Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Marzec 2013

Stabat Mater dolorósa
iuxta crucem lacrimósa,
dum pendébat Fílius.

Cuius ánimam geméntem,
contristátam et doléntem
pertransívit gládius.

O quam tristis et afflícta
fuit illa benedícta,
mater Unigéniti!

Qua mærébat et dolébat,
pia Mater, dum vidébat
Nati poenas íncliti.

Quis est homo qui non fleret,
Matrem Christi si vidéret
in tanto supplício?

Quis non posset contristári,
piam Matrem contemplári
doléntem cum Fílio?

Pro peccátis suæ gentis
vidit lesum in torméntis,
et flagéllis súbditum.

Oczywiście nie całe. Zachęcam jednak do sięgnięcia po album, którego recenzję znajdziecie TU. Dziś Wielki Piątek – będzie jak znalazł. A zaczyna się tak:

Read Full Post »

Gdyby Czesi, będący wówczas de nomine władcami tej części Górnego Śląska wyciągnęli poń swoją ochoczą rękę, nic nie moglibyśmy zrobić. Ostatecznie Rozbark, skąd pochodził nasz kompozytor leżał w obrębie ziem należących w owym czasie do Królestwa Czech. Co to było jednak za królestwo – słusznie ktoś zauważy – skoro rządził nim Niemiec…, hm tu specjalnie bym się nie żołądkował, bo nami, za czasów życia prezentowanego w tej recenzji kompozytora też w sumie rządził Niemiec. Fakt, że Czechami Habsburg, a nami Saksończyk z rodu Wettynów, ale jednak. Gdyby zatem do Gorczyckiego przyznawali się Niemcy, albo Austriacy raczej, też specjalnie nie byłoby jak protestować. Poddany to poddany, coś prawie jak obywatel przecież.

Rzekło się zatem, że w chwili narodzin Grzegorza Gorczycy miejscowość w której żyli jego rodzice była częścią Czech. Trzeba dodać, że zarazem Rozbark leżał w granicach diecezji krakowskiej, a władza kościelna znaczyła wówczas znacznie więcej niż dziś. Sumując ową podległość religijną nie sposób nie zauważyć również pochodzenia. Gorczyca był raczej Polakiem, choć … co-poniektórzy mogliby się zżymać na jego „śląskie” pochodzenie. Przesądźmy zatem: nasz ci on i basta.

Kształcony w Pradze (hm…), potem w Wiedniu (ponownie, hm…) Grzegorz Gorczycki ostatecznie wylądował w Krakowie, gdzie otrzymał święcenia kapłańskie. Następnie wysłano go do Chełmna (tego słynnego zagrabionego przez Krzyżaków po zupełnie nieodpowiedzialnym postępowaniu Konrada Mazowieckiego), gdzie w tamtejsze akademii wykładał przez dwa lata ucząc tak uczniów jak i braci misjonarzy. Wrócił do Krakowa – najpewniej w 1694 roku – gdzie otrzymał funkcję wikariusza katedralnego (już wówczas nazywał się Gorczycki, a nie Gorczyca). Cztery lata po powrocie powołano go na stanowisko  Magister capellae musices Ecclesiae Cathedralis Cracoviensis, dając do zrozumienia, iż muzyka, która go zaprzątała wtenczas ma stać się jego najważniejszym zadaniem. Funkcję tę kompozytor sprawował aż do śmierci. Zmarł Anno Domini 1734, w roku w którym na Wawelu pochowano Jana III Sobieskiego, a wygardłowany przez szlachtę elektor saksoński August III koronował się w dawnej stolicy Polski. Zaczęła się wojna o sukcesję polską, Rosjanie – jak to zwykle oni – musieli wszędzie wsadzić te swoje „trzy grosze”. Generalnie kraj był niespokojny, pogrążony w anarchii, ludzie patrzyli na siebie wilkiem i zastanawiali się, kto kogo jest tu partyzantem. Smutny czas. Więcej… w dziale recenzje.

A grają tak:

Read Full Post »

Miejsce akcji: Wiedeń. Czas wydarzeń: Wielki Post Anno Domini 1783. Postać: Wolfgang Amadeusz – zwany dziś klasykiem wiedeńskim – Mozart. Kompozycje: lekkie, łatwe i przyjemne. W roli głównej: fortepian.

Poza tym, wybrano papieża. Się komentuje to wszem i wobec… ale to blog o muzyce, więc ja nie muszę i nie zamierzam.

Read Full Post »

Cztery nazwiska. Hitler i Beck. Szarzyński i Zychowicz. Co mają wspólnego ze sobą. Suma summarum nic. Ale jakby zestawić je tak bliżej, to i sporo. Na początek duet oczywisty. Szef naszej dyplomacji – pułkownik Józef Beck i kapral armii austro – węgierskiej, późniejszy władca III Rzeszy, Adolf Hitler. Obaj trzymali w rękach los świata. Obaj tego daru Opatrzności nie wykorzystali. Pierwszy, bo „…tą rzeczą jest honor…”, drugi, bo wiadomo co. Mogło być inaczej? Mogło. Tu na scenę wchodzi Piotr Zychowicz. Udowadniając w swojej książce, że Pakt Ribbentrop – Beck był możliwy. Że nie zakończyłby się tym, czym zakończyło się jego niezawarcie.

A Szarzyński? Siedemnastowieczny mnich rodem z … Ukrainy? No właśnie. To kiedyś była Rzeczypospolita. I już nie jest. A że Beck nie potrafił jakoś dogadać się z Niemcami (ktoś ma dziś pretensje do Włochów, albo Węgrów, albo Rumunów, że walczyli po stronie III Rzeszy??) to w jakiś sposób owe błędy dotknęły również nie żyjącego od wieków kompozytora. W 1944 roku, skutecznie i dokładnie rasa panów spaliła nasze księgozbiory Biblioteki Narodowej. W tym i rękopisy dzieł wspomnianego wyżej zakonnika.

Gdyby nie rozsądek badaczy z dwudziestolecia międzywojennego, nigdy byśmy tej muzyki już nie posłuchali. Jak te kilkadziesiąt milionów zabitych, które pochłonęła tamta wojna.

Czasami jednak mam wrażenie, że my, Polacy nie mamy szczęścia do ludzi, od których zależy los owych milionów. Jakieś fatum, czy co?

Aha, przywołany Szarzyński dostępny w dziale recenzje. Zapraszam.

Read Full Post »

Przyznaję, że miałem przedwczoraj taki pomysł, z okazji rocznicy urodzin mistrza Vivaldiego napisać mały tekst mu poświęcony. Ale jakoś wybitnie mi się nie chciało. No to sobie słynny Antonio poczeka. Do następnego roku, w końcu co jak co, ale lista dzieł Rudego Księdza jest całkiem obszerna i zawsze będzie okazja napomknąć coś o Nim i o  Jego muzyce.

Tak więc Vivaldi poszedł w odstawkę, a wszystko dlatego, że niezwykle mocno ostatnimi tygodniami okupuje moje różne źródła dźwięku muzyka polska. Stricte ‚polska’. Napisana przez Polaka i wykonywana przez Polaków. Jedno z drugim (pisanie i wykonywanie) różni bez mała 350, prawie 400 lat, ale nie to akurat jest ważne. Ważne, że warto ową muzykę odkrywać, nawet jak czasami zabiera czas i człowiek zapomina, że np. ukazała się nowa płyta OSI. No ukazała się, nawet jest „hajna” jak mówi moja córuś, ale co z tego. Wszystko ma swoje miejsce i czas.

Brnę filozoficznie, a nie chciałem. Chciałem za to dać znać, że kolejny Mielczewski wisi w dziale recenzje…

Read Full Post »