Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Czerwiec 3rd, 2014

słynna markizaKim był Król Słońce, każdy chyba wie. Nawet ci, co nie uważali na lekcjach historii coś tam winni kojarzyć. Jak nie kojarzą, to już nie pomogę, ale też zawsze można zapytać Wikipedię. Za to o kochankach Ludwika XIV w szkołach nie uczą, więc o nich opowiem. A konkretniej o jednej z metres, boć ta stała się tak po prawdzie późniejszą sekretną żoną francuskiego króla. Franciszka d’Aubigné, Markiza de Maintenon, bo o niej mowa,  jest zatem bohaterką niniejszego wpisu i łączącej się z nim recenzji. Zanim jednak przejdziemy do owej recenzji, krótkie wyjaśnienie tytułu. By dobrze tę historię opowiedzieć, trzeba się cofnąć do czasów Henryka IV króla Nawarry. Jegoż to przyjaciel, poeta i późniejszy żołnierz Théodore Agrippa d’Aubigné pozostał do końca wierny protestanckim dogmatom i porzuciwszy dwór królewski (po zmianie wyznania przez Henryka – słynne zdanie „Paryż wart jest mszy” właśnie on ponoć wypowiedział) zaszył się na prowincji. W jednym z takich miejsc przyszła na świat jego wnuczka, Franciszka, którą jej matka ochrzciła i wychowała na żarliwą katoliczkę (co w hugenockim Poitou łatwe z pewnością nie było, zwłaszcza po czystkach religijnych do jakich doszło po zabójstwie Nawarrczyka). Kim była i co robiła zanim wchłonął ją dwór Ludwika XIV dla historii tej znaczenia specjalnego nie ma. Ważne, że … jej katolickie wychowanie, religijność i wpływ na władcę nie pozostały bez echa względem francuskiej muzyki tamtego okresu. Tak się składa bowiem, że markiza de Maintenon nie przepadała za operą (i trochę ją rozumiem), zaś od muzyki wymagała religijnego zacięcia. Toteż kompozytorzy, których całkiem liczne grono wspierała i opłacała (Monsieur „Państwo to Ja” na coś musiał tę swoją kasę wydawać) by jej gustom schlebić i się przypodobać pisali wszystko, tylko nie opery. Bo po cóż pisać takie dzieła, skoro dwór ich nie chce oglądać? A nawet jak wszyscy by chcieli, a jedna osoba nie – to dwór nie chce…

I tak wspierany finansowo przez Franciszkę Louis – Nicolas Clérambault pisał sobie kantaty i różne religijne utwory, świadom tego, skąd płyną pieniądze. Tamże też Andre Campra nie stronił od wymagań stawianych przez bogobojną Franciszkę, a jego kompozycje zdały się być dzięki temu miłe dla ucha królewskiego. Jedynie Michel Pignolet, później zwany de Monteclair ze wsparcia słynnej metresy nie skorzystał. Co więc robi w tym towarzystwie? Ano o tym więcej w dziale recenzje…

Czemu zaś „muzyka na teraz”? Ano, bo słynną markizę dwór francuski – gdy tego nie słyszała – zwykł nazywać  „Madame Le Maintenant” co ni mniej ni więcej znaczy po prostu „Pani na teraz”. Ot, co.

Jednak z kantat poniżej. Co prawda w innym wykonaniu, ale równie pięknie. Jak gra Arion i śpiewa Daniele Forget, zapraszam do działu recenzje…

Read Full Post »