Feeds:
Posty
Komentarze

Archive for Wrzesień 2014

Wieść niesie, że Pan Telemann, co to był się urodził w Magdeburgu a bywał tu i ówdzie, jako znany kompozytor i muzyk ma dziś swoją ławeczkę w Żarach. Moda taka nastała w świecie, że znane osobistości przesiadują po miastach i miasteczkach, odlane ze spiżu i każdy może sobie obok nich usiąść i strzelić słitofocię. Takoż i Żary doczekały swojego wielkiego artysty, nawet jeśli tylko przez jakiś czas był on związany z tym miastem za sprawą swego mecenasa (nie mylić z obecnie nadużywanym mianem przypisywanym prawnikom wątpliwej proweniencji). A takoż historia się potoczyła, że Promintzowie, stary, śląski ród skoligacony z Piastami i z tytułami wywodzącymi się z korony czeskiej wtenczas, czyli w baroku rządzili w tymże mieście (i jeszcze w kilku innych też), a że były to czasy rządów Wettynów tak w Saksonii, jak i Rzeczypospolitej, to żarski dwór zasłynął wśród jemu współczesnych z kulturalnego obycia. Ostatni z Promnitzów (choć chyba tego nie planował, kto wie?) – Jan Erdman II w połowie XVIII wieku tak zorganizował swoje życie, iż do Żar i Pszczyny ciągnęły najlepsze orkiestry i artyście z Włoch i Niemiec. A te dwie nacje były wówczas uznawane za kwintesencję muzyki barokowej. Zresztą nie tylko wówczas, dziś też…

Zatem, jako się rzekło, Pan Telemann ma swoją ławeczkę w Żarach. W połowie XVIII wieku wyglądały one na jedno z ważniejszych miast na kulturalnej mapie ówczesnej Europy, a dziś, no cóż, jak podają źródła… „Pałac Promnitzów jest znakomicie zachowaną ruiną”… Ech…

Dobrze, to żeby dalej nie brnąć w nastroje minorowe – od razu zapraszam do działu recenzje. Tam nowa płyta mało znanego niemieckiego ansambla o jakże wdzięcznej nazwie Der Musikalische Garten. Jak sami o sobie napisali w notce – wykorzystując styl scordatura poszukują nowych możliwości technicznych i brzmieniowych, których przy „zwyczajnym” strojeniu instrumentów nie da się ujawnić. Nie ograniczają się przy tym do muzyki napisanej w tym stylu, a przeciwnie – cały czas wybierają do grania utwory mało znane, tudzież zupełnie nieznane. I dobrze, bo dzięki temu barok żyje. Pozwala cieszyć się coraz to nowymi kompozycjami, których nikt od kilku wieków nie wykonywał publicznie. A może nikt nigdy ich nie zagrał? Napisano je do szuflady, w nadziei na lepsze czasy, co nie nadeszły? Kto wie…

Dla zachęty – tak grają taką mało znaną muzykę…

Read Full Post »

Jeszczem nie ochłonął po partii albumów Richtera a tu proszę – proszę – w kolejce czekają kolejne. Abolutnie faworyzowane ostatnio Zelenki (x3), Bach grany przez Japończyków (a ci to potrafią robić, oj potrafią) i jeszcze zupełna nowość: „Der Musikalische Garten na SACD, z repertuarem w którym Telemann jest najbardziej znanym nazwiskiem. Aż nie wiem, od czego zacząć…

IMG_1256.JPG

No dobra, skoro ostatni będą pierwszymi, to zagrajmy sobie z tej nieznanej płyty. Najlepiej jakieś anonimowe dzieło 🙂

Zapomniałbym – prawie wszystkie albumy z zaprzyjaźnionego Music-Island.

 

Read Full Post »

Cztery Pory Roku. Te najsłynniejsze, autorstwa Rudego Księdza. Któż ich nie zna? Kto choć raz nie słyszał? Motywy z najsłynniejszego dzieła Vivaldiego są wszędzie. Jako jingle w radiu, jako tło w reklamie TV. W kinie i na małym ekranie. W naszych coraz-to-bardziej-niesamowitych telefonach. Wszędzie!

A skoro tak, to i w Klasycznej Niedzieli nie może zabraknąć kolejnej ich wersji. Zwłaszcza, że przyczyna po temu odpowiednia – jesień właśnie raczyła do nas zawitać…

Taka jesień:

A recenzja tu. Miłego dnia.

Read Full Post »

Ledwie w Antoninie przebrzmiały dźwięki chopinowskiej jesieni, a już w Wielkopolsce znowuż szykuje się kolejne święto muzyki klasycznej. Prawda, że bardziej dostojnej i zarazem mniej znanej. Ale jak to przyzwyczaiły nad do tego poprzednie edycje – równie pięknej.

W Gostyniu, na Świętej Górze u oo. Filipinów zagoszczą znów artyści w hołdzie dla Józefa Zeidlera. Tego nazwiska czytelnikom Klasycznej Niedzieli przedstawiać nie muszę. W tym roku koncerty odbędą się w sobotę 27 września i niedzielę 28 września oraz tydzień później, tj. w sobotę i niedzielę, odpowiednio 4 i 5 października.

Wybieram się na pierwszy sobotni występ. Co prawda bardzo nie podoba mi się dedykacja (dla Wielkopolskiego SKOK) – rozumiem, że sypnęli kasą, ale czasami skromność nie zawadziłaby. Nie mogę sobie odmówić koncertu fortepianowego zawierającego dzieła z czasów zazwyczaj przedchopinowskich. Całość uświetni Andante spianato i Wielki Polonez Es-dur Chopina, zatem zapowiada się naprawdę nieźle.

Tu znajdziecie szczegółowy program.

http://www.jozefzeidler.eu/web/images/stories/aktualnosci_2014/zeidler_program_mail-02-09.pdf

A koncert sobotni zakończy Polonez H-dur z cyklu Tańce Polskie z op.9 Ignacego Jana Paderewskiego. Brzmi to tak:

Read Full Post »

Lustro nieskończoności

Tytuł Spiegel im spiegel, Avro Parta, estońskiego kompozytora różnie się tłumaczy. Może to być odbicie w lustrze albo nieskończoność obrazów. Albo zwyczajnie „lustro w lustrze”. Ja jednak wolę widniejące w notce Lustro Nieskończoności. Jakoś tak doskonale oddaje ten tytuł charakter dzieła Estończyka, napisanego w zamierzchłych i ciemnych latach XX stulecia w stylu tintinnabuli. A przecież „Spiegel im Spiegel” to z jednej strony apoteoza smutku i zarazem odbicie świata pełnego wdzięku, spokoju i wytchnienia. Samotności i delikatności. Zwycięstwa nad blichtrem świata. Posłuchajcie…

Trzeba powiedzieć, że i Helene Grimaud i Lisa Batiashvili przepięknie kreślą echa naszych czasów. Nagranie znajduje się na albumie wydanym przez Deutsche Grammophon, o właśnie takim tytule: Echoes of Time na którym znalazła się muzyka dwudziestowiecznych kompozytorów.

Genialne, na dodatek idealnie oddaje mój dzisiejszy nastrój. I kto by pomyślał, że do Klasycznej Niedzieli zawędruje Avro Part. Nie, żebym go nie doceniał, ale z deklarowanym przeze mnie uwielbieniem muzyki powstałej przed 1850 rokiem niewiele to ma wspólnego. Może więc… eee, nie. Jednym wytłumaczeniem są słowa samego kompozytora:

„Odkryłem, że wystarczy mi, gdy pięknie zagrana jest pojedyncza nuta. Ona sama, albo cichy rytm, albo moment ciszy – przynoszą mi wytchnienie”

Miłej niedzieli…

ps. gdyby komuś mało było, to na tym albumie jest jeszcze taki cudowny Rachmaninow…

Read Full Post »

W końcu weekend przed nami, prawda? Oczywiście wiem, że ludzie z innych powodów wyczekują piątkowej nocy. Ich wybór. Gdyby ktoś jednak reflektował na wyciszenie od całotygodniowego zgiełku tego świata, to kieliszek gewürtztraminera i dobra muzyka zdecydowanie temu służą. Może być w pakiecie importowany wprost z Austrii. Wino i piękne melodie Johanna Schmelzera. Takie jak ta…

Kogo zainteresowało, ten więcej znajdzie w dziale recenzje…

Read Full Post »

… 17 września 1939 roku. PAMIĘTAMY! NIGDY IM TEGO NIE WYBACZYMY! Ani nie zapomnimy…

W wrześniu 1939 roku ten kompozytor trafił na listę zakazanych. Nie wolno go było grać, odtwarzać, pomniki zwalano i niszczono. A Artysta, który jego koncert wykonuje wkrótce – gdyby miał pecha być w Polsce – zniknąłby, jak kilka milionów podobnych mu, choć bezimiennych bohaterów. Nie doszłoby do tego, gdyby nie ten zdradziecki cios w plecy ze strony państwa, które gardziło wszystkimi i wszystkim. W szczególności Polską i Polakami.

To posłuchajmy, jak rok przed tamtymi wydarzeniami, w 1938 roku, gdy świat umywał ręce od sprawy Austrii i Czechosłowacji (coś jak dziś na Ukrainie) grał Chopina Artur Rubinstein wraz z Londyńską Orkiestrą Symfoniczną prowadzoną przez Johna Barbirolliego. Całość nagrał słynny amerykański Victor na płytę 78 obrotów.

https://archive.org/embed/ChopinPianoConcertoNo.1

Read Full Post »

Older Posts »