Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Kwiecień 2014

DSC_7677

photo by Marqubiker

Druga połowa XVIII wieku to taki dziwny okres. Niby nic się nie działo, a jednak. Barok już szedł w zapomnienie, klasycyzm zadowolony z siebie pysznił się w stylach artystycznych na równi z wyuzdaniem ówczesnych możnych, a na romantyczne objawienia było jeszcze za wcześnie. Francja zżerała swój ogon, by się nim w końcu udławić, Austria, zapomniawszy o niedawnym ratunku łapczywiej spojrzała na ziemie za Karpatami (koniec końców, żal nie brać, jak dają?). A Prusy dogadały się z Rosją i metodycznie, krok po kroku niszczyły tego, co im wiecznie stał na drodze. A że przy współudziale i za judaszowe pieniądze, ojtam, nie ma się co zżymać.

Skoro więc świat bawił się w najlepsze, to i muzyka tamtego okresu nie mogła być inna. Melodyjna, przyjemna i lekka. Żadnego religijnego uniesienia, ani dramatycznych wizji. Tylko odpoczynek, zabawa, blichtr, wino, piękne kobiety, polowania i czekoladki… Na weekend majowy jak znalazł. Czy na błogie lenistwo na tarasie, czy też na rowerowe wycieczki w nieznane. Zapraszam do działu recenzje, bo … pięknie tam grają 🙂

Read Full Post »

… i w ów nie zaszkodzi.

Bo gdyby ktoś się zastanawiał, co tu nowego można sobie zapodać w jutrzejszy niedzielny, wiosenny poranek to jako się rzekło onegdaj przy tworzeniu tego bloga – śpieszę z pomocą. Wszak classic on sunday morning winno w oczywisty sposób na takie zapotrzebowania odpowiadać. W dziale recenzje zatem znajdzie się akuratna na ten dzień recenzja płyty Giuseppe Valentiniego, a poniżej króciutki link z wiadomego z serwisu, przybliżający nam wiedzę o tym, jak grają…

Tak się ten album zaczyna. A jak się kończy? To już w dziale recenzje…

Read Full Post »

Ekhem… no nie żądajmy zbyt wiele. To propaganda wmówiła nam (dalej zresztą nam to wpiera), że w 1939 roku nie powinniśmy oddać Niemcom „polskiego Gdańska”. Głupota to straszna bo niestety akurat to miasto polskie wtenczas nie było. A ówczesna jego „niemieckość” nie sprowadzała się tylko do tamtej rzeczywistości – cokolwiek by o Gdańsku nie myśleć, to związanie tego grodu (a konkretniej jego mieszczaństwa) z naszym zachodnim (a naonczas pruskim) sąsiadem datowało się znacznie wcześniej i znacznie głębiej aniżeli kierowane ku niemu polskie oczekiwania.

Church_of_St.John_in_Gdansk

Kościół p.w. św. Jana w Gdańsku (wzięte z wikipedia.org)

Właściwiej byłoby zatem powiedzieć, że tym razem Wielkanoc spędzimy z muzyką powstałą w Polsce. Barok i klasycyzm bowiem I Rzeczypospolitą oplótł z całą mocą ówczesnej kultury. Jan Sebastian Bach zabiegał ledwo co o mianowanie na nadwornego kompozytora Augusta III Sasa (że też cholera mieliśmy tak mizernego Niemca za króla, a ponoć to Polacy się sami rządzić nie potrafią!). Telemann bywał tu i ówdzie w Polsce, do dziś zresztą w Pszczynie i Żarach hołubi się pamięć o tym znakomitym kompozytorze. Z Niemiec (z Saksonii głównie) i z Włoch ciągnęły do nas zastępy muzyków, którzy w pozornym okresie pokoju, jaki nasze państwo osiągnęło za czasów drugiego z Wettynów wzbogacili niewątpliwie duchową spuściznę naszego społeczeństwa, nawykłego – sami się przecież tym chełpimy – bardziej do szabli i do kielicha, niż do muzyki i tańca.

To uproszczenie jest zarazem wybitną konfabulacją. Czasy schyłkowe naszej państwowości to zwrot ku bogactwu kulturalnemu, jakie wówczas w Europie rozkwitło na całego. Pałace naszej magnaterii, dwory i dworki szlachty i duchowieństwa to tylko mały wycinek tego, dokąd z początkiem XVIII zaczęło zmierzać nasze państwo. Fakt, iż ościenne mocarstwa zbroiły się wówczas na całego jest jakby dość deprymujący, ale … cóż zrobić – stało się i nic już tego nie zmieni. Ech.. nie ma co dalej brnąć w historię – o kantatach wielkanocnych (bo to jednak blog o muzyce, a nie o polityce, historii, czy nie daj Bóg – o gotowaniu) kilka przyjemnych zdań znajdziecie w dziale recenzje. Cieszmy się Zmartwychwstałym!

Read Full Post »

Piątek w Triduum Paschalnym kojarzy mi się od zawsze z Gregorio Allegrim. Miserere – bo o ten właśnie utwór Włocha chodzi, każdy, ale to każdy słuchacz muzyki (nie tylko poważnej) winien nie tylko wysłuchać, ale przede wszystkim choć na chwilę, na te kilkanaście minut dzięki niemu dostroić się do brzmienia Wieczności. Allegri w swojej kompozycji namiastkę Absolutu umieścił i basta, a niewiele jest na tym padole ziemskim utworów, które do tegoż poziomu mogą się choćby zbliżyć.

Ale to wszystko w Wielki Piątek. Kto nie słuchał, musi poczekać kolejny rok, aż umrze znowu Jezus Chrystus. No chyba że skorzysta z mojej podpowiedzi…

Wielka Sobota jest inna. I choć mam swoje ulubione kompozycje na dziś, to proponuję dziś coś innego. Otóż rok temu, podczas krakowskiego festiwalu Misteria Paschalia w pięknych wnętrzach … Kopalni Soli w Wieliczce wystąpiła Agnieszka Budzińska – Bennett ze swoim Ensemble Peregrina. Piękny ten koncert dziś w południe retrasmitować będzie nasza radiowa Dwójka. Koniecznie zapraszam przed odbiornik.

Program

Muzyka z wysp Północy i Południa (XII-XV w.)

Wyk. Ensemble Peregrina, dyr. Agnieszka Budzińska-Bennett; La Morra, dyr. Michał Gondko

(Kaplica św. Kingi, Kopalnia Soli w Wieliczce, 30.03.2014)

19 kwietnia (Wielka Sobota), godz. 12.00-13.30

Tradycyjnie na ten czas: Błogosławieństwa Zmartwychwstałego i świętego spokoju.

Read Full Post »

Przy okazji nadchodzących Świąt odkopałem (no, prawie) zbiór brytyjskiego ansambla The Sixteen z muzyką Tomasa Luisa de Victorii. Dwa albumy swoje miejsce w Klasycznej Niedzieli już kiedyś odnalazły, dziś czas na kolejny. Kilka słów o muzyce poświęconej Matce Boskiej znajdziecie w dziale recenzje, czyli tu…

A grają … ups, śpiewają tak 🙂

Read Full Post »

Karl Richter

Karl Richter

Tym razem – nie będzie o Bachu. Znaczy się – będzie, ale tak nie wprost, jakby to tytuł dzisiejszego wpisu mógł sugerować. Że Johann Sebastian pełnił funkcję organisty u św. Tomasza w XVIII wieku jest rzeczą oczywistą, powszechnie znaną, choć niekoniecznie powtarzaną w medialnych doniesieniach o Lipsku. Natomiast mało kto pamięta, że słynny lipski kościół pod wezwaniem tegoż Świętego poza najsłynniejszym z Bachów przyciągnął do siebie również innych artystów, w ten właśnie sposób na przestrzeni wieków budując swoją niezwykłą i ponadczasową pozycję w świecie muzyki powszechnie znanej jako klasyczna.

Jedną z takich osób jest (no właściwie to był) urodzony w 1926 roku organista, który tamże swoją zawodową karierę rozpoczął równo dwieście lat po kompozytorze z Eisenach. Karl Richter, bo o nim mowa, zasłynął znakomitymi, dziś uznawanymi za kanoniczne interpretacjami dzieł Jana Sebastiana, a że sam grał na organach, ba, grał i szefował organistom w lipskim kościele to nieprzypadkowo jest bohaterem niniejszego wpisu.

cover albumDrugą, jeszcze bardziej znaczącą przyczyną poświęcenia Richterowi tych kilku linijek tekstu jest winylowa płyta (jak pewnie niektórzy zorientowali się patrząc na ubierające tekst zdjęcia). Album Weihnachtsgeschichteczyli Opowieść Wigilijna, oparty na wybranych elementach z kantat bożonarodzeniowych Jana Sebastiana nabyłem w Toruniu, w ostatnią niedzielę. Mały antykwariat na uboczu Starego Miasta, praktycznie w pobliżu Bramy Klasztornej właściwie nie wiadomo dlaczego przyciągnął naszą uwagę. Może dlatego, że oboje z żoną lubimy takie miejsca, a może przez ów toruński klimat dawnych wieków? Nie wiem. Dość powiedzieć, że weszliśmy, pogrzebałem w płytach i wyszedłem stamtąd z wyjątkami z bachowskiego Oratorium w interpretacji Richtera.

IMG_2411Album przecudnej urody, nagrany dla angielskiej wytwórni Decca. Muzyka niełatwa, acz przepiękna i majestatyczna, jak na dzieło tej klasy przystało. Okładka – jak widać – sporo przeszła, zaś sama płyta brzmi porywająco. Żadnych trzasków, szumów, załamania dźwięków. Maestria. W dodatku … za siedem (słownie) złotych. Ot, takie cudeńko. Szwedzi, od których wracaliśmy tamtego dnia za tyle kupują litr paliwa… Takie czasy…

Read Full Post »

Gdyby historia inaczej się ułożyła (bo dla przykładu dziś to żaden problem, ale ponad trzysta lat temu było inaczej) to w końcówce XVII wieku moglibyśmy – my jako I Rzeczypospolita – znaleźć ratunek, albo przynajmniej wsparcie w królestwie duńskim. Planowano bowiem wówczas wydać królewnę Teresę Kunegundę Sobieską za króla duńskiego, Fryderyka IV. Dania wówczas jakimś mocarstwem nie była, ale może małżeństwo owo bardziej by się Rzeczypospolitej przydało, aniżeli związek polskiej królewny z nieszczęsnym Maksymilianem II z Bawarii. No, ale to w kategoriach gdybania można sobie rozpatrywać. Koniec końców katolicka królewna za mąż za protestanckiego króla wyjść nie mogła i tyle. A szkoda. Bo duński dwór Oldenburgów w osobie wspomnianego Fryderyka IV to przykład całkiem sprawnego i stabilnego państwa. Faktem jest, że absolutyzmu na nasze polskie równiny zaszczepić by się nie dało, ale może akurat coś więcej dobrego by z tej współpracy wynikło, niż z tej historii, którą dziś wszyscy znamy.

Wspominam zaś Danię nieprzypadkowo. Dlaczego? O tym w stosownym dziale…

A grają tak…

Read Full Post »