Feeds:
Posty
Komentarze

Archive for Luty 2013

Agnieszka Budzińska – Bennett trafiła do Klasycznej Niedzieli za sprawą swojego znakomitego albumu Sacer Nidus (Święte Gniazdo) nagranego ku upamiętnieniu naszego – jednego z niewielu – zbliżenia się z Niemcami lat ponad tysiąc temu. Świat był wówczas inny, tereny dzisiejszej Polski zdecydowanie wyglądały inaczej, a współpraca z Germanami wcale niczego sobie pozytywnie się zapowiadała. Potem, jak dobrze wiemy z kart historii wszystko się pochrzaniło, by ostatecznie skończyć się nienawiścią, wzajemnymi żalami i przekrzykiwaniem się w stratach i bolączkach.

Wydarzenia z roku 1000, owego słynnego przełomu milenijnego powinny być dla nas nauczką. Wtedy byliśmy na dobrej drodze ku potędze, toteż dziś również myślmy głęboko, by z ludźmi mieszkającymi w kraju bezpośrednio za naszą zachodnią granicą współpracować. A nie licytować się na głupie rozliczenia z przeszłością.

Artystka jest takim właśnie przykładem. Studiowała muzykę w Kolonii, milenijnemu spotkaniu Ottona III i Bolesława, później nazwanego Chrobrym poświęciła album, na którym znalazły się i nasze najważniejsze pieśni średniowieczne, od Bogurodzicy poczynając, a także odkryte w niemieckich archiwach kompozycje naszych średniowiecznych, zachodnich sąsiadów. Całość wydał przy całkiem pozytywnym wsparciu wielkopolskich władz… niemiecki Raumklang.

Ale… Sacer Nidus to już historia. Ta odleglejsza. Bliżej dziś nam zaś do nowego wydawnictwa grupy Ensemble Peregrina. Reszta – we właściwym dziale. Invitationem ad omnes…

Read Full Post »

Mówi się, że Jerzy Fryderyk, który pełnił funkcję kapelmistrza na dworze elektora hanowerskiego, samowolnie porzucił pracę, udając się do Londynu z nadzieją na zrobienie szybkiej kariery na dworze królowej Anny, wielbicielki jego muzyki. Los bywa jednak przewrotny: nagła śmierć królowej i objęcie tronu angielskiego przez tegoż właśnie elektora Hanoweru, z lekka położyły kres tym planom. No dobra, z roboty się zwiało do nowej, a tu nagle okazało się, że poprzedni pracodawca był szybszy (za sprawą Opatrzności – też prawda) i …trzyma kasę w nowym miejscu. Cóż było robić – w końcu z czegoś żyć trzeba. Za namową przyjaciół zatem, kompozytor uciekł się do podstępu. Skomponował kilka drobnych utworów przeznaczonych do wykonywania na wolnym powietrzu i kiedy pewnego dnia król wypłynął na przejażdżkę po Tamizie, Haendel podpłynął na swej łodzi wraz z grupą muzyków. Nierozpoznany, zaprezentował nowe kompozycje, a król był nimi tak oczarowany, że porzucenie pracy mu wybaczył  i przywrócił mistrza do łask.

Ta … kompozycja, która zaważyła na owym przebaczeniu (choć trzeba przyznać, że źródła powątpiewają czasami w prawdziwość owego wydarzenia) to orkiestrowa suita nazwana od miejsca swej premiery Water Music. Więcej o owym utworze, a także o innych przy okazji przez muzyków sprokurowanych dziełach urodzonego w Halle mistrza barokowych melodii znajdziecie w dziale recenzje. A wszystko to nieprzypadkowo: dziś mija 328 lat od dnia urodzin wielkiego kompozytora.

A grają tak:

Read Full Post »

Barokowe ogrody Grosssedlitz. Biało, choć... nie zima :)

Barokowe ogrody Grosssedlitz. Biało, choć… nie zima 🙂

Jak jest za oknem każdy widzi. Biały puch, temperatura poniżej zera. Nic w sumie nadzwyczajnego, koniec końców mamy luty. Raczej trudno, na naszej szerokości geograficznej oczekiwać  upałów w tym okresie. Zatem zimna zimowa zima, bardziej nadająca się do zobrazowania utworem Log Cold Winter Cinderelli (ktoś pamięta jeszcze ten „pudel-band”?), aniżeli barokowymi ornamentami muzyki klasycznej. Ale to pozory.

Barok bowiem to nie tylko gorące Włochy. Nie francuskie zadzieranie nosa i angielskie wydymanie warg. Nie niemiecka przewidywalność i matematyczna zwięzłość konstrukcji. Barok rozlał się  na przełomie XVII i XVIII wieku po całej Europie, a nawet zawitał – za sprawą hiszpańskich i portugalskich żeglarzy poza ramy tzw. ówczesnej cywilizacji.

Wreszcie – barok dobrze się miał w państwach, które na przełomie wieków sporo na Starym Kontynencie znaczyły. W Szwecji choćby. I żeby dać poparcie moim twierdzeniom zapraszam do działu recenzje. Gdzie ciut więcej na temat wyczytać można…

A warto, bo grają tak:

Read Full Post »

Za bukowiną, przy skrzyżowaniu duktu z przesieką, stał wśród wysokich trawkrzyż pokutny...

Za bukowiną, przy skrzyżowaniu duktu z przesieką, stał wśród wysokich traw
krzyż pokutny…

… dobrze, że „koniec świata nie nadszedł w Roku Pańskim  1420, w lutym, w poniedziałek po św. Scholastyce”. Choć historia potoczyła się niekoniecznie tak, jakbyśmy sobie tego życzyli, to jednak dzięki temu można pochylić się – i to na dłużej nawet – nad dziełami potomków naszych renesansowych i barokowych tradycji, która, jak to skutecznie ostatnio się przekonuję – wcale niczego pozostawiła po sobie spuściznę.

Świat też – co było do przewidzenia – istniał dalej tak w piątek, 21 grudnia roku 2012, a więc w dzień następny po końcu świata biednych Majów, jak i nie zapadł się w sobie całe tygodnie po owej kluczowej niby dacie  i tak pewnie będzie trwać aż … do końca świata. Jakkolwiek byśmy go jednak nie szanowali tudzież nie przeklinali, jest jaki jest, będzie zapewne nie lepszym, a człowiek nie ma specjalnie wpływu na to, co wydarzy się w przyszłości. Toć zajmijmy się wobec tego przeszłością, zwłaszcza, że ma ona miły dla ucha w szczególności wymiar.

Więcej? W dziale recenzje…

Read Full Post »

Pałac w Kozłówce

Pałac w Kozłówce

Widoczny obok na zdjęciu Pałac w Kozłówce pojawia się w tym wpisie nieprzypadkowo. Nasza ubiegłoroczna wyprawa na wschód Polski (ten bliższy rzecz jasna wschód, bo ziemie dawnej I Rzeczypospolitej już to większym przedsięwzięciem się póki co wydają) skupiła się wokół Lublina i Zamościa. Lublin nas zaczarował, Zamość faktycznie ujął, ale prym i największe wrażenie zrobiła Kozłówka. Tamże zachwyciliśmy się pięknym pałacem, niezwykłym ogrodem i całą gamą malarskich imponderabiliów, które dane nam było we wnętrzach dawnego majątku Zamoyskich zobaczyć.

Skąd zatem owa konotacja? Ano, każdy, kto odwiedzi Kozłówkę nie może nie zobaczyć, alibo też nie usłyszeć historii Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej. Ukochanej babce Konstanty Zamoyski, ordynat na Kozłówce poświęcił kaplicę (gdzie znajdziemy kopię nagrobka Zofii Zamoyskiej dłuta Bartoliniego z florenckiego kościoła Santa Croce) i zebrał sporą ilość obrazów przestawiających córkę Czartoryskich.

Nagrobek Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej

Nagrobek Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej

No dobrze, ale co to ma wspólnego z Klasyczną Niedzielą? Ha! Ma i to sporo, stąd też Zofia pojawia się w niniejszym wpisie nieprzypadkowo. Zwłaszcza jak się fakty połączy z mitami. Zatem – co wiemy? A że córką Izabeli z Flemingów była, to fakt bezsprzeczny, co do ojcostwa – Adam Kazimierz Czartoryski jej się nie wyparł, więc dalej nie drążmy. Faktem jest również, że wychowywała się w Puławach, gdzie jej towarzyszem zabaw był niejaki Franciszek Lessel. Syn czeskiego muzyka, grającego w dworskiej kapeli Czartoryskich (ojcu zresztą nasz bohater zawdzięcza początkowe wykształcenie muzyczne). Dalszej historii Zofii wspominać nie będziemy, za to szybciutko kilka faktów z życia wspomnianego wyżej, mało znanego muzyka. No i tu robi się nam coraz cieplej. Otóż, jak to … „wątpią” źródła – brak jest danych co do osoby matki Franciszka Lessla. Ponoć – pozwolimy tu sobie na plotkowanie – dlatego, iż matką była… właśnie Izabela Czartoryska. Zatem Franciszek i Zofia byli rodzeństwem. Co to ma wspólnego z muzyką? Ano – ma. Franz (bo tak się pisał wówczas nasz kompozytor i muzyk), dokształcił się w Wiedniu u samego Haydna (czy syna zwykłego muzyka orkiestry dworskiej byłoby na to stać?) po czym wrócił do kraju i wspomnianej Zofii, najpewniej siostrze zadedykował swój koncert fortepianowy C-dur op. 14…

I tak doszliśmy do recenzji, której powyższy, ciut przydługi wpis jest skromną zapowiedzią. Zapraszam…

A grają tak:

Read Full Post »