, ale co ciekawe – ten nawiązujący do tradycji antycznych sposób śpiewania został w dzisiejszych czasach perfekcyjnie reanimowany przez włoską grupę Accordone, założoną kilkanaście lat temu przez włoskiego tenora Marco Beasleya i klawesynistę Guido Moriniego. I ich album do działu recenzje właśnie trafił.

Zatem, kilka słów o znakomitej włoskiej muzyce znajdziecie w LINKU. A na koniec – kompozycja zespołu Accordone. Prawda, że nie słychać, iż to kilkaset lat później zostało napisane?

 

Read Full Post »

Powrót żeńców pontyńskich

Tańcami i śpiewem świętują wieśniacy

Radość z pomyślnego na swych łanach zbioru.

Wielu z nich się z Bachusem zadawszy po pracy,

W sen zapada, nie bacząc na rozmach wieczoru.

Porzucają zajęcia, tańczą i śpiewają,

Na co rześkie powietrze skutecznie nakłania,

Zaproszenia jesieni skwapliwie słuchają,

Ciągnąc huczne zabawy choćby do zarania.

Myśliwy, dzierżąc strzelby, wyrusza świtaniem,

Trop w trop dąży, nie dając wymknąć się zwierzynie,

Co umyka zaszczuta psów i rogów graniem.

Nim nagonka wyruszy, zwierzyna łan minie,

I choć łowczy się czasem błaźni pudłowaniem,

To zmęczona ucieczką, osaczona – ginie.

Tyle o nadciągającej jesieni mówi nam Vivaldi, w tłumaczeniu Krzysztofa Lipki. Mało kto pamięta (lub wie), że Rudy Ksiądz pisząc swoje wiekopomne dzieło oprócz zapisów nutowych pozostawił sonety, niosące w treści swojej wyjaśnienie muzycznych konotacji zawartych w koncertach skrzypcowych z op. 8. Owe sonety – Cztery Pory Roku pewnie będzie jeszcze nieraz okazja przypomnieć, bo i od tej muzyki nie sposób się uwolnić, a co i rusz pojawiają się nowe projekty. Którym trza się bacznie przyglądać. Jak choćby podlinkowanej recenzji albumu Giulano Carmignoli.

Read Full Post »

Dzięki ci Boże za internet. Za tablety i dobrych znajomych (pozdrawiam Doroto 🙂 ). Kilka lat temu, gdy nasza nastoletnia latorośl była ciut większym bobasem niż obecna dzidzia, tak trochę na żywioł wybraliśmy się do Wenecji autem z Puli.

Wenecja

Daleko nie jest, drogi – wówczas wydawały się mistrzostwem świata – widoki ciekawe (nawet z hajłeja), słowem… nic tylko jechać. Zapakowaliśmy się, gorąco i tak było tak za oknem, jak i w środku (klimatyzacji w aucie niet), skromne trzy godzinki jazdy i voila! Dojechaliśmy. Zupełny żywioł. Na placu św. Marka – tłok.

Piazza San Marco

Do bazyliki się nie wejdzie, bo kto wytrzyma w tym skwarze stanie w kolejce. Pałac Dożów – zapomnij. Powłóczyliśmy się po weneckich uliczkach,

…weneckie kanały…

mostkach, zjedliśmy niezbyt tani obiad nad jednym z kanałów, a potem… przyszedł czas na najdroższą kawę w życiu.

Nie wiedząc, że caffe Florian to blichtr i kasa, kasa, kasa… zapodaliśmy sobie dwie kawy (naparstki kawowe, IYKWIM), jakąś fantę plus lody dla berbecia, w sumie z 50 € tak jakoś. Jakbym się nie pocił z gorąca, to bym się spocił od razu. Zachciało nam się kawy, na placu, z orkiestrą … pfff.

Oczywiście dopiero teraz, przygotowując się do naszego urlopu, sprawdziłem w przewodniku, że to najpewniej Florian był. Tablet pokazał na mapie, że faktycznie. Wyjaśnienia i komentarze internautów = bezcenne. Ale, co zapłaciłem onegdaj, to zapłaciłem. Jak pewnie kilka milionów ludków przede mną i po mnie. W końcu, jak inaczej takie Caffe Florian przetrwałoby te kilkaset lat…

Caffe Florian

Cheers.

Aha, żeby nie było niemuzycznie – to w recenzjach znowu Muzyka Wielkiego Wenecjanina…

A grają tak:

Read Full Post »

Giulano Carmignola

Wrzesień. Jeszcze lato, a już właściwie jesień. Przynajmniej w Polsce. U mnie za oknem – słońce i ciepło. Ale nic dziwnego, skoro czeka na mnie „Adriatyk, ocean gorący” jak onegdaj śpiewał Lombard.

Wakacje. Czas wypoczynku. Nic nierobienie, no dobra, trochę zwiedzania, trochę focenia, trochę muzyki, trochę kąpieli… Ech. Ktoś zazdrości? I słusznie…

Na plaży w Rosolina Mare przygrywać nam będzie Vivaldi (no, w słuchawkach, przecież, że nie w bumboxie). A właściwie to spółka Vivaldi & Carmignola. Słynny Wenecjanin i wykonujący jego dzieła krajan (bo Treviso, gdzie urodził się Carmignola to w linii  prostej niespełna 30 kilometrów) współbrzmią na albumie Le Humane Passioni po prostu nieziemsko. Przyjemnie. Lekko. Letnio.

Jak schłodzone prosecco, którego kieliszek zamierzam dziś wieczorem osuszyć. Niejeden. W towarzystwie żony. I muzyki.

A recenzja – pierwsza z wakacyjnych – tu.

Read Full Post »